– W sumie nie wiem, jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty, czy raczej straciliśmy dwa. Jeśli jednak goni się wynik i ma się punkt na koniec, to można to uznać za jakąś zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej. Trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa. Daliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach gry, a wiedzieliśmy, że GKS jest w tym bardzo groźny. Najbardziej boli, kiedy traci się taką bramkę. W piątek kolejny mecz u siebie i nie będzie już półśrodków, trzeba po prostu wygrywać – ocenił trener.
Zieliński odniósł się także do sposobu rozegrania i częstych bezpośrednich podań kierowanych do Mariusza Stępińskiego, który miał trudne zadanie w pojedynkach fizycznych z rywalami.
– Nie, tak to nie miało wyglądać. W pewnych momentach wymykało się to spod kontroli i te piłki szły do Mariusza nawet w sytuacjach, w których nie były potrzebne. Szczególnie w pierwszej połowie mieliśmy do chłopaków pretensje o genezę tych akcji. Mieliśmy grać inaczej, wykorzystywać boki, a one były praktycznie nieaktywne. Mariusz nie miał szans w takich pojedynkach fizycznych z Jędrychem, bo to po prostu nie jest jego gra.
Pytany o problemy w budowaniu akcji, szkoleniowiec przyznał, że wymaga to dokładniejszej analizy.
– Nie będę teraz mówił, co było dokładnie problemem, bo to trzeba spokojnie obejrzeć raz, drugi, trzeci i dopiero analizować. Natomiast w pierwszej połowie nie organizowaliśmy gry tak, jak chcieliśmy. Mieliśmy częściej piłkę, próbowaliśmy, ale boki nie dawały nam wiele. Dlatego cofnięcie [Wiktora] Długosza na wahadło trochę rozruszało prawą stronę. Stjepan [Davidović] dał jednak za mało jakości w sytuacjach jeden na jeden, a bardzo na niego liczyłem. Musieliśmy więc posiłkować się stałymi fragmentami gry, w których jesteśmy groźni. Szkoda, że tylko jedna sytuacja zakończyła się bramką. Ten punkt ocenimy dopiero w poniedziałek po meczu Piasta z Arką. Wtedy będziemy wiedzieć, czy ten punkt jest dobry, czy nie.
Trener Korony skomentował również zmiany w składzie i występy poszczególnych zawodników.
– To był efekt zarówno pracy na treningach, jak i planu na mecz. Chcieliśmy, żeby Długosz zagrał wyżej, ale w pierwszej połowie wyglądało to różnie, więc szybko to skorygowaliśmy. Bartek Smolarczyk dawał dobre sygnały i był nam potrzebny jako zawodnik, który dobrze wprowadza piłkę od tyłu. Uważam jego występ za naprawdę pozytywny.
Szkoleniowiec odniósł się także do opinii o grze Simona Gustafsona.
– Wiem, że Simon ma wielu fanów, zarówno na trybunach, jak i wśród dziennikarzy. Uważam, że zagrał całkiem poprawnym mecz, praktycznie nie miał strat. Można było zaryzykować więcej, jednak on wybiera takie rozwiązania, jakie widzi w danym momencie. Nie oceniam go negatywnie – zagrał bardzo poprawnie. Środek pola mieliśmy pod kontrolą, Remacle i Simon wykonali dobrą pracę, natomiast brakowało nam jakości z przodu.
Zieliński wyjaśnił również, dlaczego Korona nie była w stanie wykorzystać kontrataków.
– GKS nie grał wysoko, tylko ustawił się głęboko w obronie, szczególnie po zdobyciu bramki. To im pasowało, bo mogli grać to, co lubią najbardziej – kontrę i fazę przejściową. Nie było miejsca, żeby rozpędzić naszych skrzydłowych, Długosza i Błanika. Były dwie takie akcje w pierwszej połowie, ale bez finalizacji. Jeśli szybko nie ułoży się mecz, to trudno wykorzystać taką broń, bo zwyczajnie nie ma przestrzeni.
Na koniec trener odniósł się do nierównej gry swojego zespołu w pierwszej połowie.
– Nie przesadzajmy, że zostaliśmy stłamszeni, bo to słowa na wyrost. Faktem jest, że nie poszliśmy za ciosem i w pewnym momencie jakbyśmy zaciągnęli hamulec. Trudno powiedzieć, z czego to wynika, ale na pewno wpływ miała stracona bramka. To nie powinno się zdarzyć i będziemy analizować, dlaczego tak się stało. Druga połowa była już lepsza, ale dała nam tylko część tego, co chcieliśmy osiągnąć – zakończył.