Wahadłowy Korony nie ukrywał, że w szatni dominuje niedosyt, bo jego zdaniem kielczanie byli bardzo blisko zwycięstwa.
– Szkoda, bardzo szkoda. Też chcieliśmy wygrać. Czuliśmy z boiska, że jesteśmy w stanie to zrobić. Nawet ta sytuacja Mariusza z doliczonego czasu mogła dać nam trzy punkty. Szkoda, że się nie udało, bo takie mecze, w których pokazujemy jakość, powinniśmy zamieniać na zwycięstwa. To jednak sygnał, że potrafimy grać z takimi drużynami jak Jagiellonia – zaznaczył.
Matuszewski zwrócił uwagę, że jego zespół dobrze funkcjonował przede wszystkim bez piłki.
– Może nie dominowaliśmy w posiadaniu, ale tworzyliśmy lepsze sytuacje. W dużej mierze kontrolowaliśmy mecz pressingiem i to właśnie on dawał nam okazje bramkowe.
Zawodnik odniósł się także do swojego powrotu po kontuzji i dobrej dyspozycji na boisku.
– Duży głód gry był, bo przed urazem też czułem się dobrze. Ta kontuzja przyszła w złym momencie, ale cieszę się, że już jest za mną i że szybko wróciłem do składu. Mam nadzieję, że będę kontynuował dobrą grę i przyjdą też liczby.
Nie ukrywał również, że powrót do wyjściowego składu daje mu dodatkową satysfakcję.
– Jestem trochę egoistą, więc cieszę się, że wróciłem do składu. Teraz trener ma większy ból głowy, ale najważniejsza jest drużyna i to, żebyśmy wygrywali – zakończył Matuszewski.
Podobne odczucia towarzyszyły bramkarzowi Korony, Xavierowi Dziekońskiemu, który również mówił o niedosycie po końcowym gwizdku.
– Pierwsze, co czułem, schodząc do szatni, to był niedosyt. Szanujemy ten punkt, bo wiemy, kto do nas przyjechał, ale szczególnie po pierwszej połowie czujemy, że mogliśmy wygrać. Ten karny był dość przypadkowy, a poza tym Jagiellonia nie stworzyła sobie wielu groźnych sytuacji – przyznał.
Dziekoński zwrócił uwagę, że w porównaniu do wcześniejszego meczu z tym rywalem, obraz gry wyglądał zupełnie inaczej.
– Mając w pamięci mecz w Białymstoku, gdzie w pierwszej połowie zostaliśmy mocno zepchnięci, byłem zaskoczony, że tym razem tak nie było. To my momentami mieliśmy więcej z gry niż Jagiellonia.
Bramkarz odniósł się również do groźnej sytuacji po jednym ze strzałów, który trafił go w twarz z bliskiej odległości.
– Było gorąco, bo strzał był z bliska. Nie widziałem dokładnie, kto uderzał, ale na szczęście wszystko jest w porządku.
Na koniec Xavier wrócił jeszcze do rzutu karnego, po którym goście doprowadzili do wyrównania.
– Było naprawdę blisko obrony. To był bardzo dobrze wykonany karny – chyba najlepszy, jaki widziałem u tego zawodnika. Uderzenie było mocne i blisko słupka. Niewiele brakowało, szkoda – podsumował Dziekoński.