Jarosiewicz przyznał, że nie potrafi wskazać jednej przyczyny nagłego załamania gry zespołu:
– Ciężko coś powiedzieć. Naprawdę nie wiem, co się stało, bo pierwsza połowa była super. W końcu przełamaliśmy to, z czym mieliśmy problem w poprzednich potyczkach – z Berlinem czy z Veszprem. Dziś moim zdaniem zagraliśmy bardzo dobre zawody w pierwszej połowie. Z kolei w drugiej gdzieś ten mecz nam niestety uciekł. W okolicach 40. minuty z przewagi dwóch bramek zrobiło się sześć. To trochę podcina skrzydła i trudno było wrócić do gry. Ale myślę, że walczyliśmy do końca, żeby ten wynik był jak najlepszy. Niestety, nie udało się – powiedział skrzydłowy Industrii Kielce.
Piotr Jarosiewicz po spotkaniu nie szukał usprawiedliwień. W jego słowach pobrzmiewała sportowa złość i rozczarowanie własną grą.
– Trudno mi coś powiedzieć. Nie chcę także za dużo mówić – wiadomo, jestem zdenerwowany i z tego powodu jestem trochę głową gdzie indziej. Nie jestem zadowolony ze swojego występu. Nie chcę też powiedzieć czegoś, czego później bym żałował. Dlatego wolę zachować spokój i na chłodno to przeanalizować. Mogę tylko przeprosić – że to wyglądało tak, jak wyglądało – zakończył zawodnik.
Porażka z Nantes była kolejnym trudnym doświadczeniem dla zespołu Talanta Dujszebajewa, który wciąż szuka stabilności formy. Mimo osłabionego składu i licznych kontuzji, Industria Kielce wciąż wierzy, że może wrócić na zwycięską ścieżkę.
Choć skrzydłowy nie szukał wymówek, jego słowa dobrze oddają nastroje w drużynie – świadomość błędów, sportową złość i wiarę, że jeszcze nic nie jest stracone.



















Napisz komentarz
Komentarze