Szkoleniowiec przyznał, że pierwsze spotkanie dostarczyło ważnych wniosków.
– Na pewno jesteśmy mądrzejsi o to, że jeśli nie będziemy wykorzystywać sytuacji sam na sam z bramkarzem, to będzie ciężko awansować. Jesteśmy na półmetku tego dwumeczu i zostało nam 60 minut, żeby odrobić trzy bramki. To jest dużo, ale z drugiej strony niewiele, patrząc na tempo współczesnej piłki ręcznej. Ta strata jest jak najbardziej do odrobienia – ocenił.
Lijewski podkreślił, że jego zespół jest gotowy do walki o awans.
– Jesteśmy zdrowi, zdeterminowani, żeby zrobić kolejny krok, czyli awansować dalej. Gramy u siebie, mamy wspaniałych kibiców, którzy będą naszym ósmym zawodnikiem i zrobią niesamowitą atmosferę. Wiemy, że możemy na nich liczyć i będziemy tego wsparcia potrzebować.
Trener odniósł się również do aspektów taktycznych, które mogą być kluczowe w rewanżu.
– W Segedynie nasza obrona funkcjonowała bardzo dobrze, szczególnie ustawienie 5-1, które było dla rywala zaskoczeniem. Natomiast musimy dołożyć do tego większą intensywność w ataku. Musimy grać szybciej, z większą determinacją i, co najważniejsze, wykorzystywać wypracowane sytuacje. To łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać.
Szkoleniowiec nie ukrywał, że rywal dysponuje dużą jakością, zwłaszcza między słupkami.
– Wiemy, że zawodnicy w drużynie przeciwnej są bardzo silni, ale jednocześnie mobilni zawodnicy wysokiej klasy. No i świetni bramkarze – nie tylko Mikler, ale też Thulin. W pierwszym meczu Mikler zrobił różnicę. Wierzę jednak, że możemy wygrać. Mamy wszystko w swoich rękach, choć stoimy pod ścianą. To musi nas dodatkowo motywować, ponieważ chcemy, żeby to nasze marzenie cały czas w tym sezonie trwało.
Zapytany o formę Rolanda Miklera, Lijewski odpowiedział z uśmiechem.
– Mam nadzieję, że nie zagra drugiego takiego meczu. Życzyłbym sobie, żeby puścił o cztery bramki więcej.
Jednocześnie trener zaznaczył, że skuteczność rzutowa to indywidualna kwestia zawodników.
– Z boku łatwo powiedzieć: „wyskocz, popatrz i rzuć”, ale na końcu to zawodnik podejmuje decyzję w ułamku sekundy. Na treningu możesz trafić sto razy, a w meczu spudłować. Taka jest piłka ręczna. Dlatego to, że nasi zawodnicy szanują Miklera i w ogóle wszystkich bramkarzy z drużyny przeciwnej, z którym nam jest dany grać, to jest normalne. Kluczem jest znalezienie sposobu, żeby pokonać bramkarza i wierzę, że w środę nam się to uda.
Zdaniem szkoleniowca kluczowe będzie unikanie przestojów w grze.
– Nie możemy sobie pozwolić na długie okresy bez zdobytej bramki. Musimy więcej ryzykować w kontratakach, biegać do przodu jak szaleni. W pierwszym meczu mieliśmy trzy kontry i tylko jedną zamieniliśmy na gola – to za mało. Musimy też wystrzegać się błędów technicznych, bo na tym poziomie to może być decydujące.
Lijewski odniósł się także do sytuacji zdrowotnej Alexa Dujszebajewa.
– Alex dostał zielone światło od lekarzy i od poniedziałku wraca do treningów. Czy zagra? Nie wiem. A jak zagra? Też nie wiem. To zależy od tego, jak będzie się czuł. Od meczu z Berlinem Alex był wyłączony, na początku praktycznie w ogóle nie trenował, ćwiczył jedynie na siłowni i to jedynie górne partie ciała. Po kilku tygodniach zaczął ćwiczyć na rowerze, potem truchtać. Tak więc przez ostatnie sześć i pół tygodnia trenował zupełnie inaczej niż reszta zespołu, więc nie możemy oczekiwać, że będzie naszym zbawcą. Oczywiście to dla nas kluczowy zawodnik, kapitan i lider, ale jeśli pojawi się na boisku, to reszta drużyny musi mu pomóc i go odciążyć.
Na koniec trener zaznaczył, że ostateczna decyzja zapadnie tuż przed meczem.
– Zobaczymy, jak będzie wyglądał w treningu kontaktowym, bo to zupełnie co innego niż bieganie bez kontaktu. To jest na pewno zupełnie inny trening dla niego, dla jego nogi i dla jego głowy przede wszystkim. Najlepiej będzie, jeśli sprawdzi to na parkiecie – zakończył drugi trener Industrii Kielce.