Niedzielny wieczór, 13 września, był ostatnim akcentem pierwszej edycji Army Days w Kielcach. Po dwóch dniach pokazów sprzętu, koncertów orkiestr wojskowych, musztry i wydarzeń Festiwalu Artystycznego Wojska Polskiego organizatorzy przenieśli finał na Kadzielnię. O godz. 20 rozpoczął się koncert galowy Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego pod dyrekcją płk. Mariusza Dziubka. Na scenie wystąpili także Doda, Kamil Bednarek, Piotr Cugowski, Patrycja Markowska, Grubson i Stasiek Kukulski.
Sam zestaw nazwisk mógł sugerować typowy koncert galowy: kolejni artyści, kolejne przeboje, wielki finał i koniec. Tyle że ten koncert został zbudowany zupełnie inaczej.
Najważniejszy nie był jeden wykonawca. Najważniejsze było to, co działo się pomiędzy wykonawcami, orkiestrą i chórem.
To właśnie Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego stworzył konstrukcję całego wieczoru. Duża orkiestra nie stanowiła tła dla zaproszonych gwiazd, ale była pełnoprawnym partnerem. Podobnie chór, który w kolejnych utworach nie tylko wzmacniał brzmienie, lecz zmieniał ich charakter i skalę.
Nad całością czuwał płk Mariusz Dziubek. I jeżeli szukać osoby, która faktycznie spinała ten koncert, to właśnie jego rola była kluczowa. W produkcji, w której na jednej scenie spotykają się dziesiątki muzyków, chór, soliści, artyści popowi i rockowi, światło, multimedia oraz precyzyjnie zaprogramowane wizualizacje, dyrygent przestaje być wyłącznie osobą prowadzącą orkiestrę. Staje się reżyserem muzycznym całego widowiska.
To było widać i przede wszystkim słychać.
Program zestawiał pieśni związane z tradycją wojskową z utworami dobrze znanymi z polskiej sceny. Zabrzmiały m.in. „My, pierwsza brygada”, „O chłopakach z AK” i „Oj dziewczyno, oj niebogo”, ale także „Dni, których nie znamy”, „Zegarmistrz światła” czy „Wierzę w lepszy świat”. Nie chodziło jednak o odtworzenie kolejnych znanych melodii. Utwory zostały przygotowane w nowych aranżacjach, wykorzystujących możliwości dużej orkiestry i chóru.
I właśnie wtedy koncert był najciekawszy.
Doda wykonująca „Rotę”, Piotr Cugowski w repertuarze, który wymaga dużego głosu i jeszcze większej muzycznej dyscypliny, czy artyści kojarzeni ze współczesną sceną stający przed wojskową orkiestrą – to mogło być ryzykowne. Nie było. Różne style nie zostały wrzucone do jednego programu przypadkowo. Aranżacje pozwoliły nadać im wspólny język.
Ogromne znaczenie miała także warstwa wizualna koncertu. Przy dużych widowiskach multimedia często mają jedno zadanie: zrobić wrażenie. Na Kadzielni obraz został podporządkowany muzyce. Wizualizacje zmieniały charakter razem z repertuarem, światło prowadziło kolejne części koncertu, a wielkoformatowe ekrany nie odciągały uwagi od sceny, lecz pomagały budować jej skalę.
Muzyka, chór, orkiestra, dyrygent i obraz pracowały razem. To pozornie oczywiste zdanie jest w praktyce jednym z najtrudniejszych elementów dużych produkcji. Można mieć najlepszą technikę, największy ekran i najmocniejsze reflektory, a mimo to stworzyć wydarzenie, w którym każdy element funkcjonuje osobno. Tutaj udało się tego uniknąć.
I dlatego niedzielny koncert warto traktować szerzej niż tylko jako finał trzydniowej imprezy.
Army Days od początku miały rozszerzyć wydarzenia związane z wojskiem poza teren Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego. Przez wcześniejsze dni Kielce były miejscem rozmów o uzbrojeniu, nowych technologiach, kontraktach i bezpieczeństwie. Army Days przeniosły ten temat do centrum miasta. Na Placu Wolności stanęły m.in. Abramsy, K2, Borsuk, Rosomaki, Kraby oraz systemy Homar. Były pokazy, orkiestry wojskowe, Festiwal Artystyczny Wojska Polskiego i wydarzenia skierowane bezpośrednio do mieszkańców.
Kadzielnia pokazała ostatni element tej układanki – kulturę.
I być może właśnie tego obrazu wojska w przestrzeni publicznej brakowało najbardziej. Nie tylko armii prezentującej najnowocześniejszy sprzęt. Nie tylko żołnierzy podczas oficjalnego apelu. Także ludzi, którzy grają, śpiewają, tańczą i potrafią stworzyć profesjonalną produkcję sceniczną na poziomie dużego wydarzenia muzycznego.
Festiwal Artystyczny Wojska Polskiego z założenia ma prezentować ten mniej oczywisty obszar działalności armii. Finał na Kadzielni pokazał go bez konieczności tłumaczenia, dlaczego jest potrzebny.
Publiczność dostała koncert atrakcyjny także dla kogoś, kto z wojskiem zawodowo nie ma nic wspólnego. Były znane utwory i popularni artyści, ale jednocześnie cały czas obecna pozostawała tożsamość wydarzenia. Mundur nie został ukryty za popową scenografią, a repertuar patriotyczny nie został potraktowany jako obowiązkowy przerywnik między przebojami.
To ważna różnica.
Bo największą sztuką nie jest dziś zorganizowanie dużego koncertu. Można wynająć scenę, światła, ekrany i zaprosić nazwiska, które zagwarantują zainteresowanie.
Znacznie trudniej stworzyć wydarzenie, które ma własny charakter i nie gubi go przy pierwszym wejściu gwiazdy.
Na Kadzielni ten charakter został zachowany od początku do końca.
Finał Army Days był więc nie tylko zwieńczeniem trzydniowego wydarzenia. Był dowodem, że Kielce mogą wokół MSPO budować znacznie szerszą opowieść – taką, która nie kończy się wraz z zamknięciem targowych hal i nie jest przeznaczona wyłącznie dla branży obronnej.
Przez kilka dni wojsko było obecne w centrum miasta, a w niedzielny wieczór dostało jedną z największych scen regionu.
I wykorzystało ją nie do kolejnej prezentacji swojej siły, ale do pokazania swojej kultury.
To właśnie było w tym finale najciekawsze.

Napisz komentarz
Komentarze