W piątek (10 kwietnia) stadion Korony Kielce stał się miejscem wyjątkowego spotkania przeszłości z teraźniejszością. Praktycznie dokładnie 20 lat po otwarciu obiektu (oficjalne otwarcie odbyło się 1 kwietnia), który w 2006 roku był najnowocześniejszym stadionem w kraju, do Kielc wrócili bohaterowie sezonu 2005/2006. To właśnie wtedy beniaminek z województwa świętokrzyskiego nie tylko utrzymał się w lidze, ale także zachwycił ofensywną grą i był o krok od europejskich pucharów.
Na zaproszenie klubu pojawili się jednak nie tylko gwiazdy tamtego sezonu, ale i inni zawodnicy, którzy zasłużyli się w historii kieleckiej drużyny. Na Exbud Arenę przybyli więc: Grzegorz Bonin, Przemysław Cichoń, Marcin Drzymont, Paweł Golański, Hernani, Marcin Kaczmarek, Robert Kolendowicz, Marcin Kośmicki, Grzegorz Piechna, Marcin Robak, Paweł Sasin, Łukasz Szymoniak i Marek Szyndrowski, a także członkowie sztabu szkoleniowego: Ryszard Wieczorek, Michał Gębura, Piotr Wojdyga, Andrzej Szołowski, Grzegorz Podsiadło, Marek Konieczny i Paweł Wolicki. Spotkanie z kibicami, wspólne rozmowy i możliwość zdobycia autografów sprawiły, że wielu fanów mogło choć na chwilę wrócić do złotych czasów klubu.
Jednym z tych, którzy chętnie wracali pamięcią do tamtych chwil, był Grzegorz Bonin – jeden z symboli ofensywnej gry Korony. Były skrzydłowy nie ukrywał, że mimo upływu lat emocje wciąż są żywe:
– To na pewno bardzo fajna inicjatywa. Z niektórymi chłopakami gdzieś tam utrzymujemy kontakt, ale są też tacy, których nie widzieliśmy od lat, więc tym bardziej cieszy takie spotkanie. Nawet spojrzałem sobie ostatnio na nasze składy i miejsce w tabeli – nie miałem świadomości, że w tym pierwszym sezonie zajęliśmy piąte miejsce. Tak naprawdę zabrakło nam tylko dwóch punktów do europejskich pucharów… To był naprawdę świetny czas. Graliśmy wtedy ofensywnie, dużo skrzydłami, to była taka piłka, która mogła się podobać. Na pewno jest co wspominać.
Dziś Bonin nadal pozostaje przy futbolu, pracując jako trener:
– Jestem trenerem w czwartej lidze, w Lwarcie Lubartów. Można powiedzieć, że cały czas kręcę się wokół piłki. Na co dzień wciąż jestem blisko sportu.
Wielu kibiców najbardziej czekało jednak na spotkanie z Grzegorzem Piechną – legendarnym napastnikiem i królem strzelców tamtego sezonu. On również nie krył radości z powrotu do Kielc i spotkania z dawnymi kolegami:
– Myślę, że to bardzo fajna inicjatywa. Dawno się nie widzieliśmy i po 20 latach spotykamy się w takim gronie. Duże brawa dla klubu za organizację – to dla nas naprawdę miłe, że możemy się tu razem spotkać w tak licznej grupie.
Nie zabrakło też nuty humoru:
– Kiedy grałem, to zawsze coś przywoziłem – w poniedziałki było to tradycją. Ale czasy się zmieniły – teraz są dietetycy, inne wymagania. My wychowywaliśmy się jeszcze na starej szkole.
Równie ważnym elementem tego spotkania były relacje między samymi zawodnikami, które, jak się okazuje, przetrwały próbę czasu. Marek Szyndrowski podkreślał, że dla wielu z nich to nie było pierwsze spotkanie po latach:
– Może nie ze wszystkimi, ale z większością utrzymujemy kontakt. Z niektórymi spotykamy się regularnie, jeździmy nawet razem na wakacje. Tym bardziej cieszy, że możemy się tu wszyscy zobaczyć. Często wracam myślami do tamtego okresu – spędziłem tu kilka lat, więc naprawdę jest co wspominać i o czym opowiadać.
Szczególny wymiar miała także obecność trenera Ryszarda Wieczorka, który prowadził Koronę w jej historycznym momencie. Szkoleniowiec nie ukrywał, że był to jeden z najważniejszych etapów jego kariery:
– To był jeden z najlepszych okresów w mojej pracy. To, że zespół grał dobrze, to przede wszystkim zasługa tych piłkarzy, którzy się tutaj pojawili. Ja miałem przyjemność prowadzić tę drużynę. Graliśmy ofensywnie, przyciągaliśmy kibiców na trybuny – to mogło się podobać. Pamiętam, jak obserwowaliśmy budowę stadionu, przyjeżdżaliśmy tutaj i z niecierpliwością czekaliśmy, aż w końcu będziemy mogli na nim zagrać. To było coś wyjątkowego – pracować na najlepszym obiekcie w Polsce.
Dziś Wieczorek wciąż pozostaje aktywny, choć, jak sam przyznaje czeka na kolejne wyzwanie:
– Mam co robić, bo pomagam synowi w prowadzeniu firmy, ale nie ukrywam – cały czas czekam na telefon i nowy projekt.
Choć sam mecz z Jagiellonią zakończył się remisem 1:1, tego dnia wynik miał drugorzędne znaczenie. Najważniejsze były emocje, wspomnienia i możliwość ponownego spotkania ludzi, którzy zapisali jedną z najpiękniejszych kart w historii Korony Kielce.

















Napisz komentarz
Komentarze