I połowa
Spotkanie rozpoczęło się piorunującym tempem gospodarzy, którzy w zaledwie 90 sekund zdobyli trzy bramki, nie dając żadnych szans bramkarzowi gości. Drużyna Zagłębia Lubin zdołała odpowiedzieć dopiero w 5. minucie, gdy Stanisław Gębala pokonał Klemena Ferlina, ale wynik na tablicy pokazywał już 5:1 dla Industrii Kielce.
Zespół z Dolnego Śląska rozpoczął mecz bardzo słabo, zwłaszcza w defensywie, co można określić wręcz jako fatalny początek. Miłosz Bryczek, mający bronić dostępu do bramki, nie radził sobie z presją, co poskutkowało szybką zmianą bramkarza już w 6. minucie. Tymczasem kielczanie narzucili swoje tempo, prezentując klasę i pełną kontrolę nad spotkaniem. Kolejne trafienia gospodarzy wynikały głównie z szybkich przechwytów piłki, którą zawodnicy Zagłębia mieli wyraźne problemy utrzymać. Po kwadransie gry Industria prowadziła już 15:5, wyraźnie dominując nad przeciwnikami.
Goście z Lubina nie byli w stanie zareagować, ich gra defensywna pozostawiała wiele do życzenia, a każda zdobyta przez nich bramka spotykała się z natychmiastową odpowiedzią gospodarzy. Przewaga kielczan rosła nieubłaganie, oscylując w granicach 10-11 trafień. Wysoka obrona Industrii często uniemożliwiała rywalom nawet oddanie rzutu na bramkę, ponieważ niemal każda próba kończyła się przechwytem. Do 23. minuty Industria miała już na swoim koncie 20 goli, podczas gdy Zagłębie jedynie siedem.
Pierwsza połowa przypominała bardziej jednostronny trening przygotowany przez drużynę Grzegorza Klimczaka dla podopiecznych Talanta Dujszebajewa. Skrzydłowi kielczan mieli okazję błyszczeć, popisując się efektownymi rzutami, a na trybunach panowała radosna atmosfera. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy przewaga wynosiła już 15 bramek (23:8).
Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 26:10.
II połowa
Druga połowa meczu rozpoczęła się od dwóch błyskawicznych trafień Zagłębia, na które zespół z zachodniej Polski potrzebował zaledwie 45 sekund. Odpowiedź Industria Kielce była równie szybka – już chwilę później Tomasz Gębala trafił do siatki. W 35. minucie tablica wyników pokazywała 30:12, co sugerowało, że kibice mogą być świadkami „magicznej pięćdziesiątki”. Dominacja kielczan była bezdyskusyjna, szczególnie dzięki świetnej postawie Miłosza Wałacha w bramce, który skutecznie powstrzymywał rywali.
38 minuta przyniosła czas dla trenera Zagłębia, jednak jego interwencja nie przyniosła widocznych efektów. Zawodnicy z Lubina nadal grali fatalnie i nieskutecznie. Tymczasem szczypiorniści Industria Kielce niemal z łatwością wpisywali się na listę strzelców, często sprawiając wrażenie, że zdobywają kolejne bramki bez większego wysiłku. Na 15 minut przed końcem różnica wynosiła już 20 goli (37:17), co jedynie podkreślało absolutną dominację gospodarzy.
Ostatni kwadrans meczu można podsumować kilkoma słowami: dominacja, kontrola i wyższość. Bariera 40 goli została przekroczona w 48. minucie przy wyniku 40:18. Zaledwie trzy minuty później przewaga wzrosła do 22 bramek (42:20). 50 trafienie padło dokładnie w 57 minucie i 10 sekundzie sprawcą tego wydarzenia był Michał Olejniczak. Najbardziej utytułowany zespół Polski wygrał to spotkanie 52:22.
Industria Kielce - Zagłębie Lubin 52:22 (26:10)
Industria: Wałach, Ferlin - Olejniczak 6, Wiaderny 4, Kounkoud 7, Sićko 3, A. Dujszebajev 5, Maqueda 3, Karacić 1, D. Dujszebajev 2, Kaddah 1, T. Gębala 2, Karaliok 5, Monar 1, Nahi 5, Moryto 6
Zagłębie: Schodowski, Byczek, Krukiewicz - Jarosz 1, S. Gębala 4, Krupa 3, Krysiak 1, Czuwara 1, Michalak 1, Sarnowski 3, Pulit 1, Iskra, Dudkowski 1, Markowski 1, Kałużny 4 , Kozłowski 1.