Szkoleniowiec rozpoczął od omówienia aktualnej dyspozycji drużyny po przerwie reprezentacyjnej, podkreślając, że sytuacja wygląda stabilnie.
– Na razie wszystko jest w porządku. Oprócz Alexa wszyscy są do dyspozycji. Dani też wraca do normy, więc trenujemy i przygotowujemy się do tych spotkań.
W dalszej części odniósł się do formy Daniego Dujszbajewa, który w ostatnim czasie pracował indywidualnie nad przygotowaniem fizycznym.
– Na pewno ta przerwa została bardzo dobrze wykorzystana przez Mariusza Skutę, trenera przygotowania fizycznego. Dał Daniemu możliwość zarówno regeneracji, jak i treningu. Teraz wejście w rytm meczowy nie jest łatwe, ale mam nadzieję, że ta przerwa nie była dla niego aż tak długa.
Trener został również zapytany o sytuację zdrowotną Alexa i możliwy termin jego powrotu do gry. Podkreślił, że klub nie zamierza podejmować pochopnych decyzji.
– Podchodzimy do tego spokojnie i konsekwentnie. Nie będziemy wpadać w panikę. Dopóki lekarz i sztab medyczny nie dadzą zielonego światła, nie będzie grał. Ludzie często patrzą optymistycznie, ale trzeba pamiętać, że to jest sport i organizm ma swoje ograniczenia. Dostaliśmy zgodę na grę dla Szymona Sićko już w listopadzie 2024 roku, a zagrał dopiero w lutym 2025. Tak to niestety wygląda – wszystko musi być prowadzone z głową.
Odnosząc się do stanu zdrowia Szymona Sićko, trener przyznał, że zawodnik wciąż odczuwa skutki urazu, ale nie wyklucza go to z gry.
– To była lewa ręka, nie prawa. Oczywiście ból będzie obecny i dopóki nie będzie dłuższej przerwy, rzędu sześciu/siedmiu tygodni, musi się z tym zmagać. Ale to jest wojownik – wychodzi na boisko i walczy.
Przechodząc do rywalizacji z Pick Szeged, szkoleniowiec podkreślił, że mimo miejsca zajętego w grupie, potencjał węgierskiego zespołu jest znacznie większy.
– Oni też mieli swoje problemy, przede wszystkim kontuzje. Nie wiadomo, w jakiej dyspozycji są ich kluczowi zawodnicy. Gra na kilku frontach przy ograniczonej kadrze nie jest łatwa. Dla nich najważniejsze było wyjście z grupy, a teraz będą walczyć. To bardzo mocny zespół, na każdej pozycji mają dwóch albo nawet trzech zawodników światowej klasy.
Niepewność co do składu rywala sprawia, że przygotowania są bardziej wymagające.
– Trudno jednoznacznie ocenić ich sytuację, bo nie wiemy, czy niektórzy zawodnicy nie grali przez zmęczenie po reprezentacji. Wiele jest niewiadomych, więc zobaczymy, jak to będzie wyglądało w meczu.
Analizując potencjał personalny przeciwnika, trener zwrócił uwagę na szerokość składu i dużą liczbę wariantów taktycznych.
– Wystarczy spojrzeć na ich skład – na środku Kukić, Smárason i Gottfridsson, na lewym rozegraniu grają Bánhidi i Mačkovšek, a na prawym Garciandia, Rød, a jako trzeciego mają Nikolicia. Na kole Toto, Kalarash i Bánhidi. Z kolei na lewym skrzydle Frimmel i Jelinić, a na drugim skrzydle Šoštarić. Natomiast w bramce grają Thulin i Mikler. Mają wielu zawodników, którymi mogą rotować. To tylko pokazuje, jak silny to zespół. Ale my przede wszystkim musimy skupić się na sobie, bo nigdy nie wiadomo, w jakim zestawieniu wyjdą.
Szkoleniowiec zaznaczył, że na tym etapie rozgrywek kluczowa jest jakość wykonania podstawowych elementów, a nie szukanie zaskoczenia.
– Lepiej zrobić dwie czy trzy rzeczy bardzo dobrze niż dwadzieścia źle. Obie drużyny dobrze się znają. W Lidze Mistrzów trudno czymś zaskoczyć po tylu latach rywalizacji. Najważniejsze są fundamenty: obrona, kontratak i powrót do defensywy.
Podkreślił również, że rywalizacja toczy się na dystansie dwóch spotkań i właśnie to będzie miało kluczowe znaczenie.
– To jest 120 minut gry. Naszym celem jest osiągnąć jak najlepszy wynik w całym dwumeczu. Możemy wygrać jedno spotkanie, możemy przegrać, ale najważniejsze jest to, żeby po tych 120 minutach być drużyną, która awansuje.
Odnosząc się do faktu, że rewanż odbędzie się w Kielcach, trener nie przywiązywał do tego przesadnej wagi.
– Można o tym dyskutować bardzo długo. Każdy ma swoje preferencje, ale ostatecznie najważniejsze jest to, żeby po dwóch meczach być choćby o jedną bramkę lepszym.
Szkoleniowiec zauważył także rosnącą pewność siebie w zespole, ale zaznaczył, że kluczowa pozostaje dostępność najważniejszych zawodników.
– Dużo zależy od zdrowia liderów. To trochę jak w piłce – kiedy gra Messi albo Ronaldo, wszystko wygląda inaczej. Jeśli zawodnik nie trenuje przez kilka tygodni, nie można oczekiwać od niego cudów, tak by było, gdyby Alex był już gotowy do gry. Nawet najsilniejsi mentalnie potrzebują pracy treningowej.
Na koniec odniósł się do formy Jorge Maquedy, który w ostatnim czasie prezentuje się bardzo dobrze. – Adaptacja do nowego kraju, kultury i języka wymaga czasu. Młodszym zawodnikom przychodzi to szybciej, ale bardziej doświadczonym, z rodziną, zajmuje to więcej czasu. Jorge trafił do nas zaraz po igrzyskach, więc to też miało znaczenie. Dlatego ja unikam kontraktów kończących się w latach olimpijskich – wtedy zawsze pojawiają się komplikacje.
Ponadto, klub przypomina, że do wtorku do 23:59 posiadacze karnetów mogą wykupywać swoje miejsca. Jeśli tego nie zrobią, od 1 kwietnia miejsca te trafią do sprzedaży otwartej.