Stępiński przyznał, że trudno mu było znaleźć odpowiednie słowa, by podsumować przebieg spotkania. Podkreślił, że Korona od początku pozwoliła rywalom przejąć inicjatywę, a błędy popełniane przez kielczan szybko przełożyły się na wynik.
– Ja też nie bardzo wiem, co powiedzieć, ale trzeba wejść i rzeczywiście ocenić ten mecz. Źle weszliśmy w spotkanie. Napędziliśmy Lecha, który przecież wcześniej przegrał 0:4 i był rozjuszony tą porażką. Popełnialiśmy błędy taktyczne, błędy w przesuwaniu, błędy indywidualne. Wszystko się nawarstwiło. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak wysoko przegrałem w Ekstraklasie. To na pewno trudne, ale nie chcę na gorąco mówić niepotrzebnych rzeczy, bo nikomu nie są one teraz potrzebne.
Zawodnik został również zapytany, czy o rozmiarach porażki zdecydowała przede wszystkim znakomita postawa Lecha, czy raczej bardzo słaba dyspozycja kielczan. Stępiński zwrócił uwagę na znaczenie pierwszych minut, po których gospodarze nabrali pewności siebie, a Korona nie potrafiła wrócić do gry.
– Po pierwszych strzelonych bramkach Lech był mocno napędzony. Kiedy tak zaczynasz mecz, wiadomo, że później wszystko ci wychodzi. My po prostu nie potrafiliśmy wrócić do tego spotkania. Brnęliśmy dalej, popełnialiśmy błąd za błędem. Nie ma co na nikogo zrzucać winy, bo to my wyszliśmy na boisko, to my graliśmy i to my przegraliśmy ten mecz. Trzeba wziąć to na klatę, przyjść jutro na trening, trenować i pokazać reakcję w spotkaniu z GieKSą. Innej drogi nie ma. Taka jest piłka – dla wytrzymałych, również pod względem mentalnym. Postaramy się pokazać, że tacy jesteśmy, w meczu z Katowicami.
Po przerwie Korona zaprezentowała się nieco lepiej i zdołała zdobyć bramkę autorstwa Camilo Meny. Kapitan kielczan przyznał jednak, że poprawa gry wynikała również z tego, że Lech nieco odpuścił, a wprowadzone korekty nie pozwoliły drużynie osiągnąć poziomu, do którego dąży.
– Lech też trochę spuścił z tonu. Nie ma co się oszukiwać. Wprowadziliśmy pewne korekty, ale to i tak nie było to, gdzie chcemy być i jak chcemy grać. Wierzę, że mecze, które są przed nami, pozwolą nam odwrócić tę passę. Mamy za sobą dwie ciężkie porażki na wyjazdach, co nie jest powodem do dumy. Jako kapitan mogę przede wszystkim przeprosić kibiców, bo przyjechali w tak długą drogę, a to, co oglądali, nie było przyjemne. Na ich miejscu sam byłbym bardzo zdenerwowany na drużynę.
Napastnik odniósł się również do problemów Korony w ofensywie. Mimo że po zdobyciu drugiej bramki Lech oddał kielczanom nieco przestrzeni, goście nie potrafili skutecznie wykorzystać ataków pozycyjnych. Dodatkowo mieli problemy z zatrzymywaniem kontrataków gospodarzy.
– Myślę, że problemem były fazy przejściowe. Kiedy Lech wychodził z kontratakiem, przegrywaliśmy przebitki. Rywale ruszali do przodu i wykorzystywali wszystko, co było do wykorzystania. Trenujemy, staramy się to poprawić i mam nadzieję, że przyniesie to efekty już w meczu z GKS-em Katowice.
Stępiński nie ukrywał także emocji, jakie towarzyszyły drużynie po końcowym gwizdku. Jak podkreślił, tak wysoka porażka wywołuje przede wszystkim złość i poczucie bezradności, ale najważniejsze będzie odpowiednie przepracowanie kolejnych dni.
– Jakie uczucie może dominować po porażce? Na pewno złość i bezradność, bo przegrywasz tak wysoko. Piłka nauczyła mnie jednak przez te lata bardzo wiele. Żeby ta porażka nie stała się początkiem złej serii, trzeba przyjść na trening, zakasać rękawy i zasuwać.
Kapitan Korony zgodził się również z opinią, że Lech dysponuje obecnie jedną z najmocniejszych kadrowo drużyn w Ekstraklasie. Jednocześnie zaznaczył, że przewaga jakościowa rywali nie tłumaczy aż tak wysokiego wyniku.
– Niczego nie odkryję, mówiąc, że Lech ma w tym momencie najwięcej jakości. To jednak niczego nie zmienia. Ten mecz nie powinien zakończyć się takim wynikiem.
Na koniec Stępiński zwrócił uwagę, że drużyny nie buduje się w miesiąc czy dwa, a o rzeczywistej wartości zespołu nie świadczą nazwiska, transfery ani wydane pieniądze, lecz postawa na boisku.
– Myślę, że drużyny nie buduje się w miesiąc czy dwa. Powinniśmy przestać mówić, że mamy nie wiadomo jaką jakość i nie wiadomo jakich piłkarzy. Zrobiliśmy nie wiadomo jakie okienko transferowe, ale koniec końców trzeba wyjść na boisko i grać. Piłka pokazała, że indywidualności nie grają, transfery nie grają i wydane pieniądze nie grają. Skupiłbym się więc na czynach, a nie na mówieniu o jakości, o tym, ile jej mamy albo ile jej nie mamy. Trzeba ją pokazać na boisku.

Napisz komentarz
Komentarze