– Dobry występ i duży krok do przodu. To jest najważniejsze w tym wszystkim. Kiedy zaczynasz gdzieś grę, pracę w nowym systemie, wiele razy mówiłem, że wynik jest konsekwencją pracy i my wierzymy w to, co robimy. Po straconej bramce nie zmieniliśmy systemu, nie zmieniliśmy gry, tylko konsekwentnie graliśmy to, co zaplanowaliśmy. Zostaliśmy nagrodzeni jedną bramką, szkoda, że nie drugą. Myślę, że tylko punkt, ale bardziej mnie buduje to, jak drużyna się rozwija i jak reaguje na takie niepowodzenia, jak są w pierwszej połowie. Legia jest mocna, nie ma co ukrywać. W tych pierwszych meczach pokazała, że trener Papszun robi swoją robotę, ale my też robimy swoją robotę i tutaj nie popadamy ani w huraoptymizm, ani nie popadamy w jakąś taką ślamazarność, czy nie załamujemy się po porażce w Białymstoku. My robimy swoją robotę. Wierzymy w to, co robimy i to jest najważniejsze w tym wszystkim.
Kapitan Korony odniósł się również do niewykorzystanych sytuacji. Jego zdaniem w pierwszej połowie kielczanom zabrakło przede wszystkim odrobiny szczęścia, a niekoniecznie większej pewności siebie pod bramką rywala.
– Równie dobrze można powiedzieć, że zabrakło nam szczęścia w pierwszej połowie, bo odbicie się od poprzeczki, czy piłka ląduje w bramce, czy nie, wiele razy mówię, że wynik to jest składowa wielu małych rzeczy. Dzisiaj uważam, że nie wygraliśmy przez pół metra, że piłka nie odbiła się, czy pół centymetra, że piłka nie odbiła się niżej. Okej, to się zdarza. Najważniejszy jest rozwój, najważniejsze jest to, jak zareagowaliśmy. Jako kapitan tego zespołu to mnie najbardziej napawa optymizmem, także to jest dla mnie najważniejsze.
Stępiński zdobył wyrównującą bramkę, przełamując tym samym serię meczów bez trafienia. Sam zawodnik przekonywał jednak, że nie odczuwał szczególnej presji związanej z oczekiwaniem na gola.
– Ja jestem 16. rok w zawodowej piłce. Ja wiem, jaką pracę wykonuję na treningach i jestem konsekwentny w tym. Po prostu robię swoją pracę i wiem, że to przyniesie prędzej czy później efekty. Dlatego okej, fajnie, że dzisiaj zdobyłem tę bramkę, ale to jest pierwsza bramka. Tym się nie zadowalam i podchodzę do tego bardzo spokojnie, bo wiele meczów przed nami, wiele punktów do zdobycia przed nami. Miejmy nadzieję, że to będzie pierwsza z wielu, ale też podchodzę spokojnie do tego, że muszę dalej pracować, muszę dalej być konsekwentny w tym, co robię i muszę się przede wszystkim czuć dobrze fizycznie. Jak się dobrze czuję fizycznie, no to wszystko będzie dobrze.
31-latek nie ukrywał natomiast, że wyjątkowym momentem była reakcja kibiców na jego trafienie. Na trybunach Exbud Areny pojawiło się tego wieczoru komplet fanów, którzy przez całe spotkanie głośno wspierali gospodarzy.
– Napastnik żyje po to, żeby strzelać bramki, więc zakłamywałbym rzeczywistość, gdybym powiedział, że nie było miło. Dla mnie jestem na boisku po to, żeby zdobywać bramki. Czasami się udaje, czasami nie, ale jestem rozliczany z tego, czy zdobywam bramki, czy nie, więc oczywiście, że było bardzo miło. Dzisiaj kibice, nie ma co mówić, nieśli nas przez całe spotkanie.
Stępiński został również zapytany o współpracę z Morganem Fassbenderem. Niemiec zastąpił w wyjściowym składzie nieobecnego Dawida Błanika i po raz pierwszy wystąpił od początku na skrzydle w barwach Korony.
– Robiliśmy to, co zaplanowaliśmy, konsekwentnie realizowaliśmy te założenia i mieliśmy dwa tygodnie, żeby to potrenować. Myślę, że dobrze mi się współpracowało. Mieliśmy parę takich piłek między sobą wymienionych. Mogłem mieć asystę do niego. Niestety, tak jak mówiłem wcześniej, troszkę zabrakło szczęścia, ale jestem zbudowany całą postawą zespołu.

Napisz komentarz
Komentarze