Rozmowa rozpoczęła się od niewygodnego pytania o ostatnie ligowe zwycięstwo Korony na własnym stadionie.
– No to zaczynamy z grubej rury. No… dawno – odpowiedział z uśmiechem obrońca.
Jednocześnie zaznaczył, że w szatni nie ma myślenia w kategoriach presji związanej z serią bez wygranej przy Ściegiennego.
– W ogóle nie podchodzimy do tego w ten sposób, że gramy z Lechem. Nieważne czy to Lech, Legia czy Barcelona. Każdy mecz u siebie chcemy traktować tak samo. Jesteśmy w domu i każdy mecz możemy wygrać.
Zapytany o to, dlaczego Korona punktuje lepiej na wyjazdach niż u siebie, nie wskazywał jednego konkretnego powodu.
– Ciężko powiedzieć. Składa się na to wiele czynników. Taka jest piłka. Ostatnio byliśmy blisko, ale trzeba patrzeć pozytywnie w przyszłość. Wierzę, że to zwycięstwo przyjdzie jak najszybciej.
Wątek jakości rywala również zdominował część rozmowy. Trener kielczan, Jacek Zieliński, mówił wcześniej o ogromnym potencjale Lecha, a Pięczek przyznał mu rację.
– Głębia ich składu jest bardzo duża, mają też ogromną jakość indywidualną. Ale nie ma co skupiać się tylko na przeciwniku. My koncentrujemy się na sobie, wiemy, na czym możemy bazować. Mamy świetną drużynę.
Zwrócił też uwagę, że różnice punktowe w tabeli są niewielkie, a kilka dobrych wyników może diametralnie zmienić układ sił.
– To kwestia kilku punktów i jesteś na drugim miejscu. Chcemy pobić się o coś więcej.
Nie zabrakło pytania o możliwy scenariusz meczu. Lech to zespół, który chętnie utrzymuje się przy piłce i prowadzi grę, co może stworzyć przestrzeń do kontrataków.
– Może tak być. Nie będę zdradzał, co i jak. Nad fazami przejściowymi i kontratakami dużo pracujemy. Wiemy, że Lech będzie chciał się utrzymywać przy piłce. Jesteśmy na to gotowi.
W kontekście kontuzji Konrada Matuszewskiego pojawiło się pytanie o ewentualne przesunięcie Pięczka wyżej na wahadło. Piłkarz nie chciał jednak odkrywać kart przed niedzielnym spotkaniem.
– To pytanie do trenera. Tajemnica musi zostać dotrzymana. Zobaczymy w niedzielę, jaki skład wyjdzie. Nieważne kto zagra – każdy da z siebie wszystko.
A czy po ostatnim występie, okraszonym golem, Pięczek może być pewny miejsca w wyjściowej jedenastce?
– Pewna jest śmierć i podatki – zakończył z uśmiechem zawodnik kieleckiej drużyny.