Industria Kielce po raz drugi pokonała Ostrovię Ostrów Wielkopolski i zapewniła sobie awans do finału ORLEN Superligi. Choć kielczanie byli zdecydowanym faworytem rywalizacji, rewanż w Hali Legionów momentami okazał się bardziej wymagający, niż można było się spodziewać.
Po meczu trener Krzysztof Lijewski zwracał uwagę, że jego drużyna wykonała kolejny etap w drodze do realizacji celu na końcówkę sezonu.
– Zrobiliśmy czwarty krok z sześciu, które są nam potrzebne w tym sezonie od momentu rozpoczęcia fazy play-off, żeby osiągnąć cel, jaki sobie założyliśmy. Przestrzegałem chłopaków, że bardzo trudno gra się jako faworyt przeciwko drużynie, która nie ma nic do stracenia. Zawodnicy Ostrovii byli bardzo ambitni, grali konsekwentną i rzetelną piłkę ręczną.
Lijewski przyznał, że jego zespół momentami zbyt mocno forsował tempo gry, co przekładało się na błędy i niewykorzystane sytuacje.
– Chcieliśmy jak najszybciej wyłuskać piłkę w obronie i zamieniać to na bramki. Czasami jednak trzeba zwolnić na tej „autostradzie”, zredukować bieg i spokojniej poszukać kolegi. Zbyt często próbowaliśmy grać na pełnej prędkości. Do tego doszły niewykorzystane sytuacje sam na sam oraz błędy techniczne, które sprawiły, że pierwsza połowa była bardzo wyrównana.
Trener kielczan pozytywnie oceniał natomiast grę defensywną swojej drużyny.
– Straciliśmy do przerwy 11 bramek, ale aż cztery po kontratakach, więc siedem goli z ataku pozycyjnego przeciwnika to naprawdę dobry wynik. Z obrony jestem bardzo zadowolony, bo właśnie tak miało to wyglądać. Swoją pracę wykonał też „Loczek” w bramce, więc ten element funkcjonował dobrze.
Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że przed finałową rywalizacją jego zespół musi poprawić cierpliwość i organizację gry w ataku.
– Musimy jeszcze popracować nad spokojem w ataku pozycyjnym i cierpliwością. Jeśli to poukładamy, będziemy na dobrej drodze.
Spotkanie było momentami bardzo nerwowe i obfitowało w dyskusje oraz kary, w tym dwie czerwone kartki. Lijewski nie chciał jednak szerzej komentować pracy arbitrów, choć przyznał, że wydarzenia boiskowe wpływały na jego drużynę.
– Nie chcę się usprawiedliwiać tym, co działo się podczas meczu, ale pewne sytuacje powodowały, że w naszych poczynaniach pojawiało się sporo niepewności i stresu. Nie będę mówił dosadnie, ale pewnie wszyscy wiedzą, o co chodzi. Musimy być ponad tym. Wiem, że łatwo się mówi, a trudniej wykonać to w praktyce, ale taka jest rzeczywistość i musimy się do niej dostosować.
Po spotkaniu Lijewski został również zapytany o wieloletnią współpracę z Tałantem Dujszebajewem, którego niedawno zastąpił na stanowisku pierwszego trenera Industrii Kielce. Były reprezentant Polski nie ukrywał ogromnej wdzięczności wobec swojego poprzednika.
– Na pewno nie będę pamiętał wszystkich przekleństw czy tej ekspresji, o której pewnie myślicie, bo to zawsze było podszyte specyficznym poczuciem humoru i przymrużeniem oka. Przede wszystkim zapamiętam wielką lekcję handballu. Jako zawodnik nauczyłem się od Tałanta ogromnie dużo. On przez te 12 lat całkowicie zmienił moje spojrzenie na tę dyscyplinę i otworzył mi oczy.
Lijewski przyznał, że mimo bogatego doświadczenia zawodniczego dopiero współpraca z Dujszebajewem pozwoliła mu spojrzeć na piłkę ręczną w zupełnie inny sposób.
– Kiedy Tałant przyszedł do klubu, miałem 31 lat, siedem sezonów w Bundeslidze i sukcesy z reprezentacją na koncie. Wydawało mi się, że o piłce ręcznej wiem już naprawdę dużo. Okazało się, że nie do końca. Jestem mu dozgonnie wdzięczny, że stanął na mojej drodze, bo nie mogłem sobie wymarzyć lepszego mentora, który przygotowałby mnie do zawodu trenera.
Obecny szkoleniowiec Industrii odniósł się także do przejęcia zespołu po legendarnym trenerze i związanej z tym presji.
– Wiedziałem, na co się piszę. Obejmując drużynę, miałem pełną świadomość presji i oczekiwań, jakie wiążą się z tym klubem. Nigdy jednak nie bałem się odpowiedzialności. Gdybym nie wierzył w ten zespół, tych chłopaków i cały klub, na pewno nie przyjąłbym posady pierwszego trenera. Wierzę, że ta drużyna jest zdolna zrobić wszystko, żeby mistrzowski tytuł wrócił do Kielc.



















Napisz komentarz
Komentarze