Skrzydłowy przyznał, że dopiero teraz rozpoczyna się prawdziwa walka o najwyższe cele i że zespół ma świadomość, jak wiele może zyskać w najbliższych tygodniach.
– Stoimy przed bardzo ciekawymi perspektywami i doskonale wiemy, o jaką stawkę toczy się gra. Pierwsza runda pokazała, że starcia z tymi rywalami nie należą do łatwych, ale jesteśmy pełni nadziei. Wierzymy, że przy odpowiedniej dyspozycji i zachowaniu naszej formy jesteśmy w stanie wygrywać z takimi zespołami jak Veszprém.
Rozmowa dotyczyła także sytuacji w tabeli oraz szans na przetasowania w grupie w przypadku zwycięstwa w Hali Legionów. Moryto podkreślił, że wszystko pozostaje w rękach kielczan.
– Dokładnie tak, możemy jeszcze sporo namieszać. Wszystko zależy od naszej postawy w najbliższych spotkaniach i tego, czy zdołamy udźwignąć ten ciężar.
Drużyny z Veszprém nikomu nie trzeba przedstawiać; trener Tałant Dujszebajew zawsze powtarza, że to jeden z trzech największych klubów w Europie.
– Choć nie wygrali jeszcze Ligi Mistrzów, zawsze wymienia się ich w gronie faworytów. Dysponują znakomitymi zawodnikami, w tym medalistami ostatnich mistrzostw. Dodatkowo mają świetnego szkoleniowca, który doskonale zna się z Tałantem z czasów rywalizacji w lidze hiszpańskiej. Czeka nas zatem pasjonująca trenerska partia szachów, a o wyniku na boisku zadecyduje to, kto wykaże się większą determinacją.
Skrzydłowy został również zapytany o największe atuty węgierskiego zespołu i o to, czy o jego sile decydują przede wszystkim indywidualności, czy kolektyw.
– Myślę, że to połączenie obu tych elementów. Posiadają świetnie wyszkolonych zawodników, ale ich gra zespołowa również imponuje płynnością. Na analizach wideo widać, że cieszą się dużą swobodą taktyczną. Poruszają się w określonych schematach, ale trener nie narzuca im sztywnego trzymania się planu od A do Z, pozwalając na pewną dozę improwizacji.
Wspomniano także pierwszy mecz na Węgrzech i różnicę między obiema połowami tamtego spotkania. Moryto zaznaczył, że kluczem będzie utrzymanie wysokiego poziomu przez pełne 60 minut.
– Niestabilna forma w trakcie meczu była naszym problemem nie tylko w Veszprém, ale też w kilku innych starciach, które przez to przegraliśmy. Do końca Ligi Mistrzów naszym celem będzie utrzymanie równego, wysokiego poziomu przez całe 60 minut. W pierwszym meczu z Veszprém, mimo bardzo słabej pierwszej połowy, mieliśmy w końcówce szansę na wyrównanie. Zabrakło nam wtedy nieco szczęścia, a sukces był naprawdę na wyciągnięcie ręki.
Nie zabrakło również wątku atmosfery w Hali Legionów, która podczas prestiżowych meczów potrafi ponieść drużynę.
– Bardzo na to liczę, sam również stęskniłem się za tą wyjątkową atmosferą. Wiem, że biletów zostało już bardzo mało, więc spodziewam się fenomenalnego dopingu. Mecze z Veszprém mają też szczególny, „braterski” charakter ze względu na nasze dobre relacje z Węgrami. Kibice chętnie przychodzą na te widowiska i wierzę, że ich wsparcie poniesie nas tak jak zwykle.
Zawodnik odniósł się także do kwestii przygotowania fizycznego po zimowej przerwie i planowanego szczytu formy na najbliższe tygodnie.
– Taki jest plan, robimy wszystko, by ten peak formy nastąpił właśnie teraz. Obecnie schodzimy już z największych obciążeń treningowych. W ostatnim meczu z Kwidzynem czuliśmy jeszcze ciężar w nogach, ale trener uspokajał nas, że to naturalny efekt intensywnej pracy siłowej. Widząc dzisiejszy, lżejszy plan zajęć, jestem optymistą i mam nadzieję, że w czwartek wyjdziemy na boisko z pełną energią.
Na koniec rozmowy poruszono temat jego gry na pozycji środkowego rozgrywającego. Moryto przyznał, że nowa rola sprawia mu satysfakcję i jest gotowy pomagać zespołowi tam, gdzie jest to potrzebne.
– Lubię grać na każdej pozycji i zawsze zgłaszam trenerowi gotowość do pomocy tam, gdzie akurat pojawia się problem kadrowy. Dla mnie najważniejsza jest sama obecność na boisku, a nie konkretna rola. Gra na środku sprawiła mi dużą frajdę, zwłaszcza że występowałem tam już w czasach juniorskich, więc mogłem sobie przypomnieć pewne nawyki.