– Jedziemy do Jaskini Lwa. Czeka nas mecz z aktualnym mistrzem Bundesligi i finalistą Ligi Mistrzów. To bardzo dobra, utytułowana drużyna ze świetnymi zawodnikami. Nie trzeba chyba przedstawiać Gidsela, Anderssona, Milosavljeva, Marsenicia czy Grøndala. To gracze światowego poziomu, z których każdy potrafi wnieść coś ekstra i realnie pomóc swojej drużynie – powiedział szkoleniowiec.
Jak podkreślił, zadanie będzie wymagające, ale właśnie takie wyzwania jego zespół ceni najbardziej.
– Przed nami bardzo ciężkie spotkanie, ale my takie mecze lubimy. Jak mówi klasyk – to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Najpierw czwartek w Berlinie, a potem w weekend wisienka na torcie, czyli ligowy klasyk z Płockiem. Jednak wszystko po kolei. Berlin wykonał już pierwszy krok w Lidze Mistrzów, bo zapewnił sobie awans do ćwierćfinału. Ma bezpieczną przewagę nad trzecią drużyną i może spokojnie planować kolejne mecze, również w lidze niemieckiej.
– Grając u siebie na pewno się nie podłożą. Niemiecka mentalność jest taka, że niezależnie od przeciwnika chcą pokazywać swoją wyższość. Tak będzie i w czwartek. My jednak nie jesteśmy na straconej pozycji. Gramy coraz lepiej. Widać było ostatnio, że gdy wszyscy są zdrowi, możemy dokonywać wielkich rzeczy. W meczu z Veszprém goniliśmy rywala praktycznie przez całe spotkanie i wygraliśmy rzutem na taśmę. To nie było tylko szczęście, ale przede wszystkim wielka determinacja. Jeśli pokażemy ją również w Berlinie, to mamy szansę „ugryźć Lisy”.
Trener odniósł się także do siły berlińczyków i klasy Mathias Gidsel.
– Można powiedzieć, że najlepszą drużyną świata jest obecnie Magdeburg jako obrońca tytułu, ale w Bundeslidze mistrzem są „Lisy”, więc odpowiedź nie jest jednoznaczna. Natomiast co do jednego się zgodzę – Mathias Gidsel od kilku lat udowadnia, że jest najlepszym piłkarzem ręcznym na świecie. Ma zaledwie 27 lat, a w piłce ręcznej osiągnął już praktycznie wszystko. Wciąż jest młody i może się jeszcze rozwijać. Nikt z nas nie wie, gdzie leży jego sufit – być może nawet on sam tego nie wie. Jeśli zdrowie mu dopisze, może napisać piękną historię tej dyscypliny.
Zapytany o Milosavljeva, podkreślił profesjonalizm bramkarza. – Myślę, że jako profesjonalista zrobi wszystko, by wygrać. Reprezentuje barwy Berlina i będzie chciał pomóc swojej drużynie zwyciężyć.
Szkoleniowiec wskazał też kluczowe elementy, które mogą zdecydować o wyniku.
– Intensywność to po pierwsze. Po drugie – mądra gra w ataku pozycyjnym. Po trzecie – szybki powrót do obrony. Po czwarte – twarda, szczelna defensywa. I po piąte – nasi bramkarze. Zawodnicy z Berlina uwielbiają szybko biegać do przodu i zdobywać bramki z kontrataku. Często wystarczą im dwa, trzy podania, by zakończyć akcję golem. Dlatego po naszej bramce nie może być euforii – musimy natychmiast organizować powrót do obrony, bo rywal potrafi błyskawicznie ukarać. Ostatni mecz w Berlinie był bardzo bramkowy, co pokazuje, że obie drużyny były świetnie przygotowane fizycznie. Ta fizyczność również może być kluczowa.
– Nie możemy pozwolić sobie na przestoje. Każda drużyna ma momenty słabości, ale nie mogą one trwać tak długo jak w meczu z Veszprém. Pracujemy nad tym, chcemy to poprawić, choć to nie jest coś, co da się zmienić w kilka jednostek treningowych. Na tym poziomie dziesięć minut bez zdobytej bramki jest praktycznie nie do odrobienia – dodał.
Na koniec odniósł się do sytuacji kadrowej. – Piotrek [Jędraszczyk] wraca do zdrowia, ale raczej nie będzie jeszcze brany pod uwagę przy ustalaniu składu na ten mecz, podobnie jak Łukasz Rogulski. Pozostali zawodnicy są zdrowi, silni i gotowi do walki.