Szkoleniowiec rozpoczął jednak od odniesienia się do smutnych wydarzeń, które miały miejsce przed meczem, czyli śmierci Jacka Magiery.
– Myślę, że wypada zacząć od tego, co wydarzyło się rano, bo tak naprawdę futbol zszedł dziś na boczny tor. W obliczu tej tragedii i śmierci Jacka Magiery jestem głęboko poruszony. To bardzo przykra sprawa. Straciliśmy porządnego, dobrego człowieka i dobrego trenera – powiedział.
Przechodząc do samego meczu, szkoleniowiec Korony nie ukrywał niedosytu mimo solidnej postawy swojego zespołu.
– Mam mieszane uczucia. Jest niedosyt, bo uważam, że stworzyliśmy sobie więcej okazji do zdobycia trzech punktów. Oddaliśmy 21 strzałów, z czego pięć celnych, i to pokazuje, że byliśmy stroną dominującą, nawet jeśli statystyki posiadania piłki tego nie oddają. To był jeden z naszych lepszych meczów tej wiosny, jeśli nie najlepszy. Zagrało wiele elementów – pressing, odsunięcie Jagiellonii od naszego pola karnego, zmuszenie ich do długich piłek, czego nie lubią. To wszystko było pod nasze dyktando. Zabrakło jednak tego, co w piłce najważniejsze – skuteczności. Szkoda, ale takie minuty dobrej gry są dobrym fundamentem na przyszłość.
Szkoleniowiec przyznał, że kluczowe sytuacje ofensywne powinny zostać wykorzystane.
– Nic dodać, nic ująć – tych sytuacji było kilka i jedna powinna wpaść. Niestety nic nie wpadło, a do tego dochodzą kontrowersyjne decyzje sędziowskie i mamy tylko punkt.
Zieliński pozytywnie ocenił natomiast występ Konrada Matuszewskiego, który wraca do gry po kontuzji.
– Bardzo się cieszę, że doszedł do pełni zdrowia i formy. Myślę, że do końca rundy będzie mocnym punktem zespołu. Potwierdził, że decyzja o jego wystawieniu była słuszna.
Trener odniósł się także do decyzji personalnych w końcówce meczu, zwłaszcza pozostawienia na boisku Mariusza Stępińskiego mimo zmęczenia.
– Odpowiem pytaniem – kto znalazł się w sytuacji bramkowej tuż przed zmianą? Stępiński. To nie jest fizyka kwantowa, tylko piłka nożna. Będę polegał na tym, co widzę na treningach i na swoim doświadczeniu. Mniej interesuje mnie teraz głos ludu, chociaż jest ważny
Nie zabrakło również komentarza do pracy sędziów i kontrowersyjnych decyzji, w tym rzutu karnego dla rywali.
– Sędzia tłumaczył mi, że była ręka poza obrysem ciała, ale tydzień temu słyszeliśmy zupełnie inną interpretację. My się w tym wszystkim gubimy, a sędziowie robią swoje. Za to dostałem pierwszą żółtą kartkę w tych rozgrywkach.
Zieliński odniósł się także do sytuacji, w której jego zdaniem Koronie należał się rzut karny, po tym, jak faulowany był Wiktor Długosz.
– Oczywiście, że to był rzut karny. Tłumaczenie, że zawodnik kątem oka patrzył na bramkarza i specjalnie pod niego wszedł, jest dla mnie śmieszne – zakończył szkoleniowiec Korony.



















Napisz komentarz
Komentarze