Zawodnik przyznał, że obecna sytuacja w tabeli nie jest tym, czego oczekiwano przed sezonem.
– Przed rundą kibice i my sami stawialiśmy sobie wyższe cele, niż to, w którym miejscu obecnie się znajdujemy. Jako profesjonaliści musimy jednak dostosować się do sytuacji. W pierwszej rundzie zrobiliśmy wynik ponad stan i graliśmy bardzo dobrze. Jesteśmy bardzo zmotywowani, żeby wygrać ten mecz i zapewnić sobie w 99 procentach utrzymanie. Chcemy złapać oddech, bo tych spotkań bez zwycięstwa jest już sporo i presja po prostu rośnie.
Smolarczyk podkreślił, że mimo klasy rywala drużyna jedzie do Częstochowy z wiarą w dobry rezultat.
– Patrząc na cały sezon, to właśnie z takimi rywalami lubimy grać i ja wierzę w tę drużynę. To jest najlepsza okazja na przełamanie, bo jest po prostu najbliższa.
Obrońca odniósł się również do sytuacji w Rakowie po zmianie trenera i przegranym finale STS Pucharu Polski.
– Na pewno mentalnie zmiana trenera na nich wpłynie, bo przy takiej roszadzie każdy zawodnik ma czystą kartę i liczy na swoją szansę. Po przegranej w finale Pucharu Polski będą podwójnie zmotywowani, ale my chcemy skupić się przede wszystkim na sobie i wygrać to spotkanie, nie zwracając uwagi na to, kto będzie po drugiej stronie.
W trakcie konferencji piłkarz został zapytany także o problemy Korony z osiąganiem korzystnych wyników. W jego opinii problem nie wynika z odwagi w grze, lecz z braku skuteczności i zdecydowania.
– Według mnie nie tracimy punktów przez podejmowanie ryzyka, tylko przez brak takiego przypieczętowania w ofensywie czy defensywie. My dużego ryzyka nie podejmujemy i wraz z końcem sezonu tego ryzyka będzie jeszcze mniej. Ewentualna wygrana dałaby nam możliwość, żeby odetchnąć i wrócić do tego, co nam przynosiło punkty, dzięki temu będziemy mogli zacząć grać z czystą głową. Nie da się tego zrobić w pełni, jeśli trzy kolejki przed końcem walczymy o utrzymanie.
Smolarczyk nie ukrywał również, że liczy na kolejne występy w podstawowym składzie.
– Liczę, że wygramy, a czy będzie to ustawienie takie czy inne, to cel nadrzędny jest ponad wszystkim. Skłamałbym jednak, gdybym nie powiedział, że głęboko liczę na kolejny występ.
Zawodnik pozytywnie ocenił atmosferę i zaangażowanie drużyny na treningach, niezależnie od tego, kto aktualnie gra w pierwszym składzie.
– Ja byłem w dwóch pozycjach – w pozycji zawodnika, który gra oraz w pozycji zawodnika, który czeka na swoją szansę. Widać, że każdy, nawet jeśli nie gra, wie, jak ważny jest ten cel. Nikt nie chce nikomu „kopać dołków”. Jesteśmy w zbyt poważnej sytuacji, żeby liczyć na czyjeś potknięcia. Jestem pozytywnie nastawiony do pracy całej drużyny, bo każdy zdaje sobie sprawę z sytuacji. Nasi napastnicy są wyjątkowi na swój sposób, bo to dwie zupełnie inne charakterystyki. Zobaczycie, jaki będzie plan na ten mecz – mam nadzieję, że okaże się skuteczny.
Piłkarz odniósł się także do wydarzeń po meczu z Piastem Gliwice i rozmowy drużyny z kibicami.
– To jest dla nas naturalne, może inaczej, nie do końca naturalne, ale czasami tak bywa. To wybór kibiców, kiedy chcą powiedzieć kilka mocniejszych słów. Wydaje mi się, że sytuacja została już rozwiązana. Chcemy ją uspokoić trzema punktami w najbliższym meczu.
Smolarczyk podkreślił przy tym, że zespołowi nie można zarzucić braku zaangażowania.
– My dajemy z siebie wszystko. Pomimo tego, że nasze wyniki się nie zgadzają, to nie można nam zarzucić, że się nie staramy, bo doskonale zdajemy sobie sprawę z sytuacji, w jakiej jesteśmy. My jesteśmy na tyle zmotywowani, bodźców i emocji pośród nas jest na tyle dużo, że ta skala motywacji jest już u nas na najwyższym poziomie.
Smolarczyk został zapytany również o problemy defensywne Korony Kielce. Obrońca przyznał, że problem jest widoczny również wewnątrz drużyny.
– Gdybym znał odpowiedź, to na pewno nie tracilibyśmy tylu bramek. Zdajemy sobie sprawę, że to kolejny mecz, w którym widać trochę „bezjajeczność” w naszym polu karnym. Wynika to z kilku rzeczy. Po pierwsze, znów straciliśmy gola po stałym fragmencie gry i przy każdym kolejnym takim momencie wracają te „koszmary” z poprzednich spotkań. Pojawia się spinka i dodatkowe napięcie.
Smolarczyk zwrócił uwagę, że duży wpływ ma również ostrożność zawodników we własnym polu karnym.
– Każdy jest ostrożny, kiedy piłka spada w pole karne. W ostatnim meczu Piast wykonał mnóstwo wrzutek i w pewnym momencie trzeba reagować. Tyle że ta reakcja bywa „na pół gwizdka”, bo zawodnicy boją się wejść zbyt agresywnie, żeby nie sprokurować rzutu karnego. Zdajemy sobie sprawę, że to problem, nad którym pracujemy. Tym bardziej że z samych akcji przeciwnicy nie stwarzają nam wielu sytuacji. Najbardziej boli nas to, że tracimy gole po takich prostych sytuacjach.
W trakcie konferencji pojawił się również temat Rakowa Częstochowa i wpływu przegranego finału Pucharu Polski oraz zmiany trenera na postawę najbliższego rywala Korony. Smolarczyk uważa, że gospodarze będą dodatkowo zmobilizowani.
– Według mnie będą podwójnie zmotywowani, a nie skupieni na rozpamiętywaniu finału. Patrząc z perspektywy profesjonalisty, zawsze mówi się o tym, że wpływ ma się na to, co przed tobą, a nie na to, co już się wydarzyło. Dlatego spodziewam się bardzo zmotywowanego Rakowa.
Na zakończenie obrońca został zapytany, czy błędy Korony mogą wynikać z nadmiernej presji i stresu związanego z walką o utrzymanie. Smolarczyk podszedł do tego tematu ze spokojem i dystansem.
– Gdybym wiedział dokładnie, o co chodzi, to już dawno byśmy to naprawili. Nie ma złotej recepty na nietracenie bramek. Gdyby taka istniała, to nawet w Lidze Mistrzów oglądalibyśmy same mecze 0:0, a nie wyniki 5:4. Piłka nożna to gra błędów i ten, kto popełnia ich więcej, najczęściej przegrywa. Te błędy były, są i będą. Nikt nie jest zadowolony z liczby punktów, które obecnie mamy. Nie można po każdej straconej bramce „zabijać” zawodników, którzy brali udział w tej sytuacji. Najważniejsze jest to, żeby te błędy minimalizować.



















Napisz komentarz
Komentarze