– Przed meczem ktoś zadał mi pytanie, jak tam Lany Poniedziałek. Odpowiedziałem, że chciałbym, żeby skończył się dobrze, ale niestety życie to zweryfikowało i przeżyliśmy na własnej skórze Lany Poniedziałek. Porażka boli jak każda, ale sami sobie ją sprokurowaliśmy, więc pretensje możemy mieć tylko do siebie. Duże słowa uznania dla chłopaków za drugą połowę, bo zagrali naprawdę mądrzej, agresywniej i intensywniej, mimo gry w dziesiątkę. Był moment, że napędziliśmy Lechii stracha, ale ostatecznie skończyło się tak, jak się skończyło. Gratuluję Lechii zwycięstwa, a my przeżyliśmy ten Lany Poniedziałek na własnej skórze – ocenił szkoleniowiec.
W dalszej części konferencji trener odniósł się do słabej pierwszej połowy i licznych błędów swojego zespołu.
– Zgadzam się w stu procentach. W pierwszej połowie rozdawaliśmy prezenty i suma błędów, które popełniliśmy w każdej formacji, była bardzo duża. Pierwsza bramka zaczęła się od naszej sytuacji – strzał Błanika został zablokowany, Svetlin przegrał piłkę i poszła akcja zakończona golem. Tych prezentów było zdecydowanie za dużo. Tego już nie cofniemy – zawaliliśmy, weszliśmy w mecz niemrawo, choć z drugiej strony gdyby Długosz wykorzystał tę sytuację na początku meczu, to kto wie, ale teraz możemy gdybać tylko. Każdy popełniał błędy, byliśmy spóźnieni, bez energii. Trudno powiedzieć, z czego to wynikało.
Zieliński wyjaśnił także absencję Antoñína.
– To lekki stan zapalny Achillesa. Jeszcze w niedzielę przed wyjazdem próbowaliśmy sprawdzić, czy da radę, ale nie było szans, żeby go zabrać.
Szkoleniowiec odniósł się również do debiutu w Ekstraklasie Adama Hańcko.
– Występy w kadrze są taką wisienką na torcie. Ja go mam na co dzień na treningach od początku stycznia i widzę, jak się rozwija. Skoro była okazja, to dlaczego nie dać mu szansy? W lutym skończył 17 lat i zadebiutował w takim meczu – myślę, że zapamięta to do końca życia – zakończył trener Zieliński.



















Napisz komentarz
Komentarze