Środowy wieczór w Hali Legionów zapowiada się jako jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu dla kibiców piłki ręcznej w Polsce. Industria Kielce podejmie OTP Bank-Pick Szeged w rewanżowym meczu 1/8 finału EHF Ligi Mistrzów. Po pierwszym spotkaniu, przegranym na Węgrzech 23:26, sytuacja „żółto-biało-niebieskich” jest wymagająca, by awansować, muszą wygrać różnicą co najmniej czterech bramek.
Choć wynik pierwszego starcia nie jest korzystny, w Kielcach podkreśla się, że rywalizacja trwa pełne 120 minut. – To są dwa mecze i liczy się końcowy rezultat. Najważniejsze, żeby po ostatniej minucie wynik dawał nam awans – mówił przed pierwszym spotkaniem trener Tałant Dujszebajew.
Pierwszy mecz w Segedynie był niezwykle wyrównany, zwłaszcza w pierwszej połowie, która zakończyła się remisem 11:11. Spotkanie miało wyraźnie defensywny charakter, a obie drużyny długo nie potrafiły uzyskać wyraźnej przewagi. Po przerwie inicjatywę częściej przejmowali gospodarze, którzy kontrolowali wynik, utrzymując jedną lub dwie bramki przewagi. Ostateczny cios zadali tuż przed końcem – w 59. minucie Lazar Kukić zdobył bramkę na 26:23, ustalając wynik meczu.
Jednym z bohaterów spotkania był bramkarz węgierskiej drużyny, Roland Mikler. Doświadczony golkiper zanotował aż 16 obron i w dużej mierze przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu. Jego forma będzie jednym z kluczowych wyzwań dla kielczan także w rewanżu.
W Kielcach panuje jednak przekonanie, że trzybramkowa strata jest do odrobienia. Choć statystyki nie napawają optymizmem – w ostatnich latach niewiele zespołów odrabiało takie straty po pierwszym meczu – to drużyna wierzy, że własna hala może odmienić losy rywalizacji. Tym bardziej, że Industria w Hali Legionów wielokrotnie udowadniała swoją siłę, pokonując czołowe europejskie zespoły.
– Jesteśmy zdrowi i zdeterminowani, żeby zrobić kolejny krok. Gramy u siebie, mamy wspaniałych kibiców, którzy na pewno stworzą niesamowitą atmosferę. To będzie nasz ósmy zawodnik – podkreślał drugi trener Krzysztof Lijewski.
Również zawodnicy zwracają uwagę na rolę trybun. Klub apeluje o nieustanny doping przez pełne 60 minut, licząc na to, że wsparcie ponad czterech tysięcy kibiców pomoże drużynie w odrobieniu strat. – Jestem pewny, że kibice stworzą prawdziwy kocioł. To może być dla nas ogromna przewaga – zaznacza skrzydłowy Arkadiusz Moryto.
To właśnie Moryto wskazuje również najważniejsze elementy, które wymagają poprawy względem pierwszego meczu. – Zdobyliśmy za mało bramek i za mało biegaliśmy. Brakowało łatwych trafień z kontry, przez co musieliśmy męczyć się w ataku pozycyjnym. Do tego dochodzi skuteczność – nie możemy marnować stuprocentowych sytuacji – przyznaje.
Podobne wnioski płyną ze sztabu szkoleniowego. – Musimy zagrać szybciej, z większą determinacją i odwagą. Kiedy pojawi się okazja rzutowa, trzeba ją wykorzystać. Wiemy, że to łatwiej powiedzieć niż zrobić, bo rywale są bardzo silni fizycznie i dobrze zorganizowani – dodaje Lijewski.
Istotnym tematem przed rewanżem jest również sytuacja zdrowotna kapitana zespołu, Alexa Dujszebajewa. Hiszpan wraca do treningów po kontuzji mięśnia dwugłowego uda, jednak jego występ nie jest przesądzony.
– Czy zagra? Nie wiem. A jak zagra? Też nie wiem. To zależy od tego, jak będzie się czuł. Od meczu z Berlinem Alex był wyłączony, na początku praktycznie w ogóle nie trenował, ćwiczył jedynie na siłowni i to jedynie górne partie ciała. Po kilku tygodniach zaczął ćwiczyć na rowerze, potem truchtać. Tak więc przez ostatnie sześć i pół tygodnia trenował zupełnie inaczej niż reszta zespołu, więc nie możemy oczekiwać, że będzie naszym zbawcą. Oczywiście to dla nas kluczowy zawodnik, kapitan i lider, ale jeśli pojawi się na boisku, to reszta drużyny musi mu pomóc i go odciążyć.– zaznacza szkoleniowiec.
Z kolei drużyna z Szegedu podchodzi do rewanżu z ostrożnym optymizmem. – Wypracowaliśmy trzybramkową przewagę, ale to dopiero pierwszy krok. Drugi musimy zrobić w Kielcach. Pokazaliśmy siłę i charakter i tego samego będziemy potrzebować w rewanżu – podkreśla trener Michael Apelgren.
Stawką środowego spotkania jest nie tylko awans do ćwierćfinału, ale także możliwość dalszej walki o udział w Final Four w Kolonii. Dla Industrii Kielce to szansa, by po raz kolejny zapisać się w historii europejskiej piłki ręcznej i dokonać rzeczy, która w ostatnich latach udawała się niezwykle rzadko.