– Muszę pogratulować zawodnikom, bo wygraliśmy bardzo ważny mecz w trudnym momencie. Mieliśmy w tym spotkaniu swoje trudniejsze chwile, ale ostatecznie uważam, że zwycięstwo jest w pełni zasłużone. Radomiak w drugiej połowie mocno naciskał, próbował zepchnąć nas do głębokiej defensywy, jednak mądrze broniliśmy, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. To dało nam wygraną. Cieniem na tym wszystkim kładą się jednak wydarzenia po meczu, bo takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa, ale to, co stało się po końcowym gwizdku, pozostawia duży niesmak.
Dziennikarze szybko wrócili do tematu szarpaniny, która wybuchła po zakończeniu spotkania, oraz do informacji o przewiezieniu do szpitala dyrektora Korony, Michała Siejaka.
– Tak jak powiedziałem, to nie są rzeczy, które powinny się zdarzać po meczu piłkarskim. Sam znalazłem się w centrum zamieszania, kiedy jeden z piłkarzy Radomiaka wymachiwał pięścią przed moją twarzą. Najgorsze było jednak to, co wydarzyło się później. Tamar Svetlin został uderzony przez osobę w dresie Radomiaka. Marcin Cebula dostał czerwoną kartkę za odepchnięcie człowieka, który, jak podejrzewam, wcześniej zaatakował Michała Siejaka. Dyrektor został uderzony butelką, zalał się krwią i trafił do szpitala. Trudno mi to zrozumieć. To było piłkarskie święto, pełne trybuny, a takie sceny nie powinny mieć miejsca. Trzeba umieć przyjąć porażkę. Gdyby po każdym przegranym meczu dochodziło do takich reakcji, sport wymknąłby się spod kontroli. Jest mi bardzo przykro, ale będę bronił swoich zawodników – chcieli cieszyć się ze zwycięstwa i zostali zaatakowani.
W kontekście sportowym trener został zapytany o zmianę Konrada Matuszewskiego w przerwie spotkania.
– Konrad poczuł mięsień dwugłowy uda. Wstępne testy nie wskazywały na poważny uraz, ale woleliśmy dmuchać na zimne i go zmienić. Cieszy mnie natomiast postawa „Cichego”. Zagrał bardzo mądrze. To budujące, że 18-letni zawodnik wchodzi w takim meczu i daje sobie radę.
Dopytywany o odwagę w postawieniu na młodego piłkarza w tak wymagającym spotkaniu, szkoleniowiec odpowiedział:
– Mogłem kombinować i przesuwać innych zawodników, ale nie było takiej potrzeby. To chłopak, który dobrze wygląda na treningach i jest gotowy do gry. Skoro jest przygotowany, to dlaczego miałby nie dostać szansy?
Trener odniósł się również do bramek zdobytych przez Koronę, w tym premierowego trafienia Marcela Pięczka w „żółto-czerwonych” barwach.
– To była bardzo ważna i ładna bramka. Zachowaliśmy przytomność po stałym fragmencie gry. Uczulaliśmy zawodników na stałe fragmenty w defensywie, a sami potrafiliśmy wykorzystać moment dekoncentracji rywala. Pierwsza bramka to z kolei efekt pressingu, który ćwiczyliśmy na treningach. Liczyliśmy, że przeciwnik przy tym stanie boiska popełni błąd i tak się stało.
Choć trener nie przepada za indywidualnymi wyróżnieniami, został zapytany o występ Huberta Zwoźnego.
– Zagrał bardzo dobre spotkanie. Capita sprawiał mu problemy swoją szybkością, kilka razy potrafił się urwać, ale generalnie nie było z jego strony dużego zagrożenia, szczególnie po przerwie. Hubert wykonał swoją pracę bardzo solidnie.
Nie zabrakło także lżejszego akcentu – pytania o piątek trzynastego i ewentualne przesądy.
– Nie jestem osobą przesądną. Wjeżdżaliśmy na boisko tyłem, choć pytano mnie, czy na pewno chcemy tak zrobić. Odpowiedziałem, że oczywiście. Nie wierzę w przesądy, jak widać, wyszło nam to na dobre.
Trener został zapytany, czy po dwubramkowym prowadzeniu planem na drugą połowę było jedynie „dowiezienie” wyniku.
– Nie zakładaliśmy, że cofniemy się i będziemy tylko bronić rezultatu. Radomiak zagrał po prostu lepiej w drugiej połowie, to zespół z jakością. My momentami świadomie cofaliśmy się do niższej obrony, by wyprowadzać szybkie ataki. Kilka takich sytuacji było, zabrakło tylko ostatniego podania. Najważniejsze, że dobrze broniliśmy pola karnego i nie dopuściliśmy do wielu klarownych okazji.
Szkoleniowiec odniósł się też do obrazu po końcowym gwizdku, gdy jego zawodnicy padli wyczerpani na murawę.
– Boisko było bardzo ciężkie. Z góry wyglądało dobrze, ale w wielu miejscach trudno było znaleźć trawę. To mocno obciążało nogi, a my, wbrew pozorom, dużo biegaliśmy, zwłaszcza w pierwszej połowie przy pressingu. Jeśli po takim derbowym meczu zawodnicy padają na murawę z poczuciem dobrze wykonanej pracy i z podniesioną głową, to dla mnie jest najlepsze podsumowanie spotkania.
Padło również pytanie o formę Konstantinosa Sotiriou i jego miejsce wśród najlepszych stoperów ligi.
– Na pewno jest jednym z czołowych środkowych obrońców tej Ekstraklasy. Bardziej niż o rankingi martwię się jednak o jego zdrowie. Po meczu jego stan nie wyglądał dobrze i będziemy go transportować do szpitala.
Szkoleniowiec wyjaśnił, że w trakcie gry zawodnik doznał urazu oka.
– W ferworze walki jeden z piłkarzy Radomiaka włożył mu palec w oko. Pojawiła się krew, a mimo to dokończył mecz. Teraz ma problemy z widzeniem, dlatego jedzie na szczegółowe badania.