Są miasta, których historię można zamknąć w kilku datach. W przypadku Zawichostu byłoby to chyba największym możliwym uproszczeniem.
Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z około 1148 roku. Zawichost był grodem kasztelańskim i osadą targową położoną przy ważnej przeprawie przez Wisłę. W 1205 roku rozegrała się tu jedna z ważnych bitew średniowiecznej Polski – książęta Leszek Biały i Konrad Mazowiecki pokonali wojska księcia halickiego Romana. Prawa miejskie Zawichost posiadał już przed połową XIII wieku, później stał się miastem królewskim, a okres największego rozwoju przypadł na XV i XVI stulecie, kiedy korzystał z położenia na szlaku prowadzącym z Krakowa na Litwę i Ruś oraz z handlu wiślanego.
To również historia miasta, które wiele razy musiało zaczynać od nowa.
Najazdy tatarskie, potop szwedzki, najazd Rakoczego, pożary, zarazy, wojny i powodzie pozostawiały po sobie zniszczenia. Dawny zamek, który za Kazimierza Wielkiego strzegł przeprawy przez Wisłę, ostatecznie zniknął, a jego pozostałości runęły do rzeki podczas wielkiej powodzi w 1813 roku.
A jednak Zawichost trwał.
I być może właśnie ta zdolność do zachowywania ciągłości mimo kolejnych historycznych pęknięć jest jednym z najciekawszych kluczy do zrozumienia tego miejsca.
Historia zapisana w murach. I ta, której w murach nie znajdziemy
Jednym ze świadków tej wielowiekowej historii jest kościół św. Jana Chrzciciela wraz z dawnym zespołem klasztornym, którego początki sięgają XIII wieku. Fundacja związana była z Bolesławem Wstydliwym i jego siostrą Salomeą. Kompleks przechodził przez kolejne zniszczenia i odbudowy, a po pożarze w 1944 roku został odtworzony z przywróceniem jego wczesnogotyckiego charakteru.
Ale w projekcie „Bliska Kultura. Głos Regionu” nie chodzi tylko o opisanie tego, co można zobaczyć.
We wniosku do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jednym z podstawowych założeń projektu jest dokumentowanie zarówno dziedzictwa materialnego, jak i niematerialnego. Chodzi więc także o to, czego nie można wpisać do rejestru zabytków: pamięć ludzi, opowieści rodzinne, lokalne zwyczaje, umiejętności, język, kuchnię, pieśni i doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie. Szczególną uwagę projekt kieruje na mniejsze miejscowości, których historie i środowiska twórcze są znacznie rzadziej obecne w regionalnym obiegu medialnym. Wniosek 128927-A2
W Zawichoście to dziedzictwo wciąż ma swoich właścicieli. Są nimi mieszkańcy.
Nie „dla mieszkańców”. Razem z mieszkańcami
Gośćmi audycji poświęconej Zawichostowi są Anna Paluch, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Zawichoście, Paulina Trojanowska – Najlepsza Gospodyni Województwa Świętokrzyskiego i członkini KGiGW w Czyżowie Szlacheckim, Dorota Grzesiak – przewodnicząca KGiGW „Sami Swoi” w Podszynie, Katarzyna Tenderowicz – członkini KGiGW w Zawichoście oraz Małgorzata Czajkowska, instruktorka akrobatyki w MGOKiS.
To nieprzypadkowy skład.
Bo jednym z pytań, które towarzyszą całemu projektowi, jest pytanie o to, kto właściwie tworzy lokalną kulturę.
Czy robi to instytucja? Dyrektor domu kultury? Instruktor? Artysta?
Czy może kultura zaczyna się wcześniej – wtedy, gdy ktoś pamięta przepis swojej babci, przechowuje stare fotografie, śpiewa pieśń zapamiętaną z dzieciństwa albo opowiada historię, której nie ma w żadnym podręczniku?
W Zawichoście odpowiedź brzmi: jedno nie istnieje bez drugiego.
Instytucja może stworzyć przestrzeń, pomóc, zorganizować, udokumentować i nadać działaniom większy zasięg. Ale źródłem lokalnego dziedzictwa pozostają ludzie.
Dwanaście miesięcy zapisanych smakiem
Dobrym przykładem jest projekt „Zawichojskie Smaki Czterech Pór Roku”.
Nie chodzi w nim wyłącznie o prezentowanie regionalnej kuchni. Mieszkańcy i lokalne środowiska sięgnęli do receptur, tradycji i pamięci związanej z jedzeniem. Efektem kolejnych działań stała się wydana w 2025 roku książka „Zawichojskie Smaki Czterech Pór Roku”.
I tutaj pojawia się zasadnicza różnica.
Można przygotować potrawę podczas wydarzenia, zjeść ją i następnego dnia pozostać wyłącznie ze zdjęciem.
Można też zapytać: kto nauczył cię ją robić? Jak nazywano ją w twoim domu? Kiedy pojawiała się na stole? Czy w sąsiedniej wsi przygotowywano ją inaczej?
Wtedy przepis przestaje być tylko instrukcją kulinarną.
Staje się dokumentem pamięci.
Bo pamięć trzeba zdążyć zapisać
Projekt nie powstał po to, aby tworzyć kolejny kalendarz imprez.
Jego celem jest również zachowanie głosu ludzi, zanim część opowieści przestanie mieć swoich świadków.
Dlatego tak ważne w zawichojskiej rozmowie są książki, czasopisma, lokalne wydawnictwa i dokumentowanie historii.
Nie jako biblioteczny dodatek.
Jako sposób ocalania pamięci.
Bo jeżeli nikt nie zapisze nazwy potrawy, rodzinnej historii, lokalnego powiedzenia, wspomnienia o dawnym Zawichoście czy losów ludzi związanych z tym miejscem, za kilkadziesiąt lat może już nie być kogo o nie zapytać.
Dziedzictwo nie kończy się na tym, co stare
Jest jeszcze druga strona projektu.
„Bliska Kultura. Głos Regionu” nie ma zamieniać miejscowości w skanseny.
Dlatego opowieść o Zawichoście prowadzi od średniowiecznego miasta, lokalnych tradycji i kuchni również do tego, co dzieje się dzisiaj.
Do dzieci i młodzieży.
Do zajęć artystycznych.
Do aktywności, które nie mają kilkusetletniego rodowodu, ale mogą zdecydować o tym, czy młody człowiek za kilkanaście lat nadal będzie czuł, że Zawichost jest jego miejscem.
W tym kontekście swoją rolę ma również akrobatyka prowadzona przez Małgorzatę Czajkowską. Bo kultura lokalna to nie tylko przekazywanie młodym gotowej opowieści o przeszłości.
To także pozwolenie im, żeby stworzyli własną.
Małe miasto nie oznacza małej kultury
Zawichost dobrze pokazuje jeszcze jedną rzecz, która była istotna już na etapie tworzenia projektu.
Największe ośrodki nie mają monopolu na kulturę.
I być może właśnie tutaj najpełniej wybrzmiewa sens nazwy „Głos Regionu”.
Nie chodzi o to, żeby przyjechać do małego miasta i opowiedzieć jego mieszkańcom, jaka jest ich kultura.
Chodzi o coś dokładnie odwrotnego.
Oddać mikrofon ludziom, którzy znają ją od środka.
Bo kultura jest bliska dopiero wtedy, kiedy można w niej rozpoznać własną historię.
Historię swojego miasta.
Rodziny.
Ulicy.
Koła gospodyń.
Domu kultury.
Przepisu zapisanego kiedyś na kartce.
I ludzi, dzięki którym to wszystko nie kończy się wraz z jednym pokoleniem.
W Zawichoście historia zaczęła się wiele wieków temu.
Ale najważniejsze jest to, że nadal ktoś ją opowiada.
Projekt „Bliska Kultura. Głos Regionu” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Napisz komentarz
Komentarze