Kielczanie dobrze rozpoczęli to spotkanie. W pierwszej połowie byli równorzędnym rywalem dla wicemistrzów Francji i na przerwę zeszli z remisem 15:15. Po zmianie stron jednak gra Industrii zupełnie się załamała, a Nantes zdominowało boisko.
Talant Dujszebajew nie szukał wymówek, choć nie ukrywał frustracji:
– Najważniejsze, że mecz trwa 60 minut, a nie 30. Jedna połowa czy druga nie mają znaczenia, jeśli na koniec dostajemy takie lanie – mówił wyraźnie poruszony szkoleniowiec. – Co tu gadać… Musimy stać, walczyć, walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć.
Zespół z Kielc przystąpił do meczu poważnie osłabiony. Z powodu kontuzji w składzie zabrakło m.in. Klemena Ferlina, Michała Olejniczaka, Piotra Jędraszczyka i Alexa Dujszebajewa, a w trakcie spotkania z urazem kolana zszedł również Szymon Sićko.
Dujszebajew przyznał, że jego drużyna przeżywa obecnie trudny moment. To już czwarta porażka z rzędu w Lidze Mistrzów i druga z rzędu w Hali Legionów.
– Jeszcze nie zagraliśmy jednego meczu, w którym przez 60 minut utrzymalibyśmy ten sam poziom. Musimy nad tym pracować. Oczywiście były spotkania, które wygraliśmy, ale tam często większa była zasługa bramkarzy niż naszej gry – tłumaczył trener.
– Wiem, kim jestem i skąd jestem. Będę walczył do końca, ale nie będę siedział i płakał. Tak to jest. Życie to walka i praca.
Trener otwarcie przyznał też, że Industria nie jest dziś tym samym zespołem, co jeszcze dwa czy trzy lata temu:
– Nie mamy tego składu, który mógł walczyć z najlepszymi. Budujemy, pracujemy. Dajcie mi dwadzieścia milionów złotych, to podpiszę pięciu–sześciu zawodników, ale nawet bez tego musimy to wszystko przeżyć i wywalczyć sami.
Sytuacja kadrowa kielczan jest dramatyczna. W meczu z Nantes kontuzji doznał kolejny kluczowy zawodnik – Szymon Sićko. Na pytanie o pecha drużyny i lawinę urazów Dujszebajew odpowiedział z gorzkim humorem:
– Jak Pan znajdzie mi jakiegoś szamana czy egzorcystę, proszę dać mi telefon. Pojadę do niego, pogadam, poproszę, żeby coś zrobił – uśmiechnął się trener. – Ale cuda się nie zdarzają. Nie ma szans, żeby ktoś z kontuzjowanych wrócił już na mecz z Płockiem.
Mimo problemów zdrowotnych szkoleniowiec pochwalił swoich graczy za ambicję:
– Adam Morawski zagrał dzisiaj bardzo dobrze, szczególnie w pierwszej połowie. Mamy Arka Morytę, mamy Jarosiewicza, mamy Rogulskiego. Będziemy walczyć, nie ma co płakać – podsumował.
PGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0KPGlucyBkYXRhLXJldml2ZS16b25laWQ9IjI5IiBkYXRhLXJldml2ZS1pZD0iNDRiMTc2NDFiYzk4ODk1OTZhMmQ3YjdmZDU0YjVmZTUiPjwvaW5zPg0K
Kielczanie mają teraz bardzo napięty terminarz – już w niedzielę zagrają w krajowych rozgrywkach, a kilka dni później znów wrócą na europejskie parkiety.
– Jutro odpoczniemy, w piątek obejrzymy wideo, zanalizujemy grę i przygotujemy się do meczu z Płockiem. Nie ma innego wyjścia. Walczyć, trenować, trenować i jeszcze raz trenować – zakończył Talant Dujszebajew.
Porażka z HBC Nantes nie przekreśla szans Industrii Kielce na awans z grupy, ale zespół musi jak najszybciej przerwać złą passę. Jak podkreśla trener, najważniejsze to nie tracić ducha i konsekwentnie budować formę mimo przeciwności.
– Oczekiwania są duże, ale rzeczywistość jest taka, jaka jest. W zeszłym roku awansowaliśmy w ostatniej sekundzie, teraz znów mamy trudną grupę. Musimy to po prostu przetrwać – mówił Dujszebajew.