– Myślę, że patrząc na przebieg meczu i nasze sytuacje, gdzie mieliśmy dwie takie stuprocentowe, a zawodnicy GKS-u wybijali piłkę z linii, jest duży niedosyt – przyznał Dziekoński. – Takie sytuacje Ekstraklasa po prostu nie wybacza. Musimy je wykorzystywać, bo potem to się mści, tak jak dzisiaj – dodał golkiper.
W pierwszej części meczu kielczanie prezentowali się solidnie, momentami dominując nad rywalem. Po przerwie jednak inicjatywę przejęli katowiczanie.
– W pierwszej połowie wyglądaliśmy lepiej, mieliśmy konkretne sytuacje. W drugiej GKS zaczął dochodzić do głosu i częściej stwarzał okazje – mówił bramkarz. – Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Z Górnikiem też pierwsza połowa była bardzo dobra, a druga słabsza. Musimy zobaczyć, co jest nie tak. Nastawienie było takie samo – chcieliśmy wygrać. Może przeciwnik coś zmienił, może musimy szybciej reagować – zastanawiał się Dziekoński.
W 76. minucie spotkania Sebastian Milewski zdobył jedyną bramkę meczu, uderzając zza pola karnego. Dziekoński przyznał, że w tej sytuacji był częściowo zasłonięty.
– Nie widziałem momentu uderzenia, dopiero zobaczyłem piłkę, gdy przechodziła obok Bartka Smolarczyka. Miałem bardzo mało czasu na reakcję – tłumaczył bramkarz Korony. – Nie wiem, jak by to wyglądało, gdybym widział piłkę wcześniej, może byłoby łatwiej – dodał szczerze.
Dla Korony był to trzeci mecz z rzędu bez zwycięstwa. Zespół jednak nie zamierza się załamywać — przed kielczanami intensywny tydzień, w którym rozegrają dwa mecze.
– Na szczęście szybko możemy się zrehabilitować – powiedział Dziekoński. – Gramy już we wtorek z Miedzią, a potem z Piastem. Chcemy wrócić na zwycięską ścieżkę i podtrzymać ją w kolejnych spotkaniach – zakończył.



















Napisz komentarz
Komentarze