Po niespodziewanej przegranej z Zagłębiem humory w drużynie nie były najlepsze, jednak, jak podkreśla zawodnik, złość szybko przekuto w motywację.
– Na pewno ta porażka popsuła humory. Bezpośrednio po meczu była złość i rozgoryczenie, ale po poniedziałkowej analizie zaczęliśmy już koncentrować się na Radomiaku. Wiem, że wokół klubu pojawiła się atmosfera dużego zawodu, ale przed nami jeszcze sporo spotkań i wiele do zyskania. Wierzę, że szybko się podniesiemy.
Matuszewski przyznaje, że wyjazd do Radomia nie będzie należał do najłatwiejszych, ale widzi w tym również szansę.
– Sami skomplikowaliśmy sobie sytuację i sami musimy z niej wyjść. Ten mecz będzie trudny, ale właśnie dlatego jest w nim wiele do zyskania.
Historia spotkań w Radomiu bywała dla Korony różna, jednak obrońca nie przywiązuje do niej większej wagi.
– Bywało różnie, raz wygrywaliśmy, raz przegrywaliśmy. Mam nadzieję, że teraz pójdziemy w tę bardziej pozytywną stronę.
Kluczowe, jego zdaniem, będzie wyeliminowanie błędów z ostatniego meczu, zwłaszcza w defensywie.
– Przede wszystkim musimy ustrzec się „strzelania” bramek samym sobie. Potrzebna jest większa koncentracja w kluczowych momentach i w naszym polu karnym. Jeśli zagramy na zero z tyłu, będzie nam zdecydowanie łatwiej o zwycięstwo.
Zapytany o Radomiaka, Matuszewski podkreślił jakość rywala, szczególnie w bocznych sektorach i środku pola.
– Nie rozegrali po przerwie wielu spotkań, więc trudno wyciągać daleko idące wnioski. Mają jednak dużo jakości w pierwszym składzie – w środku pola i na bokach. To zespół dynamiczny, dlatego musimy być czujni i nie pozwolić im się rozpędzić. Jeśli środek będzie zagęszczony, gra może przenieść się na skrzydła, bo dziś większość drużyn jest bardzo dobrze przygotowana taktycznie.
Brak kibiców Korony na trybunach w Radomiu nie jest tematem dominującym w szatni.
– Na pewno lepiej gra się przy wsparciu swoich fanów, ale nie zaprzątamy sobie tym głowy. Skupiamy się na własnej pracy.
Zawodnik odniósł się także do przygotowań motorycznych i ewentualnych pojedynków szybkościowych.
– Treningi wyglądały podobnie jak w każdym tygodniu. Musimy być przygotowani, pewne rzeczy nadrabiać ustawieniem i neutralizować atuty rywala.
Matuszewski pozytywnie ocenia również współpracę na lewej stronie boiska, niezależnie od personaliów.
– W pierwszych dwóch meczach dobrze rozumieliśmy się z Antoninem. Kiedy on trzymał szerokość, ja mogłem schodzić do środka i to funkcjonowało. Niezależnie jednak od tego, kto zagra, muszę koncentrować się na sobie i dobrze współpracować z partnerem.
Piłkarz zauważa postęp w ofensywie, nad którą zespół pracował zimą.
– Dużo poświęciliśmy temu czasu na zgrupowaniu w Turcji i było to widać w pierwszych meczach – gra w trzeciej strefie wyglądała płynniej. Wciąż jednak brakuje „kropki nad i”, by okresy dominacji kończyć dwiema czy trzema bramkami, a nie tylko jedną.
Na koniec wrócił do tematu dwóch szybko straconych bramek z Zagłębiem.
– To była dosyć niespotykana sytuacja. Obie akcje były inne i dokładnie je przeanalizowaliśmy. Mam nadzieję, że w przekroju całego sezonu był to jednorazowy przypadek. Recepta jest prosta – konsekwencja i koncentracja w każdym momencie meczu.