– To wszystko mieliśmy w swoich rękach. Mieliśmy plus cztery, mieliśmy piłkę i zrobiliśmy to, co zrobiliśmy. To jest ewidentne… nie wiem nawet, jak to powiedzieć. Ja jestem winny, to mój błąd – nie wziąłem czasu, nie zrobiłem czegoś, co powinienem zrobić. Przegraliśmy, mimo, że na tablicy wyników był remis, bo nawet prowadząc jedną czy dwoma bramkami awans był daleko. Nie wytrzymaliśmy mentalnie, psychicznie w tej sytuacji – ocenił trener.
Dujszebajew zwrócił uwagę, że jego drużyna potrafiła wrócić do gry mimo bardzo trudnego początku i była blisko osiągnięcia celu.
– Tak, nie tylko wróciliśmy do meczu, ale mieliśmy wszystko – byliśmy dalej, mieliśmy piłkę. To, co się wydarzyło w ostatnich minutach, wszyscy widzieli. Gratulacje dla rywali. W pierwszym meczu zdobyliśmy 23 bramki, dzisiaj 32, i to jest różnica. Przez 120 minut nie mam pretensji za walkę, za serce zostawione na boisku, ale niestety odpadamy.
Szkoleniowiec odniósł się także do decyzji personalnych, w tym o braku Alexa Vlaha w drugiej połowie.
– Tu mogę napisać całą książkę o tym, co mogłem zrobić, czego nie mogłem, co było, a czego nie było. Alex nie grał w sobotę w meczu ligowym, miał problem z kolanem i myślę, że nie był na poziomie, na którym chciałem go widzieć na parkiecie w ataku. Ale nie będziemy mówić, że przegraliśmy przez Alexa. To, co zrobił Sićko, to, co zrobił Oleniczek, to, co zrobił Alex – to są małe detale, które nie pozwoliły nam świętować i być w najlepszej ósemce.
Na koniec trener Industrii Kielce podkreślił, że drużyna musi szybko podnieść się po bolesnym odpadnięciu, bo przed nią kolejne ważne spotkania.
– Trzeba się pozbierać, bo mamy trzy dni, żeby to przeżyć. W niedzielę gramy mecz ligowy, a potem w sobotę półfinał Pucharu Polski. Czasu jest wystarczająco. Nie ma co gadać, nie ma co płakać – zakończył Dujszebajew.



















Napisz komentarz
Komentarze