Tradycyjnie zacznijmy od składu. W bramce zameldował się Rafał Mamla, a miejsce Konrada Matuszewskiego zajął Marcel Pięczek, który tego dnia przejął również opaskę kapitańską. W podstawowym składzie zobaczyliśmy także Władimira Nikołowa, Slobodana Rubezicia, Wojciecha Kamińskiego oraz Jakuba Budnickiego. W porównaniu do meczu z GKS-em trener Jacek Zieliński zdecydował się aż na sześć zmian.
„Czerwona latarnia ligi” – o kim mowa? Oczywiście o Zniczu Pruszków, ekipie spod Warszawy, która okupuje ostatnie miejsce w tabeli Betclic I Ligi. Przed meczem faworyt był jasny – Korona Kielce, choć zespół przyjeżdżał do Pruszkowa po trzech spotkaniach bez zwycięstwa.
Spotkanie lepiej rozpoczęli, jak nietrudno się domyślić, przybysze z Kielc. Nie minęła jednak chwila, a gospodarze zaczęli odważnie naciskać na rywala z Ekstraklasy. Ten jednak nie dał się złamać tak łatwo. W siódmej minucie Nikołow próbował zaprezentować swoje strzeleckie umiejętności... i na tym poprzestańmy – przejdźmy do tego, co działo się dalej.
Korona konsekwentnie napierała. Można wręcz powiedzieć, że chciała „wejść z piłką do bramki” strzeżonej przez Kacpra Napieraja. Chwilę później Znicz miał niepowtarzalną okazję, ale – jak to w piłce bywa – równie niepowtarzalnie ją zmarnował. Piłkarz gospodarzy nie trafił praktycznie do pustej bramki.
W tzw. międzyczasie zadziałała stara piłkarska prawda: niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 15. minucie Slobodan Rubezić z najbliższej odległości pokonał bramkarza i dał Koronie prowadzenie, notując przy tym swoją debiutancką bramkę.
Gol nie ostudził jednak Znicza – przeciwnie, gospodarze powoli się rozpalali, choć ten ogień tlił się raczej nieśmiało. Kielczanie nie pozwalali, by z tego żaru wybuchł pożar. W kolejnych minutach to goście mieli więcej z gry, lecz nie potrafili przełożyć dominacji na kolejne trafienia. Znicz nie zamierzał jednak być tego wieczoru „chłopcem do bicia” – miał swoje momenty, ale w 30. minucie to Davidović był najbliżej podwyższenia wyniku. Bramkarz Znicza okazał się jednak szybszy.
Do końca pierwszej połowy gra toczyła się głównie w środku pola, z lekką przewagą kielczan. Ostatecznie po 45 minutach Korona prowadziła 1:0.
Druga część spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia Korony — dosłownie. Slobodan Rubezić po raz drugi wpisał się na listę strzelców, popisując się świetnym uderzeniem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Piłka została zagrana idealnie na jego głowę, a ten nie zmarnował okazji.
Mżawka nie sprzyjała obu drużynom – w takich warunkach trudno o precyzyjną grę – ale gospodarze nie zamierzali składać broni. Problem w tym, że brakowało im najważniejszego: skuteczności. Cóż tu dużo mówić, podopieczni Petera Struhara nie potrafili celnie uderzyć na bramkę Rafała Mamli. Momentami było widać, że to zespół z pierwszej ligi, choć nie można im odmówić kilku przebłysków.
W 55. minucie trener Korony zdecydował się na zmianę – słabo grającego tego dnia Davidovicia zastąpił wicekapitan Dawid Błanik. I jak to Błanik – długo nie trzeba było czekać na jego zryw. Po chwili swoim popisowym rajdem wywalczył rzut rożny.
Niedługo później, w 59. minucie, sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Władimir Nikołow i pewnym strzałem zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie. To był swoisty gwóźdź do trumny gospodarzy, którzy po tym trafieniu praktycznie stracili szanse na awans.
Nie oznacza to jednak, że się poddali – próbowali jeszcze coś wskórać, ale ich ofensywne zapędy kończyły się najczęściej strzałem prosto w rękawice Mamli. Co ciekawe, Korona w końcówce została nieco zepchnięta do defensywy – dość kuriozalna sytuacja, biorąc pod uwagę, że mierzyła się z najsłabszym zespołem ligi niżej.
W 72. minucie Nikołow miał jeszcze okazję na kolejne trafienie, ale jego strzał zdołał obronić bramkarz, wsparty przez obrońcę, który skutecznie utrudnił napastnikowi oddanie mocniejszego uderzenia.
Końcówka spotkania to już kontrola wyniku i gra do ostatniego gwizdka. Jedni – pogodzeni z losem, drudzy – spokojni o awans. W Pruszkowie obyło się bez cudu – Korona Kielce wygrała pewnie 3:0 i zameldowała się w kolejnej rundzie STS Pucharu Polski.
Znicz Pruszków – Korona Kielce
0:3 (0:1)
15’, 47’ Rubežić, 60' Nikolov (k.)
Znicz Pruszków: Napieraj – Koprowski, Jach, Konieczny (74' Składowski) – Plewka, Okhronchuk (67' Pawlik), Tabara, Proczek (61' Borecki), Mak (61' Majewski), Karol (61' Bąk) – Ciepiela.
Korona Kielce: Mamla – Popov (81' Matuszewski), Budnicki, Smolarczyk, Rubezić, Pięczek – Svetlin (63' Remacle), Kamiński – Niski (55’ Nono), Davidović (55’ Błanik) – Nikolov.