Kielczanie znów pokazali dwie różne odsłony meczu. W pierwszej połowie potrafili dotrzymać kroku faworyzowanemu Rakowowi i byli w grze o korzystny wynik. Po przerwie obraz spotkania jednak się zmienił – gospodarze wykorzystali swoje momenty, zdobyli dwie bramki, a Korona nie była już w stanie odpowiedzieć. Konstantinos Sotiriou podkreślał, że trudno znaleźć pozytywy po takim meczu.
– Trudno powiedzieć cokolwiek po takim meczu. Zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, po której powinniśmy strzelić gola, powinniśmy trafić do siatki. Nie wiem, co się stało w drugiej połowie, wszystko się zmieniło. Straciliśmy w kilka minut bramki i później było już bardzo trudno.
Zawodnik nie ukrywał, że odpowiedzialność za obecną sytuację spoczywa na drużynie.
– Wina jest po stronie zawodników. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której przez sześć meczów nie wygrywamy. Kibice nas wspierają, idą za nami, a my musimy wziąć za to odpowiedzialność. Jedynym rozwiązaniem jest teraz wygrana z Widzewem i zdobycie trzech punktów.
Sotiriou został również zapytany o to, co wydarzyło się w szatni po pierwszej połowie, po której Korona prezentowała się przyzwoicie.
– Nie wiem tak naprawdę, co się stało. W szatni była dobra atmosfera, byliśmy zmotywowani, rozmawialiśmy o zwycięstwie i trzech punktach. Wychodzimy na drugą połowę i po prostym faulu, po stałym fragmencie gry tracimy gola. To już trzeci mecz z rzędu, w którym dzieje się coś podobnego. Naprawdę trudno to wytłumaczyć.
Najwięcej uwagi po raz kolejny poświęcono problemom Korony przy stałych fragmentach gry, które regularnie kosztują zespół utratę bramek.
– Myślę, że to kwestia braku koncentracji. Nie może być tak, że dobrze bronimy w grze, a tracimy gole po stałych fragmentach. Na treningach nie tracimy takich bramek, a w meczach dzieje się to regularnie. To jest niewytłumaczalne. Tracimy jedną, drugą, trzecią bramkę w ten sposób i tak nie może być.



















Napisz komentarz
Komentarze