Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord onair Radio Rekord onair
niedziela, 13 września 2026 08:50
Reklama

Zieliński przed meczem ze Śląskiem: Jedziemy do Wrocławia zagrać o pełną pulę

Korona Kielce w sobotę, 12 września, rozegra kolejne spotkanie w PKO Bank Polski Ekstraklasie. W 8. kolejce żółto-czerwoni zmierzą się na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Przed tym starciem Jacek Zieliński mówił między innymi o zamkniętym już oknie transferowym, możliwościach kadry, oczekiwaniach wobec zespołu oraz sytuacji kadrowej. Trener kielczan podkreślił również, że jego drużyna nie zamierza kalkulować i we Wrocławiu będzie walczyć o zwycięstwo.

Ostatnim letnim transferem Korony był Camilo Mena. Kolumbijski skrzydłowy ma być kolejnym zawodnikiem, który zwiększy jakość zespołu w bocznych sektorach boiska.

– Jako zawodnika oceniam go bardzo wysoko. Myślę, że każdy szuka takich skrzydłowych o takich parametrach szybkościowych, zmyśle do gry, umiejętności zdobywania bramek i notowania asyst. Od dłuższego czasu mówiliśmy, że poszukujemy przede wszystkim jakości na skrzydłach. Teraz tę jakość już na pewno mamy, więc jestem z tego ruchu bardzo zadowolony. Myślę, że to duże dopełnienie tego zespołu. Nie ma już za bardzo przy czym grzebać. Uważam, że mamy wystarczająco silną kadrę, żeby bić się z każdym o zwycięstwo.

Trener Korony odniósł się również do pojawiających się opinii, że kielczanom wciąż potrzebny jest kolejny napastnik. Jego zdaniem obecna kadra daje wystarczająco dużo możliwości w ofensywie.

– Nie zgadzam się przede wszystkim z teorią, że stale mamy pretensje do naszych napastników i stale ponoć szukamy napastnika. Myśmy napastnika nie szukali w tym okienku transferowym, więc te informacje chyba nie były spójne. Mariusz ma na razie trzy bramki, Fassbender ma trzy bramki, a jedną bramkę ma Bąk, który, nie ukrywam, wygląda coraz lepiej. Ondrej Lingr również jest zawodnikiem o bardziej ofensywnym profilu. Na skrzydle gra w tym momencie, bo tego wymaga sytuacja, ale równie dobrze może zagrać jako drugi napastnik albo na „dziesiątce”. Mamy tutaj możliwości manewru. Nie chcieliśmy zaburzać tej hierarchii.

Zieliński pozytywnie ocenił całe letnie okno transferowe. Korona dokonała kilku znaczących wzmocnień, a część nowych zawodników pełniła wcześniej ważne role w swoich zespołach.

– To rzeczywiście jest chyba rekordowe okienko transferowe w historii Korony. O kwotach nie będę mówił, bo to jest rynek piłkarski. Człowiek nie ma wpływu na to, jak to wszystko wygląda. Natomiast mogę powiedzieć na temat jakości tych zawodników. Proszę zauważyć, że ściągaliśmy chłopaków, którzy grali pierwsze skrzypce w swoich drużynach. Byli zawodnikami wiodącymi, a przy tym są w dobrym wieku rozwojowym, bo większość z nich ma jeszcze możliwość pójścia w górę. Paru fajnych Polaków również ściągnęliśmy, którzy, myślę, wzmocnią polską część szatni i dodadzą jakości, bo są mecze, w których wychodzimy siedmioma Polakami w składzie. To też świadczy o tym, że Korona nie tylko żyje zawodnikami zagranicznymi, ale również Polakami, którzy tutaj się rozwijają i idą dalej. Przykładem jest Fornalczyk. Myślę więc, że okienko było jak najbardziej udane pod względem jakościowym. Teraz z tego wszystkiego będziemy chcieli coś ulepić.

Szkoleniowiec Korony nie chciał natomiast określać konkretnego miejsca, o które jego zespół będzie walczył w tym sezonie. Jego zdaniem jest jeszcze zbyt wcześnie na tego typu deklaracje, szczególnie że część transferów została przeprowadzona pod koniec okna.

– Nic nie będę mówił teraz na temat tego, o co drużyna będzie grała. Lingr przyszedł półtora tygodnia temu, Ameyaw tydzień temu, a Camilo dzisiaj pierwszy raz trenował z zespołem. Co ja mogę powiedzieć na temat tego, jak oni będą funkcjonować? Będziemy grali o jak najwyższe cele, oczywiście o zwycięstwo w każdym meczu, ale dzisiaj mówienie o tym, że będziemy grali o miejsce drugie, trzecie czy czwarte, jest za wcześnie. Wszyscy dookoła tego oczekują. Natomiast my będziemy grali jak najlepiej i będziemy się starali wykorzystać potencjał tej drużyny. Jest on bardzo wysoki, także tu nie będzie już żadnego alibi, ale na chwilę obecną mówienie o tym, że będziemy grali o to czy tamto miejsce, jest za wcześnie.

Zieliński podkreślił, że szybkie wkomponowanie nowych zawodników w zespół jest łatwiejsze, jeśli piłkarze przychodzą do klubu będąc w rytmie meczowym. Tak było w przypadku większości letnich transferów Korony.

– To jest cały urok okienek transferowych, że w wielu klubach wielu zawodników kluczowych dochodzi w ostatnim momencie. Nie ma za bardzo czasu na eksperymenty, doświadczenia i zgrywanie ich. My braliśmy akurat takich zawodników, którzy nie mieli problemów z graniem w drużynie, bo nie byli na boku, nie trenowali indywidualnie, tylko praktycznie wszyscy z nich grali. To jest bardzo ważne i dlatego też w takich zawodników celowaliśmy. Myślę, że dlatego tak szybko wchodzą do drużyny, choćby Ondrej Lingr, który z marszu można powiedzieć wszedł i od razu zaskarbił sobie publiczność. Rzeczywiście jest to proces. Czasu potrzebuje wiele klubów. Mamy też w naszej lidze przykłady drużyn, które robiły olbrzymie transfery i miały z tym problemy. Będziemy się starali wyciągnąć wnioski z tych potknięć innych zespołów i zrobić to trochę lepiej.

W spotkaniu ze Śląskiem trener Korony nie będzie mógł skorzystać z Dawida Błanika, który jest na ostatnim etapie rehabilitacji. Do dyspozycji szkoleniowca będzie natomiast Simon Gustafson.

– Dawid Błanik jest w końcowej fazie rehabilitacji. Mam nadzieję, że już od poniedziałku zacznie trenować z pełnym obciążeniem z drużyną. Pozostali są gotowi do gry. Gustafson trenuje już cały tydzień i jest gotowy do gry.

Wrocławianie do spotkania przystąpią z jednym zwycięstwem na koncie. Dodatkowo Śląsk stracił ostatnio Piotra Samca-Talara, który był jedną z ważniejszych postaci zespołu. Zieliński nie uważa jednak, że przez jego nieobecność Koronie będzie łatwiej.

– Nie podejrzewam, że będzie łatwiej Koronie, bo rzeczywiście Piotrek był wiodącą postacią tej drużyny i był w znakomitej formie. Jest mi go po prostu szkoda tak po ludzku, bo miał chyba dużą szansę na to, żeby zadebiutować czy dostać się do drużyny narodowej. No ale jak to zwykle bywa, pech i stało się, jak się stało. Natomiast Śląsk to fajny zespół, grający taką fajną piłkę, ze świetnymi fazami przejściowymi. Doskonale grają z kontry. Kto oglądał ich mecz z Legią i kilka wyprowadzonych kontr, ten był pod wrażeniem tego, jak to wszystko funkcjonowało. Wiadomo, że jest to beniaminek i oni też popełniają błędy. My te błędy będziemy chcieli wykorzystać.

Korona może być postrzegana jako faworyt sobotniego spotkania, szczególnie biorąc pod uwagę jej serię meczów bez porażki na wyjazdach. Zieliński spokojnie podchodzi jednak do takich opinii. Podkreśla, że ostateczna weryfikacja nastąpi na boisku.

– Stawianie nas w roli faworyta? My spokojnie do tego podchodzimy. Natomiast nie ukrywam, że jedziemy do Wrocławia zagrać o pełną pulę, potwierdzić naszą dobrą, rosnącą dyspozycję. My bardziej tak do tego podchodzimy. Papier przyjmie wszystko, natomiast boisko zweryfikuje i chcemy, żebyśmy to my zweryfikowali się na tym boisku.

Korona od wielu lat czeka również na zwycięstwo we Wrocławiu. Ostatni raz kielczanie wygrali tam w październiku 2015 roku. Zieliński uważa, że statystyka może zostać w sobotę przełamana.

– Statystyki są po to, żeby czasami się nimi posiłkować, a czasami po to, żeby je przełamywać. Zrobimy wszystko, żeby tak było.

Szkoleniowiec Korony odniósł się także do transferu Karola Linettego do Śląska. Doświadczony pomocnik ma wnieść do zespołu z Wrocławia doświadczenie zdobyte między innymi podczas gry we Włoszech.

– Karol to bardzo dobry zawodnik o uznanej klasie i renomie. Myślę, że jego doświadczenie i lata gry w lidze włoskiej na pewno dużo dadzą tej drużynie. Widać w jego poczynaniach pewność siebie, doświadczenie i regulację tempa gry. Spodziewamy się, że będzie wiodącą postacią tego zespołu.

Trener został również zapytany o rosnące oczekiwania wobec Korony. Jego zdaniem zespół nie powinien wybiegać zbyt daleko w przyszłość, mimo że jego ambicje sięgają wysokich miejsc.

– Piłka ma to do siebie, że tutaj bardzo szybko rzeczy się zmieniają i dużo się dzieje. Myślę jednak, że nie będzie z tym problemu, bo generalnie jesteśmy naprawdę ambitnymi ludźmi i ambitną drużyną. Mamy swoje marzenia, do których chcemy doskoczyć. Mówiłem przed rozpoczęciem rundy, jeszcze przed końcówką okienka transferowego, że chcemy po prostu powalczyć o TOP 5. To jest naszym marzeniem i ambicją i zrobimy wszystko, żeby tak było. Oczywiście przeciwników na tej drodze jest wielu, ale te marzenia mamy. Natomiast marzenia marzeniami, to, co wisi wysoko na drzewie, to jedna rzecz, a druga sprawa to każdy kolejny mecz. Idziemy metodą małych kroków. Każdy mecz jest najważniejszy, chcemy dołożyć kolejne zwycięstwo. Myślimy o następnym meczu, a zobaczymy, jak to będzie się w czasie zmieniało i jak będzie wyglądało. Na razie żyjemy meczem ze Śląskiem. Marzenia mamy, ale one gdzieś tam są wysoko.

Zieliński zapewnił przy tym, że w zespole nie ma przekonania, iż Korona już teraz powinna bez problemu znaleźć się w czołówce tabeli. Szkoleniowiec podkreślił znaczenie pokory i szacunku do kolejnych rywali.

– U nas takiego myślenia oczywiście nie ma. Marzenia trzeba mieć i one gdzieś tam na pewno są. Natomiast u nas jest duża pokora. Podchodzimy do tego zawsze z pokorą i szacunkiem do każdego przeciwnika. Oczywiście bez bojaźni i bez jakiegoś strachu. Wierzymy w ten zespół, w ten projekt, bo ten projekt zaczyna coraz lepiej wyglądać. To widać na każdym treningu, w zachowaniu chłopaków, w tym, jak „rosną”. Ja jestem najbardziej optymistą właśnie po tym, co widzę, nie po tym, co czytam i po opiniach fachowców, tylko po tym, co widzę na treningach.

Na koniec trener Korony został zapytany o wnioski wyciągnięte z ostatniego spotkania z Wisłą Kraków, szczególnie w kontekście utrzymania odpowiedniej intensywności przez całe 90 minut. Zieliński przyznał, że zespół przeanalizował końcówkę tego spotkania.

– Wyciągnęliśmy wnioski z meczu z Wisłą Kraków. Na pewno nie jest to przyjemna rzecz, ale wnioski wyciągnęliśmy. Natomiast co do intensywności, nie da się grać meczu z tak dużą intensywnością przez 90 minut. Zawsze te słabsze chwile się zdarzają. Nam akurat taka zdarzyła się w końcówce. Nie powinna się zdarzyć, ale mamy do siebie o to duże pretensje. Mam nadzieję, że wnioski zostały wyciągnięte i że to się nie powtórzy.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

Reklama Drogeria Uroda
Reklama Drogeria Labo
Reklama 3d Ostrowiec
Reklama
Reklama