W ubiegłą niedzielę klub z Wrocławia bezbramkowo zremisował na wyjeździe z Widzewem Łódź. Mimo, że od 60 minuty grał z przewaga jednego zawodnika.
Pierwsza połowa przebiegła pod dyktando gospodarzy. Widzewiacy zdecydowali się na wysoki pressing co poskutkowało tym, że Wojskowi cofnęli się praktycznie całym zespołem do głębokiej defensywy. Jednak to zawodnicy gości jako pierwsi stworzyli niebezpieczną sytuację, która mogła otworzyć wynik tego spotkania. W 22 minucie Lirim Kastrati chcąc podać piłkę do swojego bramkarza nie zauważył jednak wychodzącego na pozycję Sebastian Musiolika. Napastnik trafił jednak w nogi Rafała Gikiewicza. Do końca przebieg spotkania nie zmienił się.
Druga część rozpoczęła się od rajdu z lewej strony boiska Matiasa Leivy, który podał piłkę do Marcina Cebuli, a ten odegrał ją pod nogi Petera Schwarza. Pomocnik uderzył z dystansu, ale na szczęście w bramce stał były zawodnik Unionu Berlin. W 55 minucie strata piłki w środku pola. Podopieczni Jacka Magiery wyszli z szybkim atakiem. Cebula otrzymał futbolówkę tuż przed bramką. Jego strzał został jednak zablokowany przez obrońców Widzewa. Po chwili znów to Śląsk mógł wyjść na prowadzenie w tym meczu. Dośrodkowanie z rzutu rożnego, akcja przerzucona na dalszy słupek, lecz uderzenie zostało wybite. 57 minuta Yehor Matsenko zablokowany na trzecim metrze przed bramką przez Samuela Kozlovskiego. Obrońca gości dość mocno ucierpiał w całym zdarzeniu, ale gwizdek sędziego milczał. Etatowy obrońca Widzewa, wyżej wspomniany Kozlovsky w brutalny sposób potraktował Buraka Ince za co wyleciał z boiska. 86 minuta Arnau Ortiz upada w polu karnym Widzewa. Sędzia jednak nie reaguję co ciekawe to pomocnik wrocławian dostaję żółtą kartkę za symulowanie. Po analizie VAR sztab sędziowski pozostał przy decyzji Karola Arysa, czyli głównego rozjemcy spotkania.
- 0:0 nas nie satysfakcjonuje. Mieliśmy sporo dobrych momentów, szczególnie w ataku pozycyjnym. Do czerwonej kartki pokazaliśmy sporą kulturę gry, a później niepotrzebnie się cofnęliśmy i Widzew w osłabieniu zaczął nas dominować. To jest jedna z najlepiej grających drużyn w pressingu, a i tak udało nam się niejednokrotnie ten pressing ominąć. Mieliśmy sytuacje, które mogliśmy skończyć i wygrać ten mecz, ale na posterunku stał Rafał Gikiewicz. Uważam, że zneutralizowaliśmy Widzew i to, co chciał grać. Zespołowi należą się za to pochwały. Budujące jest też pierwsze czyste konto w tym sezonie.- powiedział na pomeczowej konferencji Jacek Magiera.
Jego zespół dominował po zmianie stron, lecz nie potrafili tego przekuć na bramki. Zawodnicy zawiedli przede wszystkim ogromną nieskutecznością.
- Nie jesteśmy zadowoleni z remisu. Zdecydowanie chcieliśmy zagrać o pełną pulę i początek meczu był dobry. Później był problem z wykreowaniem sytuacji i tu szacunek dla przeciwnika, który solidnie się bronił, ale to nie było dla mnie zaskoczeniem. Właśnie tym Śląsk wypracował sobie w zeszłym roku wicemistrzostwo. Musimy się rozwijać, żeby takie mecze, z tak broniącym przeciwnikiem wcześniej otwierać. Nie chciałbym się odnosić do ilości strat. Nie miałem poczucia, że było ich więcej niż zazwyczaj, ale sądzę, że wynikało to z chęci zdobycia bramki. To jest jak najbardziej akceptowalne, jeżeli po takiej stracie będziemy kasować akcję rywala. Jeżeli miałbym wybór, to idźmy va banque, choć może to wyglądać ryzykownie.- oznajmił Daniel Myśliwiec, trener Widzewa Łódź.
Śląsk Wrocław: Leszczyński - Macenko (Żukowski 84'), Petkow, Petrow, Guercio - Pokorny, Ince (Samiec-Talar 66'), Cebula (Jezierski 84'), Schwarz, Leiva (Ortiz 66'), Musiolik
Trener: Jacek Magiera
Widzew Łódź: Gikiewicz - Kozlovsky, Ibiza, Żyro, Kastrati, Łukowski (Kerk 64'), Hanousek, Alvarez (Shehu 89'), Klimek (Cybulski 64'), Rondić (Silva 67'), Sypek (Gong 64')
Trener: Daniel Myśliwiec
Sędzia: Karol Arys
Frekwencja: 18 018
Przed Śląskiem Wrocław czeka jednak cięższe zadanie. 15 sierpnia na Tarczyński Arena zawita szwajcarski St. Gallen. W pierwszym meczu padł wynik 2:0 dla gości, którzy nie pozostawili złudzeń wicemistrzowi Polski.