– To porażka, która bardzo boli. Muszę jednak pogratulować drużynie Motoru zwycięstwa, bardzo ważnego dla nich. My sami zgotowaliśmy sobie ten los. W pierwszej połowie przy dwóch bramkach zachowywaliśmy się w obronie trochę jak dzieci we mgle. A przecież słynęliśmy z solidnej defensywy – dobrze broniliśmy dośrodkowań, pola karnego. Dzisiaj były dwie sytuacje i dwie stracone bramki. Do tego słabo zbieraliśmy drugie piłki, co napędzało Motor.
Szkoleniowiec podkreślił, że po zmianie ustawienia gra wyglądała znacznie lepiej.
– Po przerwie, po przegrupowaniu i przejściu na grę dwójką napastników prezentowaliśmy się zdecydowanie lepiej. Ale Brkić miał dziś „dzień konia”. Bronił wszystko, co było możliwe. Podejrzewam, że gdybyśmy grali do 23:00, to i tak nic by nie wpadło. Wracamy bez punktów i bardzo rozczarowani, ale taka jest piłka.
Podczas konferencji prasowej trener został zapytany o decyzję dotyczącą wyjściowego składu i postawienie od pierwszej minuty na Gustafsona zamiast Remacle’a.
– To była moja decyzja. Gustafson przyszedł tu po to, żeby grać i pomagać drużynie. Długo już z nami trenuje. Mamy trzech bardzo dobrych środkowych pomocników i dziś postawiłem na niego. Druga połowa pokazała, że ta trójka może funkcjonować obok siebie. Zdaję sobie sprawę, że to nie był jego rewelacyjny występ, ale dajmy mu trochę czasu. Dzisiaj, podobnie jak cała drużyna w pierwszej połowie, nie zagrał na swoim poziomie. Po przerwie wyglądało to lepiej, ale za wrażenia artystyczne punktów się nie dostaje.
Nie zabrakło również pytania o powtarzający się schemat dwóch zupełnie różnych połów w wykonaniu Korony.
– Sami się zastanawiamy, z czego to wynika. Mecz z Zagłębiem, z Lechem i dzisiejszy pokazują dwie twarze tej drużyny – jak doktor Jekyll i Mr Hyde. Musimy coś z tym zrobić. Rozmawialiśmy o tym w szatni, już bardziej pod kątem kolejnego spotkania z Termaliką. Tam musimy mieć jedną, wyraźną twarz i jestem przekonany, że tak będzie.
W pierwszej połowie Korona nie oddała żadnego celnego strzału na bramkę Brkicia. Po przerwie wyglądało to już zdecydowanie lepiej, ale nie udało się zamienić szans na gola. Zieliński nie był jednak w stanie odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikała tak słaba pierwsza część meczu.
– Na gorąco nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Musimy to spokojnie przeanalizować.
Trener zwrócił uwagę, że początek meczu wcale nie zapowiadał takiego scenariusza.
– Pierwsze dziesięć minut było naprawdę dobre. Wysoki pressing, trzymaliśmy Motor daleko od bramki. I praktycznie pierwsza ich akcja, pierwsze wejście w nasze pole karne zakończyło się golem. Trochę nam się to wszystko posypało, a w takim meczu nie powinno się to zdarzyć.
Na koniec szkoleniowiec przyznał, że zespół nie potrafił odpowiednio zareagować po stracie bramki.
– W piłce bywa tak, że grasz dobrze, a dostajesz mocny cios i lądujesz na kolanach. Cała mądrość polega na tym, żeby szybko z tych kolan wstać. My dziś próbowaliśmy się podnieść, ale dostaliśmy drugi cios i do przerwy już się nie podnieśliśmy. Liczyliśmy, że jak z Lechem szybko strzelimy bramkę kontaktową i jeszcze zaatakujemy Motor. Niestety, nie udało się.