– Arek Moryto najprawdopodobniej wróci na sto procent. Rano z nim rozmawiałem i czuje się dużo lepiej, więc mam nadzieję, że zagra. Szymon Sićko – nie wiadomo. Na razie nie może trenować. Zobaczymy, czy zagra i na ile. Trzeba pamiętać, że to są tylko ludzie. Po chorobie czasem ledwo wchodzi się po schodach, a my myślimy, że to maszyny. Dylan Nahi? Jestem mu wdzięczny, że zagrał z bólem do końca w Berlinie. Teraz jest wielkie zapytanie, bo od tamtego meczu tylko się regeneruje. Jeśli wyjdzie w środę, to bez żadnego treningu. Alex na pewno nie będzie. Mam nadzieję, że Michał Olejniczak będzie gotowy do grania, bo sędziowie go „oszczędzili”.
Trener podkreślił również, że mimo problemów kadrowych zespół pokazał charakter w ostatnich tygodniach.
– Najważniejsze jest to, żeby zawodnicy byli zdrowi i wracali do gry. W najtrudniejszych momentach potrzebujemy liderów. Patrząc na to, co przeżyliśmy we wrześniu i październiku, jestem bardzo zadowolony z chłopaków i wdzięczny im, że wytrzymali presję, kiedy opowiadano o nas niepotrzebne rzeczy. Oni są tylko ludźmi – uwierzcie w to, co robią. Nie będziemy teraz odpalać fajerwerków po kilku dobrych wynikach. Twardo stąpamy po ziemi. W środę czeka nas niesamowicie trudny mecz. Przyjadą bracia Costa, Salvador. To zespół, na który patrzy się jak na bajkę.
Dujszebajew zaznaczył, że stawką meczu jest bardzo wiele, ponieważ zwycięstwo otworzy drogę do walki o 3. lub 4. miejsce w grupie.
– Co roku, startując w Lidze Mistrzów, chcemy być jak najwyżej w tabeli, ale nie zawsze się to udaje. We wrześniu i październiku byliśmy w trudnej sytuacji zdrowotnej, teraz krok po kroku wracamy. Tych obecnych szans nie byłoby bez wcześniejszych zwycięstw w Bukareszcie, u nas z nimi, z Kolstad czy w Nantes. Musimy podchodzić do tego z zimną głową.
Szkoleniowiec został zapytany także o nierówną formę Sportingu i źródło jego siły.
– Jeden powód: „Kiko” Costa. Zawsze mówię, że Gidsel jest z innej planety, a potem są tacy zawodnicy jak Dika Mem czy właśnie Costa – gracze praktycznie nie do zatrzymania. Martim to maszyna do zdobywania bramek, ale „Kiko” to dla mnie obecnie drugi zawodnik na świecie.
Odnosząc się do porównań i potencjału portugalskiej gwiazdy, trener dodał:
– Może gonić Gidsela, ale Gidsel gra w Danii, a on w Portugalii – z całym szacunkiem dla ligi portugalskiej. Dania ma po dziesięciu zawodników na każdą pozycję. Portugalia ma świetną reprezentację, ale to wciąż inny poziom.
Dujszebajew podkreślił, że kluczem będzie zarówno skuteczność w obronie, jak i mądrość w ataku.
– Najpierw musimy zobaczyć, jak zatrzymać ich w obronie. Mamy swoje plany, które trzeba zrealizować na boisku. Sporting zdobywa bardzo dużo bramek, więc musimy być gotowi na intensywny mecz. Musieliśmy wygrać z Veszprém, żeby „żyć”. Wygrana w Berlinie dała nam kolejny oddech. Teraz czas na następny krok. Najważniejszy mecz jest w środę, bo zwycięstwo daje szansę na 3. lub 4. miejsce. Cały czas mam w głowie, kto zagra, czy Szymon, czy Dylan. W meczu z Płockiem oszczędzałem Benoîta i Jorge, jedynych dwóch leworęcznych, których mam w stu procentach zdrowych. Choć cały czas mam nadzieję, że Arek Moryto też zagra.
Trener jasno zaznaczył, że aby pokonać Sporting, Industria musi zagrać kompletne spotkanie.
– Nie mogę powiedzieć, czy wygramy obroną czy atakiem. Musimy zagrać dobrze w ataku, żeby nie dawać im kontr, i dobrze w obronie. To musi być kompletny mecz w naszym wykonaniu, ponieważ gramy przeciwko drużynie, która ma młodość, głód i dynamikę. Grając u siebie, przy naszych kibicach, zawsze mamy trochę większe szanse.
Dujszebajew docenił też indywidualności rywala, przypominając spotkanie w Lizbonie.
– Salvador Salvador jest bardzo ważny, ale bracia Costa robią niesamowite wrażenie swoim ciągiem na bramkę. Czasami trudno zrozumieć, jak oni to robią. To wielkie indywidualności, ale funkcjonują jako fantastyczny zespół. Pamiętam mecz w Lizbonie – nie było Martima Costy, wyszedł Salvador i rzucił nam dziewięć bramek z dziesięciu rzutów. Nie możemy lekceważyć nikogo. Każdy zawodnik Sportingu może zrobić różnicę.
Na koniec dodał, że spotkanie może być podobne do tego rozegranego w Lizbonie, ale z innym zakończeniem.
– Może być podobne, ale mam nadzieję, że wynik będzie odwrotny, bo gramy u siebie przy dopingu naszych kibiców.