O chorobie dowiedziała się w 2024 roku, kiedy trafiła do szpitala. Wówczas okazało się, że nowotwór był już zaawansowany i dał przerzuty do jamy brzusznej. Mimo wdrożenia kolejnych linii chemioterapii w Polsce zarówno dożylnej, jak i w tabletkach, doszło do progresji choroby. Jak relacjonuje, lekarze nie widzieli już możliwości skutecznego zahamowania nowotworu przy użyciu standardowych metod leczenia.
Dzięki wsparciu darczyńców Monika mogła rozpocząć terapię w Niemczech, obejmującą m.in. immunoterapię oraz szczepionki z komórek dendrytycznych. Leczenie przynosi jej subiektywną poprawę samopoczucia, jednak jak podkreśla, jego koszty są znacznie wyższe niż początkowo zakładano.
Obecnie konieczne są kolejne środki na kontynuację terapii, w tym dalsze cykle wlewów i szczepionek, koszty podróży, pobytów oraz dodatkowych procedur medycznych, takich jak planowana terapia zimną plazmą. Brak finansowania może oznaczać przerwanie leczenia.
Monika Pińkowska jest mamą 10-letniego Patryka oraz dwojga starszych dzieci - Wiktorii i Mikołaja. Jak mówi, jej największą motywacją do walki o zdrowie jest chęć pozostania przy dzieciach i obserwowania ich dorastania.
W emocjonalnym apelu podkreśla, że mimo wojskowej przysięgi gotowości do poświęcenia życia w obronie innych, dziś sama potrzebuje wsparcia i pomocy w walce z chorobą.
Link do zbiórki na portalu siepomaga.pl udostępniamy poniżej:



















Napisz komentarz
Komentarze