Kołowy przyznał, że choć jego nazwisko pojawia się w gronie kandydatów do przejęcia opaski kapitana po Alexie Dujszebajewie, obecnie nie przywiązuje do tego większej wagi.
– Chyba jestem jednym z kandydatów. To już mój dziewiąty rok w Kielcach, wcześniej byłem też w radzie drużyny. Ale to nie jest teraz najważniejsze. Dopiero wróciliśmy do treningów, wczoraj spotkaliśmy się na grillu i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Gdy trener podpisał kontrakt, już chciałem wracać do pracy, ale pomyślałem, że on też musi trochę odpocząć.
Karalek nie ukrywał, że po zakończeniu poprzedniego sezonu potrzebował odpoczynku, ale równie mocno czekał na rozpoczęcie przygotowań.
– Odpocząłem i fizycznie, i mentalnie. Pięć tygodni przed przyjazdem do Kielc zacząłem już indywidualne treningi, więc teraz będzie tylko łatwiej. Samemu ciężko się trenuje. Nawet kiedy idziesz pobiegać, dobrze jest mieć obok kogoś do rywalizacji.
Latem kadra Industrii przeszła dużą przebudowę, jednak Karalek wierzy, że nowi zawodnicy szybko odnajdą się w zespole.
– Na razie chcemy zdobyć pierwszy puchar w tym sezonie, czyli Superpuchar. Wiemy, że nie będzie łatwo, ale mamy nowych zawodników z dużą klasą. Luka Klarica rozegrał mnóstwo meczów w Lidze Mistrzów i myślę, że dostosowanie się do naszej taktyki nie będzie dla niego aż tak trudne. Dejan Milosavljev to też światowa klasa. On ma po prostu bronić. Myślę, że im szybciej zrobimy integrację, tym szybciej zaczniemy rozumieć się na boisku.
Sporo miejsca poświęcił również najmłodszemu z nowych zawodników – Kiryłowi Rabczyńskiemu, którego dobrze zna z reprezentacji Białorusi.
– To człowiek do pracy. Jak obudzisz go w nocy i powiesz, że ma biegać, to będzie biegał. Jest bardzo spokojny, pochodzi z małego miasteczka i ma ogromny potencjał, żeby grać po 60 minut w ataku i obronie. Ma dopiero 20 lat, za tydzień skończy 21. To jeszcze dziecko. Ja do Kielc przyszedłem później niż on. Oczywiście będzie mu ciężko, bo to dla niego nowy świat. Jeszcze niedawno oglądał nas w telewizji w Lidze Mistrzów, a teraz sam podpisał kontrakt z zespołem grającym w tych rozgrywkach. Nie możemy od razu wymagać od niego, żeby rzucał po piętnaście bramek w każdym meczu.
Sam Karalek miał jedynie raz możliwość trenowania z Rabczyńskim na zgrupowaniu reprezentacji.
– Miałem go tylko raz na zgrupowaniu. Powiedziałem mu za pierwszym razem: „jeszcze raz i koniec”.
Karalek zdradził również, że jeszcze przed transferem zachęcał swojego rodaka do nauki języka polskiego.
– Kiedy byłem u nich w grudniu na treningach, zapytałem go, czy mówi po polsku. Powiedział, że nie, więc powiedziałem: „Masz czas do lipca. Jak przyjedziesz do Kielc, masz mówić po polsku”. Miał nauczyciela, co tydzień lekcje. Mówiłem mu, że najważniejszy jest początek, a później wszystko szybko złapie. Teraz mówi, że rozumie około 90 procent tego, co trener i zawodnicy mówią.
Doświadczony kołowy nie ukrywa, że po zdobyciu mistrzostwa Polski apetyty w Kielcach są jeszcze większe.
– Energii mamy bardzo dużo. Ciężko teraz nawet usiedzieć w miejscu, bo już chciałoby się iść na siłownię. Wygraliśmy ligę i chcemy iść dalej. Dawno nie byliśmy tam, gdzie chcemy być. Dwa lata temu graliśmy ćwierćfinał z Magdeburgiem i chcemy znowu dojść do takiego poziomu. Idziemy krok po kroku. Każdy kolejny mecz będzie dla nas finałem.
Na zakończenie odniósł się do nowego formatu Ligi Mistrzów.
– To będzie coś innego. Nigdy wcześniej nie graliśmy w takim systemie. Dla kibiców i dla wszystkich coś nowego jest zawsze ciekawe. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Teraz forma musi być w każdym meczu. Nie będzie już takiej sytuacji, że ktoś słabo zacznie sezon, a później wszystko odrobi. Wystarczy popatrzeć na Magdeburg – kiedyś awansował dalej mimo słabego początku. Teraz byłoby o to dużo trudniej. Myślę, że nowe rozwiązania są dobre, ale zobaczymy w trakcie sezonu, jak sprawdzą się w praktyce.

Napisz komentarz
Komentarze