– Myślę, że wszystko mieliśmy w swoich rękach, bo wszyscy widzieliśmy cztery bramki przewagi, była szansa na piątą i tak naprawdę zawaliliśmy to sami. Powinniśmy grać spokojnie, przeciągać grę, jak najdłużej trzymać piłkę i zakończyć ten mecz na swoją korzyść. To ogromny smutek, bo chyba wszyscy w Kielcach liczyliśmy na to, że ćwierćfinał Ligi Mistrzów wróci do Hali Legionów, a musimy obejść się smakiem. To bardzo przykry wieczór. Finalnie, mimo że to był świetny mecz, świetne widowisko i niesamowita atmosfera, ta końcówka sprawia, że głos się łamie i że niestety nie powalczymy w tym roku o Final Four – przyznał.
Papaj odniósł się również do opinii, że rywal był w zasięgu kielczan i nie zaprezentował niczego ponadprzeciętnego.
– W części się zgodzę, ale muszę też podkreślić, że mimo wszystko, jeśli spojrzymy na drużynę z Segedynu, to jest to naprawdę bardzo solidna ekipa. Wystarczy zobaczyć ich obronę – czterech dwumetrowych zawodników, to jest ściana, którą bardzo trudno pokonać. To są gracze z kadr narodowych, praktycznie trzy czwarte składu występuje w reprezentacjach i trzeba docenić naszego rywala. Nie przegraliśmy z byle kim.
Jednocześnie prezes przyznał, że zarówno w klubie, jak i w jego otoczeniu mogło pojawić się zbyt duże przekonanie o własnej sile przed dwumeczem.
– Oczywiście, trzeba też powiedzieć wprost, że przed tym dwumeczem wszyscy stawiali nas w roli faworytów. Może my sami też za bardzo w to uwierzyliśmy – mówię o całym środowisku, o klubie, o nas wszystkich. Po tych sześciu meczach wpadliśmy w euforię i wydawało się, że droga do Kolonii stoi przed nami otworem. Mówiliśmy: dobrze, po drodze będzie Magdeburg. A tymczasem po drodze był Szeged i przyszło rozczarowanie już na tym etapie.
Papaj zwrócił uwagę, że mimo trudnej sytuacji do przerwy, zespół potrafił wrócić do gry i sam wywalczył sobie szansę na awans.
– Trzeba zaznaczyć, że do przerwy przegrywaliśmy i wyglądało to jak przegrany dwumecz. Drużyna jednak wróciła, wywalczyła to, że końcówka była pełna emocji, że była szansa nawet na pięć bramek przewagi. Wszystko było w naszych rękach. Tym bardziej nie rozumiem tej końcówki, którą rozegraliśmy. Jest mi bardzo przykro i bardzo żal.
Na koniec podkreślił także, jak duże znaczenie mają oczekiwania wobec klubu z Kielc.
– Wiem, że kibice, którzy przyszli na halę, dali z siebie wszystko i mogą czuć się zawiedzeni. Mówienie, że w kolejnym sezonie znów zagramy w Lidze Mistrzów i będziemy mieć ambicje, to za mało. Kielce muszą grać o zwycięstwo. Jesteśmy Iskrą Kielce, nie klubem, który zadowala się samym udziałem w play-offach. Liczy się zwycięstwo – zakończył.



















Napisz komentarz
Komentarze