Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord onair Radio Rekord onair
piątek, 22 maja 2026 09:59
Reklama

Zieliński po porażce z Rakowem: Przegraliśmy ważną bitwę, ale wojna trwa dalej

Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 0:2 i przedłużyła serię bez zwycięstwa do sześciu meczów. Po spotkaniu trener „żółto-czerwonych” Jacek Zieliński nie ukrywał złości i rozczarowania, ale podkreślał, że drużyna wciąż ma wszystko w swoich rękach przed decydującym meczem z Widzewem Łódź.
Zieliński po porażce z Rakowem: Przegraliśmy ważną bitwę, ale wojna trwa dalej

Źródło: fot. Paula Duda/Korona Kielce

Korona Kielce mimo niezłej pierwszej połowy nie zdołała wywieźć punktów z Częstochowy. Podopieczni Jacka Zielińskiego przegrali z Rakowem 0:2 i wciąż nie są pewni utrzymania w PKO BP Ekstraklasie. Po meczu szkoleniowiec przyznał, że jego zespół przegrał spotkanie o ogromnym znaczeniu.

– Przegraliśmy bardzo ważny mecz o wielkim ciężarze gatunkowym. Powiedziałem jednak zawodnikom w szatni, że choć przegraliśmy ważną bitwę, to wojna trwa dalej. Przed nami dwa kluczowe spotkania, na których musimy się teraz skupić. My tego wyniku nie zmienimy, tego wyniku nie cofniemy, natomiast musimy się jak najlepiej przygotować do najbliższego meczu piątkowego z Widzewem.

Trener Korony podkreślał, że po pierwszej połowie miał większe nadzieje na korzystny rezultat.

– Po pierwszej połowie nadzieje na inny wynik były większe, ale pierwsza stracona bramka nas „nadkruszyła”, a druga, która padła chwilę później, sprawiła, że było już bardzo ciężko.

Jednym z najważniejszych momentów meczu była niewykorzystana sytuacja Antoñína, który przy stanie 0:1 nie trafił do pustej bramki. Zdaniem szkoleniowca to właśnie ten moment mógł odmienić losy spotkania.

– Kulminacyjnym momentem był dla mnie rzut wolny dla Rakowa po niegroźnej sytuacji i głupim faulu, z którego Fadiga strzelił gola przewrotką. Sytuacja Antoñína na 1:1 rzeczywiście będzie się śnić po nocach. Takie bramki tracimy, a sami ich nie strzelamy. Trudno na gorąco snuć opowieści o tym, co stało się w drugiej połowie, ale ta niewykorzystana szansa mogła dać nam „tlen” i zmienić przebieg meczu.

Zieliński został również zapytany o wyraźnie słabszą postawę drużyny po przerwie.

– Nie wydarzyło się nic dziwnego poza tym, że straciliśmy bramkę już w 49. minucie, co zmieniło obraz całej połowy. Po dwóch takich ciosach trudno było się podnieść. Nikt nie zakładał, że tak zaczniemy drugą połowę i w pewnym momencie po prostu staniemy.

Szkoleniowiec nie uciekał także od tematu rosnącej presji związanej z walką o utrzymanie.

– Presję założyliśmy sobie sami, więc nie ma co narzekać. Trzeba umieć z nią żyć i funkcjonować. Ta presja będzie rosła z dnia na dzień i musimy to wytrzymać.

Trener odniósł się również do kolejnej straconej bramki po stałym fragmencie gry. Korona traciła gole w podobnych okolicznościach już w poprzednich spotkaniach.

– To wypadkowa wielu rzeczy: koncentracji i odpowiedzialności. Chociaż przy takim uderzeniu przewrotką trudno mówić wyłącznie o błędzie koncentracji, bo to było naprawdę świetne wykończenie. Piłka była zbita, przeszła na drugą stronę i on uderzył z przewrotki. Można powiedzieć, że to kwestia koncentracji, odpowiedzialności i wszystkiego po trochu, ale coś na rzeczy jest

Podczas konferencji prasowej pojawiły się także pytania dotyczące decyzji personalnych i zmian dokonanych w trakcie spotkania. Zieliński bronił swoich wyborów.

– Nie uważam, żeby pozycje naszych zawodników się dublowały. Problemem było to, że Remacle za często schodził zbyt głęboko po piłkę. Wejście Davidovicia również niewiele nam dało. Szukaliśmy rozwiązań, ale po meczu każdy jest mądry i wie, jakie zmiany należało zrobić.

Szkoleniowiec jasno określił też, co jego drużyna musi zrobić w kolejnym spotkaniu z Widzewem Łódź.

– Musimy zagrać najlepszy możliwy mecz i zdobyć trzy punkty. Tylko tyle i aż tyle.

Mimo szóstego meczu z rzędu bez zwycięstwa trener Korony zapewnił, że nie zamierza się poddawać ani szukać wymówek.

– Bezradność na pewno mi nie towarzyszy, ale złość już tak. Nie mam pretensji do piłkarzy w taki sposób, żeby ich publicznie punktować. Za to, co się wydarzyło, przede wszystkim odpowiadam ja. Najpierw muszę ocenić własną pracę, a dopiero później zawodników.

Na pytanie o ewentualną rezygnację odpowiedział krótko i stanowczo.

– Nie, będę ostatnim, który to zrobi. Jeśli w tym pytaniu kryje się sugestia o rezygnacji, to nic takiego z mojej strony nie nastąpi.

Pod koniec konferencji trener został zapytany również o zamieszanie wokół klubu po meczu z Piastem Gliwice i odejściu dyrektora sportowego. Szkoleniowiec odpowiedział jednak wymownie jednym słowem:

– Pomidor.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

ReklamaDrogeria Uroda
ReklamaDrogeria Labo
Reklama3d Ostrowiec
Reklama
Reklama