Od samego początku spotkania to Lech dłużej utrzymywał się przy piłce. Już w trzeciej minucie udało im się wywalczyć rzut rożny, po tym, jak Wiktor Długosz wybił piłkę głową poza linię końcową. Futbolówkę w pole karne dośrodkował Joel Pereira, ale początkowo Koronie udało się oddalić zagrożenie.
Przy ponowieniu akcji pojedynek wygrał jednak Pablo Rodriguez, który minął dwóch zawodników z Kielc. Hiszpan następnie doskonale wypatrzył Patrika Wålemarka, a ten pięknym strzałem otworzył wynik spotkania.
Chwilę później było już 2:0. Tym razem Pereira otrzymał podanie od Luisa Palmy, po czym wycofał do wbiegającego w pole karne Rodrigueza, a ten precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie swojej drużyny.
Dwa gole nie zadowoliły jednak gospodarzy. Poznaniacy cały czas bez większych problemów utrzymywali się przy piłce, a zespół Jacka Zielińskiego mieli ogromny problem ze zbliżeniem się pod pole karne Mateusza Lisa. Pierwszą groźniejszą akcję udało im się przeprowadzić dopiero w dziesiątej minucie, gdy Wiktor Długosz wykonywał rzut wolny, lecz jego wrzutkę wypiąstkował bramkarz Lecha.
Końcówka pierwszego kwadransa była momentem, gdy „żółto-czerwoni” próbowali wrócić do spotkania, aczkolwiek z rozgrywanych ataków nic nie wynikało. Defensorzy podopiecznych Nielsa Frederiksena dobrze się ustawiali i nie pozwalali Koronie na wykreowanie dogodnej sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej.
W tym fragmencie meczu posiadanie piłki wyrównało się, ale można było odnieść wrażenie, że „Lechici” mają wszystko pod kontrolą. Idealnym odzwierciedleniem tego była sytuacja z 23. minuty. Ariel Mosór zdecydował się na oddanie strzału z dystansu, lecz wyraźnie przestrzelił. Lech wznawiał od własnej bramki i błyskawicznie znalazł się pod polem karnym Xaviera Dziekońskiego. Wålemark wygrał pojedynek szybkościowy z Pięczkiem, zagrał do środka, po drodze piłka odbiła się od Rozdrigueza, a Mikael Ishak bez problemu umieścił piłkę w siatce.
W 29. minucie boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Ondřej Lingr. Czeski zawodnik ucierpiał w starciu z jednym z piłkarzy Lecha i nie był w stanie kontynuować gry. Jacek Zieliński zdecydował się wprowadzić w jego miejsce Martina Remacle’a.
Mijały kolejne minuty, a w grze Korony nie było widać oznak poprawy. Kielczanie wymieniali piłkę przede wszystkim w środku pola, a najwięcej podań wykonywali Rubežić i Mosór. Nieco lepszą akcję udało się przeprowadzić w końcówce pierwszej połowy, gdy Marcel Pięczek dośrodkował z lewej strony, a całość strzałem zakończył Camilo Mena. Kolumbijczyk został jednak zablokowany, a po rzucie rożnym nic nie wyniknęło.
Goście pierwszy celny strzał oddali dopiero w 41. minucie, gdy na bramkę Matuesza Lisa uderzał Martin Remacle. Próba Belga została jednak obroniona przez bramkarza i ekipa Jacka Zielińskiego miała korner, ale ponownie nie udało się stworzyć zagrożenia po dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska.
W doliczonym czasie gry kolejną fantastyczną akcją popisał się Wålemark. Szwedzki piłkarz znów wygrał pojedynek z Pięczkiem, wstrzelił piłkę w pole bramkowe, Dziekoński zdołał interweniować, ale okazję na drugiego gola miał jeszcze Ishak, lecz napastnik nieczysto trafił w futbolówkę i ta przeleciała wysoko ponad poprzeczką.
Gdy wydawało się, że w pierwszej połowie nie wydarzy się nic więcej, Lech przeprowadził jeszcze jeden zabójczy kontratak. Ishak fenomenalnie zagrał w kierunku Rodrigueza, a Hiszpan, mając mnóstwo wolnej przestrzeni, popędził w stronę bramki i finezyjnym strzałem pokonał bezradnego Dziekońskiego. Na przerwę oba zespoły zeszły więc przy wyniku 4:0.
W przerwie Jacek Zieliński zdecydował się na wprowadzenie trzech nowych zawodników. Boisko opuścili Marcel Pięczek, Kamil Jakubczyk oraz Michael Ameyaw. W ich miejsce na murawie zameldowali się odpowiednio Konrad Matuszewski, Simon Gustafson, a także Morgan Fassbender.
W 48. minucie z dystansu uderzał Patrik Hellebrand, ale próba Czecha była zbyt lekka, a przede wszystkim niedokładna i Lis nie musiał nawet interweniować. Kielczanie starali się pressować stoperów Lecha, uniemożliwiając im tym samym skuteczne wyprowadzenie piłki. Ta sztuka udała się w 51. minucie, gdy drużyna z Poznania popełniła prosty błąd i Korona miała rzut rożny. Z narożnika boiska wrzucał Matuszewski, ale rywale zdołali wybić piłkę.
Chwilę później gościom udało się wypracować najlepszą sytuacją w tym spotkaniu. Z lewej strony płasko dośrodkował Matuszewski, a Mateusz Skrzypczak wybił futbolówkę przed siebie. Ta trafiła pod nogi Stępińskiego, który z bliskiej odległości uderzał na bramkę Lisa, lecz 29-latek kapitalnie obronił strzał kapitana kieleckiego zespołu.
Niewykorzystana sytuacja bardzo szybko się zemściła. Pablo Rodriguez do dwóch goli dołożył trzecią asystę, dzięki czemu miał udział przy każdym golu. Tym razem hiszpański pomocnik podał w kierunku Ishaka, a kapitan Lecha podwyższył prowadzenie swojej drużyny.
Chwilę później honorową bramkę dla Korony zdobył Camilo Mena. Skrzydłowy otrzymał podanie od Wiktora Długosza i pięknym strzałem lewą nogą pokonał bezradnego Lisa, gdyż trafił w okienko, a bramkarz rywali nie miał najmniejszych szans na obronę.
Spotkanie zrobiło się jeszcze bardziej otwarte i co chwilę zawodnicy obu klubów próbowali strzelać z dystansu, choć nie przekładało się to na kolejne trafienia. Niemniej trzeba jasno powiedzieć, że wynik meczu był już od dawna przesądzony.
Co ciekawe, po godzinie gry oba zespoły miały taką samą liczbę strzałów celnych, po pięć. Oczywiście jednak to Lech wyraźnie prowadził, a do tego przeprowadzał kolejne akcji, starając się jeszcze powiększyć swoją przewagę.
W 68. minucie trener Niels Frederiksen postanowił dać odpocząć najlepszemu zawodnikowi tego meczu. Mianowicie Pablo Rodriguez opuścił murawę, a w jego miejsce wszedł Filip Jagiełło. Tym samym hiszpański zawodnik zakończył niedzielne spotkanie z dwoma trafieniami, a także trzema asystami.
Goście starali się grać ofensywnie, aby nieznacznie zniwelować rozmiary porażki. Tym samym narażali się jednak na kontry, choć mocno przemeblowany atak Lecha nie był w stanie wykreować okazji do strzelenia szóstego gola. Jednocześnie angażowanie wielu zawodników do gry ofensywnej również nie dawało Koronie zbyt wiele, gdyż w ich poczynaniach brakowało konkretów.
Niezłą szansę do zdobycia bramki miał Remacle, którego świetnym podaniem obsłużył Mena. Belg jednak nie trafił dobrze w piłkę i spudłował. Kilka minut później sprzed pola karnego uderzał jeszcze Matuszewski, i o ile jego próba była dobra, to także przeleciała obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Lisa.
W doliczonym czasie gry Lech zdołał sobie wypracować dogodną sytuację, wykorzystując to, że wielu graczy Korony zostało z przodu. Michał Gurgul przytomnie zgrał do Yannicka Agnero, a rezerwowy napastnik pokonał Dziekońskiego. Takim też rezultatem zakończyło się to spotkanie 11. kolejki Ekstraklasy i Lech wygrał ostatecznie 6:1.
Lech Poznań – Korona Kielce 6:1 (4:0). Bramki: Patrik Wålemark 4’, Pablo Rodriguez 6’ i 45+4’, Mikael Ishak 23’ i 55', Yannick Agnero 90+1' – Camilo Mena 57'
Lech Poznań: Mateusz Lis; Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Terry Yegbe (Hubert Janyszka 58'), Michał Gurgul; Radosław Murawski (Gustav Berggren 58'), Antoni Kozubal, Pablo Rodriguez (Filip Jagiełło 68'); Patrik Wålemark (Daniel Håkans 58'), Mikael Ishak (Yannick Agnero 76'), Luis Palma.
Korona Kielce: Xavier Dziekoński; Wiktor Długosz, Slobodan Rubežić, Ariel Mosór, Marcel Pięczek (Konrad Matuszewski 46'); Patrik Hellebrand, Kamil Jakubczyk (Simon Gustafson 46'); Camilo Mena, Ondřej Lingr (Martin Remacle 29’), Michael Ameyaw (Morgan Fassbender 46'); Mariusz Stępiński (Daniel Bąk 62').

Napisz komentarz
Komentarze