Stolica Niemiec pozostaje w tych rozgrywkach niemal niezdobyta. W ostatnich 12 meczach Ligi Mistrzów tylko jednej drużynie udało się tam wywalczyć remis. „Lisy” zapewniły już sobie bezpośredni awans do ćwierćfinału, a w pierwszym meczu w Kielcach zwyciężyły 37:32.
Asystent trenera Tałanta Dujszebajewa, Krzysztof Lijewski, nie ukrywa, że jego zespół czeka jedno z najtrudniejszych wyzwań w sezonie.
– Jedziemy do „Jaskini Lwa”. Czeka nas mecz z aktualnym mistrzem Bundesligi i finalistą Ligi Mistrzów. To bardzo dobra, utytułowana drużyna ze świetnymi zawodnikami. Nie trzeba chyba przedstawiać Gidsela, Anderssona, Milosavljeva, Marsenicia czy Grøndala. To gracze światowego poziomu, z których każdy potrafi wnieść coś ekstra i realnie pomóc swojej drużynie – podkreślił Lijewski.
Najwięcej uwagi w obozie Industrii poświęca się postaci Mathiasa Gidsela. Duńczyk, uznawany za najlepszego piłkarza ręcznego na świecie, jest motorem napędowym berlińczyków i zawodnikiem, który potrafi w pojedynkę przechylić szalę zwycięstwa.
– Nikt z nas nie wie, gdzie leży jego sufit – być może nawet on sam tego nie wie. Jeśli zdrowie mu dopisze, może napisać piękną historię tej dyscypliny – mówił o Duńczyku Lijewski.
Michał Olejniczak zwraca uwagę na wszechstronność rywala.
– Kilka jego bramek trzeba wkalkulować w koszty. Zrobimy jednak wszystko, by go ograniczyć. Wiemy, jak trudno się go broni, bo potrafi wykonać zwody w obie strony i trzeba być gotowym na każdy wariant – powiedział rozgrywający kieleckiej drużyny.
Po cennym zwycięstwie nad Veszprém w drużynie panuje przekonanie, że stać ją na rywalizację z najmocniejszymi markami w Europie. Kapitan zespołu, Alex Dujszebajew podkreśla, że o wyniku mogą zdecydować detale.
– Musimy być skupieni przez 60 minut. To nie będzie łatwe, ale jeśli zrealizujemy nasz plan i w końcówce będziemy tam, gdzie chcemy, to o wyniku zdecydują najmniejsze detale – ocenił.
Kielczanie wiedzą, że w Berlinie kilkuminutowa niemoc strzelecka może przesądzić o wyniku. Intensywność, mądra gra w ataku pozycyjnym, szczelna obrona oraz skuteczność bramkarzy – to filary, na których chcą oprzeć swój plan.
Spotkanie jednak będzie niezwykle trudne. Niemiecki zespół w tym sezonie na swoim parkiecie przegrywał jedynie w Bundeslidze. Taka sytuacja miała miejsce jednak tylko trzykrotnie – wszystkie te spotkania (z zespołami z Magdeburga, Hamburga oraz Lemgo) odbyły się w poprzednim roku.
Z kolei w przypadku Industrii, zespół ten w samej Lidze Mistrzów (licząc obecną kampanię) na wyjazdach trzy razy musiał uznać wyższość rywala. Choć trzeba przyznać, że te mecze odbyły się w momencie, gdy wielu szczypiornistów kieleckiej drużyny zmagało się z urazami.
Niezbyt optymistycznie wygląda natomiast fakt, że Industria nie pokonała berlińskiego klubu, patrząc wyłącznie na mecze oficjalne, od 2011 roku. Oczywiście w dużej mierze wynika to z tego, że od tamtego momentu obie drużyny grały ze sobą ledwie trzy razy. W dwóch przypadkach wygrywało Füchse Berlin, a raz padł remis. Co ważne, podział punktów oglądaliśmy w starciu w Max-Schmeling-Halle w kwietniu ubiegłego roku.
Zwycięstwo w Berlinie znacząco przybliżyłoby Industrię do zajęcia trzeciego, a przynajmniej czwartego miejsca w grupie A. Drużyna liczy, że postawa z meczu z Veszprém, wygranego „rzutem na taśmę”, będzie widoczna również w starciu z mistrzami Niemiec.