Setki ludzkich kości, które psy targały do domu zostały odnalezione na terenie kopalni w Młynach. W sprawie interweniował Zbigniew Stonoga. - Na terenie żwirowni odnaleziono kości, czaszki, buty i ubrania. Zasiągnąłem informacji, że około rok temu proboszcz wywiózł tu stare, ścięte drzewa. Okazało się, że są tu ludzkie szczątki - mówi w nagraniu popularny społecznik.
W sprawie wszczęła śledztwo miejscowa prokuratura, ale okazało się, że duchowny nie popełnił przestępstwa, ponieważ nie miał wiedzy, że w miejscu wywozu starodrzewia są szczątki.
- Sytuacja jest tym bardziej bulwersująca, że osoba, która mi to przekazała, zgłaszała sprawę w lokalnym samorządzie, jednak nie podjęto żadnej reakcji - mówi Zbigniew Stonoga.
Ksiądz kanonik Marek Tazbir, proboszcz parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szańcu sprawę tłumaczy tak: - Jak dotarłem do źródeł historycznych, to były tam składane szczątki zmarłych w skutek epidemii cholery i one pojawiły się na terenie dawnej żwirowni - mówił.
Część szczątków została pozbierana wspólnie z mieszkańcami, proboszcz odprawił za zmarłych Mszę Świętą i postawił pomnik zmarłym na epidemię cholery w 1830 roku.
Jak się okazało, nie wszystkie szczątki zostały pozbierane jak należy. Proboszcz jest zaskoczony całą sytuacją. - Wykonawca zapewniał mnie, że szczątki pozbierał, piasek na terenie żwirowni był przesypywany przez sito. Ale jeśli szczątki się tam pojawiły, pozbieramy i w miejsce, które jest przygotowane to godnie pochowamy - mówił proboszcz.
Na miejscu pracuje policja. - Funkcjonariusze zabezpieczają miejsce znaczenia, na miejscu pracuje prokurator. Policja będzie wyjaśniać co to za szczątki, będą prowadzone przesłuchania i sprawdzimy, czy nie doszło do zbezczeszczenia zwłok - mówi asp. szt. Artur Majchrzak z Zespołu Prasowego Świętokrzyskiej Policji.
Cały materiał do zobaczenia tutaj:

















Napisz komentarz
Komentarze