Kielczanie dość słabo rozpoczęli spotkanie, przegrywając w pewnym momencie różnicą trzech bramek. Na szczęście wicemistrzowie Polski wzięli sprawy w swoje ręce w drugiej części pierwszej połowy, dzięki czemu przed przerwą prowadzili 15:12.
– Tak, radość jest ogromna! Wyszliśmy z bardzo trudnej i wymagającej grupy, w której w tym sezonie każdy wygrywał z każdym. Każdy potrafił wyrwać punkty przeciwnikowi, więc jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi, że awansowaliśmy do kolejnej fazy rozgrywek – mówił Krzysztof Lijewski, drugi trener Industrii Kielce.
RK Zagrzeb grało tego wieczoru jedynie o tzw. „pietruszkę” – Chorwaci nie mieli już żadnych szans na awans. Kibicom mogło się wydawać, że zespół z Bałkanów odpuści spotkanie, jednak ich ambicja sprawiła, że Industria miała ogromne problemy ze zwycięstwem.
– Grali swobodnie, może nie „radosny” handball, ale bez presji sportowej gra się zupełnie inaczej. Wiesz, że nie dostaniesz bury od trenera, jeśli przegrasz mecz, bo gdy grasz o nic, to nie możesz jej dostać. Natomiast my walczyliśmy o nasze sportowe życie. Początek meczu w naszym wykonaniu był bardzo słaby – przegrywaliśmy 1:5, 2:5. Początek drugiej połowy też przegraliśmy 0:5, co pokazywało, jak wielką wagę miała dziś ta piłka. W tych trudnych momentach chłopaki trzymali się razem i na koniec sportowe szczęście było po naszej stronie. Mam tu na myśli sytuację, w której Tomek Gębala zebrał piłkę po rzucie Hassana Kadaha. Bardzo się cieszymy, że w tak trudnym sezonie, z licznymi kontuzjami i problemami zdrowotnymi w drużynie, na koniec fazy grupowej znaleźliśmy się w najlepszej szóstce – podsumował szkoleniowiec.
Jednym z bohaterów spotkania był Tomasz Gębala, który zachował zimną krew i koncentrację, wyłapując piłkę tuż na linii pola karnego rywali. Dzięki temu w ostatnich 15–20 sekundach piłka należała do polskiej ekipy.
– Piłka leciała do mnie, spojrzałem, gdzie dokładnie, i po prostu ją zebrałem. Byłem wytrącony trochę z równowagi, to nie była dla mnie komfortowa pozycja. Cały mecz grałem tylko w obronie, bo wcześniej chorowałem. Wczoraj byłem chory i dziś też jestem na lekach, więc nie czułem się w pełni pewnie. Wolałem po prostu cofnąć piłkę. Potrzebowaliśmy, żeby czas minął i żebyśmy wygrali – nieważne, czy różnicą jednej, czy dwóch bramek. Najważniejsze, że mieliśmy piłkę i mogliśmy spokojnie dokończyć mecz – tłumaczył zawodnik.
Industria Kielce przez około miesiąc odpocznie od spotkań w Europie, ponieważ rozgrywki wznowią się na przełomie marca i kwietnia.