Lechia Gdańsk dobrze weszła w spotkanie. Już w pierwszej akcji ofensywnej wypracowali sobie dogodną okazję do zdobycia bramki. Aleksandar Ćirković oddał strzał z pola karnego, jednak piłka przeleciała obok słupka.
Korona pierwszą doskonałą sytuację stworzyła sobie już w trzeciej minucie, gdy Marcel Pięczek dośrodkował piłkę z lewej strony. Do futbolówki dopadł Wiktor Długosz, ale niecelnie uderzył głową z piątego metra, przez co cały czas był remis.
W ósmej minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Ten stan rzeczy nie utrzymał się jednak zbyt długo, ponieważ Xavier Dziekoński w tej sytuacji został sfaulowany przez Tomasa Bobčka. Do całego zamieszania doszło przy rzucie rożnym dla gdańskiej drużyny. Ćirković strzelił gola bezpośrednio po dośrodkowaniu, ale najlepszy strzelec tego sezonu w Ekstraklasie dopuścił się przewinienia i po analizie systemu VAR, to trafienie, słusznie, zostało anulowane przez sędziego Tomasza Kwiatkowskiego.
Pierwszy kwadrans tego spotkania zwiastował jednak ciekawy wieczór. Obie drużyny grały ofensywnie i co chwilę dochodziły do sytuacji strzeleckich. Jedną z takich okazji miał Bobček, ale udaną interwencją popisał się Dziekoński.
Niestety gospodarze na prowadzenie wyszli w 19. minucie, gdy wyprowadzili zabójczy kontratak. Najpierw niezłą okazję miał Dawid Błanik, ale uderzenie zawodnika zostało zablokowane przez jednego ze stoperów Lechii. Następnie Tamar Svetlin przegrał przebitkę przed polem karnym, co napędziło akcję gdańszczan. Piłka trafiła do Bobčka, a ten zagrał do Aleksandara Ćirkovicia i Serb bez problemu wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Ta bramka nie spowodowała, że Lechia cofnęła się. Wręcz przeciwnie zawodnicy tej drużyny atakowali z jeszcze większą intensywnością. Doskonałą sytuację znowu miał Bobček. Słowak przestrzelił z bliskiej odległości, ale w tej samej sytuacji był pociągany przez Konstantinosa Sotiriou. Arbiter po analizie VAR podyktował rzut karny, jednocześnie cypryjski obrońca obejrzał także czerwoną kartkę, przez co Korona od 27. minuty zmuszona była do gry w osłabieniu. Do „jedenastki” podszedł sam poszkodowany i podwyższył prowadzenie Lechii.
„Biało-zieloni” tworzyli sobie kolejne sytuacje. W 32. minucie Korona straciła trzecią bramkę, ale Tomas Bobček w momencie podania był na pozycji spalonej. Jacek Zieliński zdecydował się po tej akcji na wprowadzenie Konrada Matuszewskiego. Wahadłowy zmienił Stjepana Davidovicia, co wpłynęło na przesunięcie Marcela Pięczka do środka obrony, aby załatać lukę po Sotiriou.
Mimo tego podopieczni Johna Carvera wciąż mieli ogromną łatwość w kreowaniu szans pod bramką strzeżoną przez Dziekońskiego, co oczywiście dziwić nie mogło. Ostatecznie jednak kielczanie zdołali uniknąć stracenia trzeciego gola i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Lechii 2:0.
Druga część meczu rozpoczęła się w ten sam sposób, jak zakończyła się pierwsza. Lechia atakowała, a Korona sporadycznie dochodziła pod pole karne rywala, lecz nic z tych prób nie wychodziło.
Gospodarze w 50. minucie powinni mieć już na swoim koncie trzy gole. Gdańszczanie przeprowadzili piękną akcję zespołową, Tomasz Neugebauer wypracował znakomitą okazję Rifetowi Kapiciowi, lecz Konrad Matuszewski w ostatniej chwili wybił piłkę z linii bramkowej, ratując swoją drużynę przed stratą kolejnej bramki.
Kielczanie chwilę później odpowiedzieli pierwszą od dawna groźną akcją. Najpierw Wiktor Długosz przedryblował kilku zawodników rywala i oddał strzał z pola karnego. Uderzenie to zostało jednak zablokowane. Kilkadziesiąt sekund później dobrą okazję miał Mariusz Stępiński, ale 30-letni napastnik oddał zbyt słaby strzał głową i ostatecznie Alex Paulsen zdołał wyłapać piłkę.
O ile przy pierwszej próbie Kapić nie dał rady wpakować piłki do siatki, tak przy drugiej okazji był już bezbłędny. Lechia miała serię kilku rzutów rożnych z rzędu i w końcu przyniosło to oczekiwany dla nich rezultat. Kapitan „biało-zielonych” zgarnął futbolówkę i strzałem lewą nogą pokonał Xaviera Dziekońskiego.
W kolejnych minutach gra toczyła się głównie w środku pola – żadna z drużyn nie tworzyła sobie dogodnych sytuacji. I o ile w przypadku Lechii wynikało to pewnie z korzystnego rezultatu, tak w przypadku Korony, na przestrzeni całego meczu, było to niestety normą. Choć oczywiście należy brać pod uwagę fakt, iż przez ponad godzinę „żółto-czerwoni” grali w osłabieniu.
Na kwadrans przed końcem Korona otrzymała rzut karny. Dawid Kurminowski we własnym polu karnym sfaulował Pau Restę, a arbiter po analizie VAR wskazał na „wapno”. Do „jedenastki” podszedł Dawid Błanik i pewnie zamienił „jedenastkę” na bramkę. Dla gracza kielczan był to siódmy gol w sezonie.
Kilka minut późnej podopieczni Jacka Zielińskiego po raz drugi trafili do siatki. Slobodan Rubežić zgrał piłkę do Pau Resty, a Hiszpan pokonał bramkarza rywala. Początkowo sędzia odgwizdał spalonego, ale po kolejnej analizie VAR Tomasz Kwiatkowski uznał tego gola, dzięki czemu dosyć niespodziewanie Korona wróciła do gry.
Korona próbując doprowadzić do wyrównania zaczęła grać bardzo ofensywnie, przez co się otworzyła. To skutkowało groźnymi kontratakami wyprowadzanymi przez Lechię. Niestety przyniosło to efekt w doliczonym czasie gry, gdy Dawid Kurminowski wykorzystał swoją sytuację i przesądził definitywnie losy meczu. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną Lechii 4:2.
Lechia Gdańsk – Korona Kielce 4:2 (2:0). Bramki: Aleksandar Ćirković 19’, Tomas Bobček 29’, Rifet Kapić 59’, Dawid Kurminowski 90+3’ – Dawid Błanik 78’, Pau Resta 83’
Lechia Gdańsk: Alex Paulsen; Tomasz Wójtowicz (Bartłomiej Kłudka 46’), Maksym Diachuk, Matej Rodin, Matus Vojtko; Rifet Kapić (Bujar Pllana 90+4’), Ivan Zhelizko; Camilo Mena (Tomasz Neugebauer 46’), Aleksandar Ćirković, Kacper Sezonienko (Bogdan Viunnyk 75’); Tomas Bobček (Dawid Kurminowski 62’).
Korona Kielce: Xavier Dziekoński; Slobodan Rubežić, Konstantinos Sotiriou, Pau Resta; Wiktor Długosz (Hubert Zwoźny 67’), Martin Remacle (Simon Gustafson 67’), Tamar Svetlin, Marcel Pięczek (Adam Hańćko 88’); Stjepan Davidović (Konrad Matuszewski 33’), Mariusz Stępiński (Marcin Cebula 67’), Dawid Błanik.