W Grand Hotel Kielce odbyło się spotkanie z siostrą Małgorzatą Chmielewską, prezeską Fundacji „Domy Wspólnoty Chleb Życia”. Wydarzenie zorganizowało Świętokrzyskie Centrum Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Kielcach w ramach przedsięwzięcia „Nasz Największy Kapitał – Świadomi Obywatele w Przestrzeni Publicznej”, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus. Rozmowę poprowadził Wojtek Purtak.
To nie była szczegółowa opowieść o działalności charytatywnej zamknięta w liczbach, datach i nazwach projektów. To była rozmowa o tym, co jest pod spodem każdej prawdziwej pomocy: o sumieniu, odpowiedzialności, empatii i uczciwości wobec siebie. Siostra Małgorzata Chmielewska mówiła o pracy z osobami bezdomnymi, uchodźcami, samotnymi matkami, ludźmi starszymi, schorowanymi i rodzinami w kryzysie. O ludziach, którzy zbyt często stają się dla społeczeństwa niewidzialni.
Najmocniej wybrzmiało przesłanie, że dobro nie może być uzależnione od poglądów, pochodzenia czy życiorysu człowieka. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, najpierw trzeba zobaczyć człowieka. Dopiero później przychodzą wszystkie etykiety, którymi tak chętnie oklejamy innych. Siostra mówiła o działaniu ponad podziałami - bez pytania, „czy jesteś z mojej strony”, bez sprawdzania, czy czyjś dramat pasuje do naszego światopoglądowego porządku.
W rozmowie pojawił się także wątek pracy nad sobą. Siostra Małgorzata Chmielewska podkreślała, że jeśli chcemy być ludźmi, musimy być uczciwi i stale kształtować własne sumienie. Nie wystarczy dobrze mówić o wartościach. Trzeba jeszcze umieć według nich żyć - wtedy, gdy nikt nie patrzy, gdy nie ma braw i gdy pomoc drugiemu człowiekowi bywa niewygodna.
Ważnym tematem było również przebaczenie i pamięć. Siostra zwracała uwagę, że można przebaczyć, ale nie oznacza to obowiązku zapomnienia. Pamięć o krzywdzie, historii i cierpieniu nie powinna prowadzić do nienawiści, ale nie może też zostać zamieniona w obojętność. To szczególnie mocno wybrzmiało w kontekście rozmowy o Holokauście, pojednaniu i odpowiedzialności za to, jaką wrażliwość przekazujemy dalej.
Nie zabrakło tematów trudnych i bardzo współczesnych: hejtu, pogardy, języka wykluczenia i ataków wymierzonych w osoby duchowne. Siostra mówiła o tym z charakterystycznym spokojem i dystansem, ale bez udawania, że słowa nie ranią. W jej wypowiedziach było jednak coś więcej niż reakcja na hejt. Była diagnoza świata, w którym zbyt łatwo mylimy odwagę z agresją, a wolność słowa z prawem do poniżania drugiego człowieka.
Spotkanie miało też lżejsze momenty. Uczestnicy usłyszeli m.in. o obecności siostry Małgorzaty Chmielewskiej w książkach Alka Rogozińskiego. Ten literacki akcent pokazał inną stronę bohaterki spotkania - pełną dystansu, poczucia humoru i energii, która nie znika mimo codziennego kontaktu z bardzo trudnymi ludzkimi historiami.
Ważnym dopełnieniem rozmowy była perspektywa, którą siostra od lat pokazuje także na swoim blogu „Co widać z okna biedaków”. Sam tytuł mówi wiele. To nie jest spojrzenie z wygodnego miejsca obserwatora. To patrzenie na świat od strony ludzi ubogich, starszych, chorych, bezdomnych, uchodźców i tych, którzy często nie mają siły, żeby krzyczeć o pomoc. To głos, który przypomina, że społeczeństwo poznaje się nie po tym, jak mówi o sukcesie, ale po tym, jak traktuje najsłabszych.
Podczas spotkania przywołano również konkretne przykłady dobra, które nie kończy się na deklaracjach. To m.in. działania związane z domami dla osób w kryzysie bezdomności, wsparcie darczyńców i organizacji, które pomagają tworzyć miejsca dające ludziom nie tylko dach nad głową, ale też bezpieczeństwo, opiekę i szansę na powrót do życia. Bo pomoc, o której mówi siostra Małgorzata Chmielewska, nie jest wzruszeniem na chwilę. Jest pracą. Czasem trudną, cichą i niewdzięczną, ale konieczną.
Spotkanie w Kielcach zostawiło mocne przesłanie: wyborów dokonujemy codziennie, jadąc własną autostradą życia. Możemy minąć człowieka w potrzebie i uznać, że to nie nasza sprawa. Możemy też się zatrzymać. Nie zawsze spektakularnie. Czasem po prostu uczciwie.
Bo dobro nie musi krzyczeć. Nie musi mieć idealnej scenografii ani wielkich słów. Czasem zaczyna się od najprostszego gestu: zauważyć człowieka, który stoi obok. I nie zostawić go samego.

Napisz komentarz
Komentarze