Już na samym początku kielczanie starali się tworzyć zagrożenie pod bramką Adriana Chovana, co zaowocowało wywalczeniem rzutu rożnego w drugiej minucie meczu. Spod linii końcowej tradycyjnie dośrodkowywał Wiktor Długosz, ale wrzutka kapitana gospodarzy była nie najlepsza i z tej akcji nic nie wyniknęło.
Termalica pierwszą groźną sytuację miała w szóstej minucie, gdy wykonywała rzut wolny spod pola karnego Korony. Ostatecznie jednak strzał jednego z zawodników gości został zablokowany i Xavier Dziekoński nie musiał interweniować.
Pierwsze minuty tego pojedynku były jednak dosyć wyrównane, a posiadanie piłki w przypadku obu zespołów oscylowało w okolicach 50%. Początek charakteryzował się również wieloma stałymi fragmentami gry, lecz obie drużyny umiejętnie broniły się w tych sytuacjach.
Pierwszą znakomitą okazję do strzelenia gola w 14. minucie miał Mariusz Stępiński. Napastnik oddał dobre uderzenie głową, ale Chovan popisał się fenomenalną obroną i odbił futbolówkę poza linię końcową. Rzut rożny jednak żadnego zagrożenia nie przyniósł.
Chwilę później Slobodan Rubežić pięknie zagrał do Długosza. Wahadłowy kielczan wygrał pojedynek szybkościowy z zawodnikiem z Niecieczy, ale jego dośrodkowanie było zbyt głębokie i Stępiński nie miał szans dopaść do tego podania.
Termalica odpowiedziała pięć minut później, ale Durdov w dogodnej sytuacji spudłował. Kolejne fragmenty spotkania było spokojniejsze, a gra toczyła się głównie w środku pola, przez co nie oglądaliśmy zbyt wielu strzałów.
Po stronie Korony największe zagrożenie pod bramką rywala stwarzał Stępiński, który potrafił sobie znaleźć wolną przestrzeń w polu karnym. Niestety jednak 30-latkowi brakowało albo precyzji, albo nieco szczęścia, jak w 34. minucie, gdy był bliski „przecięcia” strzału Pau Resty. Wówczas jednak minimalnie minął się z piłką.
Stępiński kolejny groźny strzał oddał cztery minuty później. Tamar Svetlin przeprowadził znakomitą akcję indywidualną – przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i posłał ładne podanie do napastnika. Były reprezentant Polski znowu jednak spudłował.
W końcowym fragmencie pierwszej połowy Korona wyraźnie przejęła inicjatywę, co skutkowało kolejnymi szansami. Kielczanom nie udawało się strzelać gola z gry, ale udało im się zdobyć bramkę po sytuacji stworzonej po stałym fragmencie gry. Wiktor Długosz dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, Konstantinos Sotiriou wyskoczył najwyżej, zgrał futbolówkę, a Marcel Pięczek zachował się najprzytomniej i wpakował piłkę do siatki, wyprowadzając „żółto-czerwonych” na prowadzenie.
W pierwszej połowie nie oglądaliśmy już więcej bramek i piłkarze zeszli do szatni przy prowadzeniu Korony 1:0. Gra pozostawiała wiele do życzenia, ale co najważniejsze, rezultat był korzystny dla podopiecznych Jacka Zielińskiego.
Na samym początku drugiej połowy Wiktor Długosz wykonywał kolejny rzut wolny, ale jego dośrodkowanie było zbyt niskie i gracze Termaliki nie mieli problemu z wybiciem piłki.
Po jednym z ataków gości, Martin Remacle świetnie wyprowadził piłkę z własnej połowy, zagrał prostopadłe podanie do Antoñín, a Hiszpan próbował podać do wbiegające Mariusza Stępińskiego, ale ta próba była kompletnie nieudana.
W 52. minucie kielczanie byli jednak dużo skuteczniejsi. Po dośrodkowaniu Svetlina do piłki dopadł Slobodan Rubežić. Obrońca oddał mocny strzał sprzed pola karnego, z tym uderzeniem początkowo poradził sobie Chovan, ale wybił piłkę przed siebie, a Konstantinos Sotiriou dopadł pierwszy do futbolówki i podwyższył prowadzenie.
Chwilę później Morgan Faßbender, który dopiero co pojawił się na boisku, pokonał Dziekońskiego, ale arbiter odgwizdał spalonego. Sytuacja ta była długo analizowana przez system VAR, ale ostatecznie decyzja Karola Arysa została podtrzymana i kielczanie wciąż mogli cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia.
Trzy minuty później Termalica ponownie trafiła do siatki. Kapitan gości, Andrzej Trubeha podał do Ivana Durdova, a ten bez żadnych problemów pokonał Xaviera Dziekońskiego. Sytuacja ta również była analizowana przez VAR, ale tym razem spalony już „żółto-czerwonych” nie uratował.
Bramka ta napędziła drużynę prowadzoną przez Marcina Brosza, która od razu ruszyła do ataku, by szybko doprowadzić do wyrównania. Goście nie byli jednak w stanie wykreować sobie dogodnej sytuacji, co wynikało z dobrze ustawionej defensywy Korony.
Zespół z województwa świętokrzyskie starał się wyprowadzać kontrataki, ale w najważniejszych momentach zawodnikom brakowało albo precyzji, albo podjęcia dobrej decyzji.
Tuż przed rozpoczęciem ostatniego kwadransa spotkania Krzysztof Kubica oddał dobry strzał z rzutu wolnego, ale jego uderzenie przeleciała kilka metrów obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Dziekońskiego.
Drużyna Jacka Zielińskiego wyraźnie się cofnęła, skupiała się na bronieniu jednobramkowego prowadzenia i ograniczała się jedynie do okazyjnych kontrataków. Kielczanie dużo szczęścia mieli w 83. minucie, gdy Durdov z pola bramkowego Dziekońskiego oddał strzał głową, który jednak przeleciał nad poprzeczką.
Goście wciąż przeważali i tworzyli kolejne dobre sytuacje, ale nie potrafili ich zamienić na gola wyrównującego. Z kolei ze sporadycznych kontrataków gospodarzy nie wynikało nic, przez co Chovan nie był zmuszany do interwencji.
Arbiter doliczył aż osiem minut do drugiej połowy, przedłużając nadzieję Termaliki na zdobycie chociaż jednego punktu. Ostatecznie mimo ogromnego naporu zespołu z Niecieczy, w doliczonym czasie gry nie oglądaliśmy już żadnego trafienia i Korona odniosła pierwsze domowe zwycięstwo od końcówki września 2025 roku.
Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1 (1:0). Bramki: Marcel Pięczek 43’, Konstantinos Sotiriou 53’ – Ivan Durdov 59’
Korona Kielce: Xavier Dziekoński; Slobodan Rubežić, Konstantinos Sotiriou, Pau Resta; Wiktor Długosz (Hubert Zwoźny 83’), Martin Remacle (Nono 83’), Simon Gustafson (Stjepan Davidović 68’), Tamar Svetlin, Marcel Pięczek; Antoñín (Dawid Błanik 64’), Mariusz Stępiński
Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Adrian Chovan, Arkadiusz Kasperkiewicz, Gabriel Isik, Miłosz Matysik (Artem Putivtsev 46’); Radu Boboc (Kamil Zapolnik 77’), Maciej Ambrosiewicz, Igor Strzałek (Krzysztof Kubica 53’), Damian Hilbrycht; Sergio Guerrero (Morgan Faßbender 53’), Ivan Durdov, Andrzej Trubeha (Jesús Jiménez 64’)



















Napisz komentarz
Komentarze