Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu Radio Rekord onair Radio Rekord onair
niedziela, 24 maja 2026 01:31
Reklama

Zieliński po ostatnim meczu sezonu: Naprawdę doceniam to, co zrobiliśmy

W ostatnim meczu sezonu PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała na wyjeździe z Cracovią 1:1. Drużyna Jacka Zielińskiego bardzo szybko objęła prowadzenie po trafieniu Tamara Svetlina, jednak gospodarze odpowiedzieli już w szóstej minucie. Więcej bramek przy Kałuży już nie padło, a taki rezultat oznacza, że Korona zakończyła sezon 2025/2026 na 11. miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Po spotkaniu trener Jacek Zieliński podsumował przebieg meczu, odniósł się do kontuzji swoich zawodników oraz ocenił cały sezon w wykonaniu kielczan.
Zieliński po ostatnim meczu sezonu: Naprawdę doceniam to, co zrobiliśmy

Źródło: fot. Paula Duda/Korona Kielce

– To był bardzo specyficzny mecz. Fajnie się zaczął, bo pierwsza akcja przyniosła nam bramkę, ale niestety nie potrafiliśmy tego uszanować. Cracovia szybko wyrównała, a później spotkanie bardzo się zamknęło. Praktycznie nie było sytuacji ani większego ryzyka z obu stron. O ile Cracovię jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo remis dawał jej utrzymanie, o tyle my jesteśmy zwyczajnie wkurzeni, bo chcieliśmy ten mecz wygrać. Nie mieliśmy jednak za bardzo argumentów i dlatego skończyło się tak, jak się skończyło.

Jak podkreślił trener kielczan, jego drużynie zabrakło dziś intensywności i gry pod presją, która wcześniej często działała na Koronę mobilizująco.

– Mówiłem już przed meczem w Kielcach, że być może lepiej funkcjonujemy wtedy, gdy gramy pod presją. Dzisiaj tej presji było mniej i czegoś nam zabrakło. Mimo wszystko ogromne słowa uznania dla chłopaków za cały sezon. To był bardzo trudny i szalony sezon, a końcowe rozstrzygnięcia pokazują, jak bardzo był nieprzewidywalny.

Trener Korony odniósł się również do urazów Marcela Pięczka i Dawida Błanika, którzy opuścili boisko jeszcze w pierwszej połowie.

– To na pewno nie są drobne urazy, bo z takimi kontuzjami nie schodzi się z boiska. Dawid Błanik od dłuższego czasu był „stawiany na nogi”, jeszcze nawet przed meczem z Widzewem. Dzisiaj łydka mocno dała o sobie znać i musimy go dobrze zdiagnozować. Z kolei Marcel narzekał na ból mięśnia czworogłowego. Wydawało się, że to tylko skurcze, ale chyba jednak nie. Na szczęście teraz jest czas, żeby się podleczyć, bo gdyby sezon miał jeszcze trwać, byłoby ciężko to wszystko poskładać.

Szkoleniowiec zdradził także powód absencji Pau Resty.

– Po meczu z Widzewem miał problem z kręgosłupem. Wrócił do treningów, ale cały czas odczuwał dyskomfort. Nie było sensu go „dożynać”. Myślę, że ten czas odpoczynku mu pomoże i wróci zdrowy. Szczerze mówiąc, gdyby był do dyspozycji, to pewnie robilibyśmy trzy zmiany już w pierwszej połowie, więc być może tego uniknęliśmy. 

Trener przyznał, że czuje już pewną ulgę, że sezon się skończył, choć jednocześnie odczuwa niedosyt związany z wynikiem meczu z Cracovią.

– Dzisiaj to jest taka ulga pomieszana trochę z niedosytem, ale z drugiej strony jak to mówią: „lepiej dwóch rannych niż jeden zabity” i to się dzisiaj rzeczywiście sprawdziło. Natomiast plany na następny sezon będziemy układać w przyszłym tygodniu w Kielcach.

Zieliński został również zapytany o przyszłość zespołu i możliwe zmiany kadrowe.

– Nie zapowiada się żadna rewolucja, bardziej ewolucja. Trzon zespołu zostaje utrzymany. Wracają do nas zawodnicy z wypożyczeń – Budnicki z Polonii i Bąk ze Znicza. Myślę, że jeszcze coś do tego zespołu dołożymy. Jestem przekonany, że będziemy mocniejsi.

Podczas konferencji trener został zapytany również o ocenę Cracovii prowadzonej wcześniej przez Lukę Elsnera i później przez Bartosza Grzelaka.

– Szczerze mówiąc, mogłem obserwować Cracovię tylko z perspektywy kilkuset kilometrów i oglądać jej ostatnie mecze. Trudno porównywać dzisiejszą Cracovię do zespołu z końcówki rundy za trenera Elsnera. Tamta drużyna była rozpędzona, miała inne cele i marzenia. Był jeszcze Stojilković, który robił dużo jakości. Trener Grzelak przejmował zespół będący pod kreską i wiem doskonale, jak ciężko gra się o utrzymanie. Sam to tutaj kiedyś przeżywałem i wiem, jak wtedy wygląda atmosfera wokół klubu. Cracovia osiągnęła swój cel i się utrzymała. Co będzie dalej, zobaczymy. Myślę, że ten klub jest teraz w fazie przebudowy. Podejrzewam, że podobnie będzie z Koroną i za miesiąc czy półtora zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało.

Zieliński został również zapytany o obraz samego spotkania i przewagę Korony w środku pola, która jednak nie przełożyła się na sytuacje bramkowe.

– Mieliśmy przewagę, ale nic z niej nie wynikało. To był trochę przerost formy nad treścią. Mieliśmy duże posiadanie piłki, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. To nie jest nasza bajka – takie długie utrzymywanie się przy piłce daleko od bramki. Do tej pory bardziej stawialiśmy na grę bezpośrednią i fazy przejściowe. Tego dzisiaj zabrakło, ale Cracovia też kompletnie nie chciała się otworzyć, więc trudno było stworzyć przestrzeń do kontrataków. Spodziewałem się, że ten mecz może tak wyglądać, zwłaszcza przy wynikach z innych stadionów. Nie dziwię się Cracovii, że nie szła za wszelką cenę do przodu, bo jedna kontra mogła ją narazić na porażkę i wtedy zaczęłoby się prawdziwe gryzienie paznokci. My natomiast po prostu nie mieliśmy dziś argumentów, żeby ten mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Podczas konferencji pojawił się również wątek osobisty związany z wieloletnią pracą Zielińskiego w Cracovii i emocjami towarzyszącymi powrotowi do Krakowa.

– To trudne pytanie, bo oczywiście wiedziałem, jakie nastroje panują w Krakowie i zdawałem sobie sprawę z sytuacji. Ale stoję dziś po drugiej stronie barykady. Chcieliśmy wygrać ten mecz i dobrze zakończyć sezon. Ten sezon jest różnie oceniany przez media i opinię publiczną, ale myślę, że gdy kurz opadnie, spojrzy się na niego trochę inaczej. Słyszę czasami głosy, że Korona powinna bić się o puchary. Myślę, że ci, którzy tak mówią, powinni napić się bardzo zimnej wody albo znaleźć dobrego lekarza. Znamy swoje miejsce w szeregu. Zespół, który przez trzy ostatnie sezony walczył o utrzymanie do samego końca, nie zrobi nagle takiego skoku. To jest proces. Ja naprawdę doceniam to, co zrobiliśmy. Oczywiście ambicje były większe i chcieliśmy być wyżej, ale nie pozwolę też pomiatać tym zespołem czy zarzucać chłopakom braku zaangażowania. Absolutnie na to nie zasłużyli.

Trener Korony został także zapytany o wyjątkowo wyrównany i nieprzewidywalny sezon PKO BP Ekstraklasy.

– Ten sezon pokazał, że liga bardzo się wyrównała. To naprawdę ciężkie rozgrywki. Wystarczy spojrzeć na Simona Gustafsona. Chłopak wcześniej świetnie grał w Holandii i Szwecji, a tutaj miał problem z przebiciem się. To nie jest tak, że ktoś przychodzi z dużym CV i od razu będzie brylował w polskiej lidze. W wielu klubach tak myślano i niewiele brakowało do katastrofy. Jeszcze miesiąc temu można było mówić o wysokich celach, ale co dziś mają powiedzieć w Gdańsku? Po meczu z nami słyszałem głosy o europejskich pucharach, a teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dlatego trzeba docenić to, co osiągnęliśmy. Gramy dalej w Ekstraklasie, a na meczach w Kielcach praktycznie cały czas był komplet publiczności. To też jest duża zdobycz tego sezonu. Nie było tak, że ciągle szliśmy pod górkę i wszyscy się od nas odwracali. Kibice byli z nami.

Zdaniem Zielińskiego największą siłą Korony była atmosfera panująca w szatni i charakter zespołu.

– Siłą Korony zawsze była szatnia. To naprawdę specyficzna grupa. Mecz z Widzewem pokazał charakter i ducha „scyzorów”, który od lat unosi się nad tym klubem. Już ponad dwadzieścia lat temu, kiedy pracowałem tutaj po raz pierwszy, było podobnie. Myślę, że właśnie ta szatnia była naszą największą siłą. Mieliśmy też dobry sposób na grę. Oczywiście później rywale zaczęli nas lepiej rozczytywać, ale mimo wszystko były duże fragmenty sezonu, w których graliśmy naprawdę ciekawą piłkę. Statystyki i liczba stwarzanych sytuacji pokazują, że tych bramek powinno być więcej. Mam nadzieję, że poprawimy te detale i w przyszłym sezonie Korona będzie jeszcze lepsza. Bardzo na to liczę.

Na zakończenie konferencji przedstawiciele Cracovii wręczyli Jackowi Zielińskiemu symboliczny upominek z okazji 120-lecia klubu. Trener Korony nie krył wzruszenia i podziękował kibicom gospodarzy za ciepłe przyjęcie.

– Naprawdę nie spodziewałem się takiego przyjęcia ze strony kibiców Cracovii. Dzisiaj byłem przecież po drugiej stronie barykady, bo Cracovia potrzebowała punktów do utrzymania. Bardzo dziękuję za to ciepłe przyjęcie. Cieszę się, że ta pamięć o mnie tutaj została. A teraz chciałbym zapracować sobie na podobną estymę w Kielcach. Mam nadzieję, że tak się stanie – zakończył Jacek Zieliński.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Chcemy, żeby nasze publikacje były powodem do rozpoczynania dyskusji prowadzonej przez naszych Czytelników; dyskusji merytorycznej, rzeczowej i kulturalnej. Jako redakcja jesteśmy zdecydowanym przeciwnikiem hejtu w Internecie i wspieramy działania akcji "Stop hejt".
 
Dlatego prosimy o dostosowanie pisanych przez Państwa komentarzy do norm akceptowanych przez większość społeczeństwa. Chcemy, żeby dyskusja prowadzona w komentarzach nie atakowała nikogo i nie urażała uczuć osób wspominanych w tych wpisach.

Komentarze

ReklamaDrogeria Uroda
ReklamaDrogeria Labo
Reklama3d Ostrowiec
Reklama
Reklama