Pięczek przyznał, że uraz, którego doznał w trakcie spotkania, był efektem niefortunnej sytuacji na murawie, ale mimo to zdecydował się dograć mecz do końca.
– Nie wiem dokładnie, co się mogło wydarzyć. Po prostu trochę noga mi uciekła na tej murawie. Jestem jednak dobrej myśli, bo skoro dograłem mecz do końca, to była moja decyzja i myślę, że wszystko będzie w porządku – powiedział obrońca Korony.
Zapytany o sam przebieg spotkania podkreślił, że najważniejsze było przełamanie domowej niemocy i zdobycie kompletu punktów po długim czasie.
– Można mówić, że zwycięzców się nie sądzi. Długo czekaliśmy na to zwycięstwo i wzięlibyśmy je w ciemno, nawet w najgorszym stylu, byle w końcu zapunktować i złapać pewność siebie. Cieszymy się, że dzisiaj to nastąpiło.
Pięczek zwrócił uwagę na moment meczu, w którym Korona prowadziła już 2:0, a rywale zaczęli przejmować inicjatywę. Jak zaznaczył, szybka bramka kontaktowa zmieniła dynamikę spotkania.
– Myślę, że to też kwestia psychologiczna. Strzelamy na 2:0 i widać, że Termalica trochę siada. Z boiska wydawało się, że teraz nasza jakość piłkarska pozwoli spokojnie pociągnąć mecz w dobrą stronę. Jednak straciliśmy dosyć szybko bramkę i to działa w dwie strony – oni się napędzili, a my trochę się cofnęliśmy. Najważniejsze jest jednak to, że dowieźliśmy to zwycięstwo i teraz możemy patrzeć w przyszłość z podniesioną głową i myśleć pozytywnie.
Obrońca odniósł się również do sytuacji z pierwszej połowy, kiedy do siatki trafił Morgan Faßbender, jednak po analizie VAR gol nie został uznany z powodu spalonego.
– Dokładnie, całe szczęście, że był tam spalony. Cieszymy się, że sędziowie to wychwycili. Jeśli był spalony, to pewnie na żyletki, ale najważniejsze jest to zwycięstwo u siebie – zakończył Marcel Pięczek.

















Napisz komentarz
Komentarze