17-letni Stanisław Sokołowski opowiada, że na przystanku zauważył osobę, która upadła i straciła przytomność. W działaniach pomógł mu kierowca miejskiego autobusu, który okazał się strażakiem ochotnikiem.
- Siedząc w samochodzie zobaczyłem jak ta osoba upada. Doznała rozcięcia łuku brwiowego, co spowodowało obfite krwawienie w okolicach twarzy i głowy. Podszedłem do niej, zatamowałem krwotok i spróbowałem zebrać podstawowe informacje o stanie tego człowieka. W tym czasie zatrzymał się autobus miejski linii 7, a kierowca, który z niego wysiadł, okazał się strażakiem ochotnikiem z Tychowa i wspólnie udzielaliśmy pomocy. W międzyczasie ktoś z obecnych wezwał pogotowie - relacjonuje nastoletni strażak.
Jak podkreśla Stanisław, kluczowe okazały się umiejętności zdobyte podczas zajęć w młodzieżowej drużynie pożarniczej.
- Takie sytuacje zapalają czerwoną lampkę w głowie. Wszystkiego nauczyłem się właśnie w młodzieżowej drużynie pożarniczej - mówi Stanisław i dodaje, że nie należy się bać. Kluczem jest wiedza w jaki sposób trzeba sie zachować.
Drużyna w Lubieni działa od 18 lat i wychowała już wielu przyszłych strażaków, zarówno zawodowych, jak i ochotników.



















Napisz komentarz
Komentarze