Zapytany o kondycję fizyczną po sześćdziesięciu minutach gry oraz ocenę początkowej fazy meczu, zawodnik odpowiedział:
– Nie czuję się zmęczony po tych 60 minutach. Wręcz przeciwnie, uważam, że przepracowaliśmy bardzo dobry okres przygotowawczy i czuję się naprawdę świetnie. To był nasz pierwszy tak ważny i trudny mecz od kilku miesięcy, ale jesteśmy doskonale przygotowani i mamy siłę do dalszej gry. Myślę, że kontrolowaliśmy przebieg spotkania do około 16 lub 17 minuty, gdy prowadziliśmy trzema lub czterema bramkami. Potem kilka kolejnych minut przegraliśmy 1:7 i przez dłuższy czas musieliśmy odrabiać straty, ale mimo różnych przeciwności ostatecznie udało nam się wygrać.
Komentując ogromną determinację drużyny i wiarę w zwycięstwo mimo ogromnych emocji w samej końcówce, Karalek podkreślił:
– Uważam, że dziś każdy mógł dostrzec, że zespół walczył o każdą sekundę. Nawet gdy traciliśmy piłkę, błyskawicznie wracaliśmy do obrony, by po chwili znów przejść do ataku i nieustannie gonić wynik. To się opłaciło i myślę, że nasze zwycięstwo jest w pełni zasłużone.
Odnosząc się do kontrowersyjnej decyzji sędziów, którzy ukarali go wykluczeniem w ostatniej akcji meczu, zawodnik wyjaśnił:
– Szczerze mówiąc, pierwszy raz w życiu dostałem dwie minuty za karę, choć nawet nie dotknąłem przeciwnika. Sędziowie powiedzieli mi po prostu, że podjęli już decyzję i nie mogą jej cofnąć ani sprawdzić na systemie VAR, ponieważ przy karze dwóch minut nie ma takiej możliwości. Gdybyśmy przegrali, pewnie mówilibyśmy o tym inaczej, ale skoro mecz jest wygrany, nie ma co do tego wracać. Udało się dowieźć zwycięstwo nawet grając w osłabieniu.
Podsumowując aktualną sytuację zespołu w grupie oraz szanse na zajęcie trzeciego miejsca, Artsem Karalek zauważył:
– Zawsze, gdy mamy do dyspozycji pełny skład i omijają nas kontuzje, gra nam się łatwiej, ponieważ w naszym systemie każdy zawodnik jest kluczowym ogniwem zespołu. Oczywiście ta wygrana nie oznacza jeszcze, że jesteśmy w turnieju finałowym. Czekają nas bardzo trudne wyjazdy do Berlina i Kolstad, a także mecz u siebie ze Sportingiem, ale wszystko mamy we własnych rękach i możemy powalczyć o to trzecie miejsce. Gdybyśmy cofnęli czas, każdy powiedziałby, że sam awans będzie sukcesem; teraz sytuacja się odwróciła i dzięki wygranym jesteśmy blisko miejsca, w którym chcemy być. Może nie jest to jeszcze szczyt naszych ambicji, ale jesteśmy blisko.