Dziedzic Reklewski cz. I

Dziedzic Reklewski cz. I

Wincenty Sebastian Reklewski urodził się w Mirogonowicach w 1877 r., jako siódme z dziewięciorga dzieci Jana i Konstancji z Horochów. Pochodził z rodziny ziemiańskiej od wieków zasiedziałej na ziemi sandomierskiej, pieczętującej się herbem Gozdawa.

Ukończył gimnazjum w Radomiu. Potem na wydziale rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego uzyskał dyplom inż. ogrodnika. Po studiach zajął się gospodarowaniem rodowymi dobrami.

Gdy wybuchła wojna rosyjsko-japońska został zmobilizowany i wcielony do armii carskiej. Po wojnie powrócił do domu i do dawnych zajęć. Wyspecjalizował się w hodowli koni dla wojska oraz sadownictwie. Założył 60-hektarowy sad. Miał opinię wzorowego gospodarza, pracowitego i oszczędnego. Interesował się nowoczesnymi metodami hodowli roślin i zwierząt. Sam zarządzał majątkami i prowadził ich dokumentację. Jego dobra jako nieliczne w regionie nie były zadłużone. Obejmowały one posiadłości ziemskie odziedziczone po ojcu: Mirogonowice i Kowalkowice oraz zakupione: Kunin, Linów, Szwarszowice i Wojciechowice. Do tego dochodził dom w Warszawie oraz udziały w spółkach akcyjnych. Ale to nie wszystko. Reklewski stale powiększał, rozbudowywał i unowocześniał majątek. Uzyskane z rolnictwa dochody lokował w inwestycjach, które zwiększały dochody. I tak, w latach 20. i 30. zakupił od hr. Marii Wielopolskiej grunty w Ostrowcu, na Kuźni i wystawił na nich: nowoczesny młyn wodno-motorowy, zmechanizowaną piekarnię wyposażoną w sprzęty sprowadzone z Niemiec oraz okazały dom z przeznaczeniem na sklep oraz mieszkania dla pracowników. Inwestycje ostrowieckie były ostatnimi, jakich dokonał. Napawały one rodzinę dumą. Ponoć wyposażeniem piekarni zachwycali się w czasie wojny Niemcy. W rękach Reklewskiego było także kilka sklepów w Ostrowcu: przy Rynku, al. 3 Maja, ulicach: Sienkiewicza, Okólnej, Kilińskiego i Kuźni. Sprzedawano w nich to, co zostało wyprodukowane w dobrach dziedzica. Swoją markę miało pieczywo z piekarni na Kuźni i owocowe przetwory z Mirogonowic.

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

Reklewski nie lubił wystawności, cenił prosty styl życia. Odznaczał się głęboką religijnością. Znany był z dobroczynności. Fundował kolonie dla ubogich dzieci z rodzin warszawskich czy stypendia dla młodzieży wiejskiej. Służył radą i pomocą okolicznym chłopom. Należał do straży pożarnej w Waśniowie. Był rozmiłowany w historii Polski. Jego dewiza życiowa brzmiała: „Miłość do ziemi najwyższą wartością”.

Reklewski był dwukrotnie żonaty. Po raz pierwszy ożenił się z Marią Winnicką h. Sas, zmarłą w 1926 r., po raz wtóry z Anną Danutą Wasiutyńską h. Korczak. Miał ośmioro dzieci (z pierwszego małżeństwa troje, z drugiego pięcioro): Mieczysława, Jadwigę, Tadeusza, Konstancję, Teresę, Aleksandrę, Zygmunta i Zofię.

Zginął 27 grudnia 1939 r. w Waśniowie, śmiertelnie raniony przez rabusiów, którzy napadli na tutejszą plebanię. Wg relacji świadków tamtych wydarzeń wraz ze stangretem Gajcem wracał po południu z Ostrowca, do którego udał się z rana, aby skontrolować sklepy i zakłady, wydać polecenia, przyjąć zamówienia i rachunki. Gdy wjechał na rynek waśniowski, od grupki chłopów dowiedział się, że bandyci napadli na ks. proboszcza Andrzeja Glibowskiego. Nie bacząc na ostrzeżenia, kazał Gajcemu skręcić na plebanię. Kilku uzbrojonych bandytów plądrowało zabudowania plebańskie. Gdy Reklewski zajechał pod plebanię, stanął wyprostowany w bryczce i krzyknął do napastników. Jeden z nich strzelił. Reklewski osunął się na siedzenie bryczki. Bandyci przestraszeni uciekli. Proboszcz wyskoczył z plebanii. Z rynku przybiegli chłopi. Przenieśli dziedzica do salonu, ułożyli na podłodze. Posłano po doktora. Ks. Glibowski udzielił rannemu namaszczenia. Reklewski zmarł wkrótce, nie odzyskawszy przytomności, przed przybyciem doktora. Spoczął w grobie rodzinnym na cmentarzu parafialnym w Waśniowie. Jego pogrzeb stał się manifestacją popularności, jaką cieszył się wśród okolicznych mieszkańców.

Ciąg dalszy jutro

 

Monika Bryła-Mazurkiewicz

Chcemy, żeby portal swietokrzyskie.cozadzien.pl był miejscem wymiany opinii dla wszystkich mieszkańców ziemi świętokrzyskiej.
Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji „Stop hejt”. Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.
Anonim
lub
  • avatar
    ~Gość 2019-12-03 18:59
    Mój dziadek był kowalem w Mirogonowicach,w których się urodziłem oczywiście już za komuny.Skromne ale wspaniałe dzieciństwo .Nie było mowy o nudzie ,dwa stawy,rzeka,park i właśnie ten wspominamy sad.Moge tez potwierdzić ze tak był tez widziany i mojej rodzinie „pracowity i skromny”
    • 100%
    • |
    • oceń:
    • |
  • avatar
    ~gość 2019-02-24 09:48
    Więcej takich tekstów zamieszczajcie
    • oceń:
    • |
  • avatar
    ~gość 2018-11-20 18:54
    Wspaniale się czyta
    • 100%
    • |
    • oceń:
    • |
  • avatar
    ~Czytelnik 2018-11-02 09:27
    Piękny tekst. Dobrze, że są jeszcze dziennikarze, którzy takie artykuły piszą.
    • 100%
    • |
    • oceń:
    • |
  • avatar
    ~gość 2018-09-15 17:30
    Budynek dawnej piekarni, bociany w gnieździe na kominie..., ach, wróciły wspomnienia...
    • 100%
    • |
    • oceń:
    • |
  • avatar
    ~Wierny czytelnik 2018-09-15 12:35
    Z niecierpliwością czekamy na drugą część
    • 100%
    • |
    • oceń:
    • |
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI3IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI3IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

#WieszPierwszy

PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjM2IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjM2IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjM3IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjM3IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPHNjcmlwdCBhc3luYyBzcmM9Ii8vci5jb3phZHppZW4ucGwvc2VydmVyL3d3dy9kZWxpdmVyeS9hc3luY2pzLnBocCI+PC9zY3JpcHQ+

Polecamy