– Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, bo ta passa, taka klątwa, ciążyła na nas od dłuższego czasu. Tym bardziej się cieszę, że mimo bardzo trudnych warunków i meczu, który toczył się w różnych fazach, mamy zwycięstwo. To było dziś najważniejsze. Wrażenia artystyczne zeszły na dalszy plan – powiedział szkoleniowiec Korony.
Trener przyznał, że na gorąco nie chce szczegółowo oceniać gry swojego zespołu, choć ma świadomość, że nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno.
– Dzisiaj nie będę na gorąco oceniał zawodników ani tego, jak graliśmy. Wszyscy jesteśmy ambitnymi ludźmi, oglądaliśmy mecz i zdajemy sobie sprawę, że wiele rzeczy nie funkcjonowało tak, jak powinno. Czasami tak się jednak zdarza. Najważniejsze jest to, że mimo tych wszystkich ułomności, które dziś się pojawiły, mamy trzy punkty. Tego właśnie zabrakło nam w meczu z Zagłębiem Lubin.
Zieliński został również zapytany o to, czy seria bez zwycięstwa na własnym stadionie oraz ostatnie porażki mogły wpływać na postawę zawodników. Szkoleniowiec podkreślił jednak, że presja jest nieodłącznym elementem piłki nożnej.
– Nie podejrzewam, żeby miało to aż taki wpływ. W piłce zawsze jest presja. Gdyby jej nie było, to co to byłaby za dyscyplina? Czym byśmy się, za przeproszeniem, jarali, jak to mówi młodzież? Presja musi być i trzeba umieć z nią żyć. Jeśli ktoś tego nie czuje, to niech się zajmie sprzedażą pomidorów.
Końcówka spotkania była dla gospodarzy bardzo wymagająca, ponieważ zawodnicy Bruk-Betu często dośrodkowywali piłkę w pole karne Korony.
– Oczywiście, że do końca nie było spokojnie. Bruk-Bet ma bardzo wysoki zespół, kilku zawodników o świetnych warunkach fizycznych, dobrze grających głową. W drugiej połowie jeszcze podnieśli centymetry, bo weszli Faßbender i Kubica. Było więc z kim walczyć w powietrzu. My z kolei obniżaliśmy zespół, bo Nono i Błanik nie są tytanami walki w defensywie w górze. Liczyliśmy się z tym, ale wybroniliśmy się, a to jest najważniejsze.
Trener odniósł się również do występu Morgana Faßbendera, który w drugiej połowie ożywił grę zespołu z Niecieczy.
– Liczyliśmy się z tym, że może zagrać od początku, bo to zawodnik, który osobiście bardzo mi się podoba. Wszedł jednak na już trochę rozciągnięte linie. Miał też nieco łatwiej, bo trafił na Marcela, który grał już z urazem. Mieliśmy mały dylemat przy ostatniej zmianie, czy go zmieniać, czy zostawić. Bardzo chciał grać do końca, więc został na boisku, ale niestety nie był już tak dynamiczny jak na początku.
Bohaterami ofensywnymi Korony byli tym razem Marcel Pięczek oraz Konstantinos Sotiriou. Zieliński zaznaczył, że ważne jest, by odpowiedzialność za zdobywanie bramek była rozłożona na większą liczbę zawodników.
– Mariusz [Stępiński] jest ostatnio coraz lepiej kryty, więc nie będzie mu tak łatwo zdobywać bramek. Dziś też miał swoje sytuacje i był centymetry od finalizacji. Cała sztuka polega na tym, żeby inni zawodnicy brali ciężar na siebie. Cieszę się z tego. Nieważne kto strzela, ważne, żeby piłka wpadała do bramki.
Szkoleniowiec odniósł się również do sytuacji zdrowotnej Marcela Pięczka, który w trakcie meczu sygnalizował problemy z kolanem.
– Na gorąco mówił, że coś mu w kolanie przeskoczyło. Teraz jest jeszcze rozgrzany, więc wszystko buzuje i trudno to dokładnie ocenić. Zobaczymy jutro rano, kiedy będziemy wiedzieć, jak kolano zareagowało po nocy. Wtedy pojawi się wstępna diagnoza.
Trener przyznał także, że jego zespół w ostatnich tygodniach nie prezentuje się tak dobrze w ofensywie jak na początku sezonu.
– Trudno jednoznacznie powiedzieć, z czego to wynika. Różnie zespoły wyglądają po przygotowaniach zimowych. Nie ukrywam też, że trochę odbijają nam się treningi na średniej jakości boisku i to zaczyna wchodzić zawodnikom w nogi. Mecze również gramy na przeciętnych murawach. Oczywiście to nie jest żadne tłumaczenie, ale faktem jest, że nie wyglądamy tak jak na początku rundy. Musimy to przeanalizować i poprawić.
Na zakończenie Zieliński zaznaczył, że dłuższy mikrocykl treningowy przed kolejnym spotkaniem może pomóc drużynie w regeneracji i poprawie gry.
– Oczywiście, że to może być przydatne. Ten dłuższy tydzień pozwoli nam trochę odpocząć, podleczyć drobne mikrourazy i zobaczyć, jak wygląda sytuacja z Matuszewskim, który jest już prawie gotowy do gry. Mam nadzieję, że wszystko będzie zmierzało w dobrym kierunku – podsumował trener Korony Kielce.

















Napisz komentarz
Komentarze