Resovia Rzeszów - KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski 3:0 (2:0)
KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski: Bartosz Klebaniuk - Daniel Morys (46. Jewhenij Bełycz), Eryk Marcinkowski, Piotr Łazarz, Jarosław Lis (75. Jakub Czajkowski), Maksym Horżuj - Dawid Kroczek (77. Sebastian Goc), Mateusz Nowak, Dawid Lisowski (56. Farid Ali), Jakub Górski (46. Damian Lepiarz) - Mateusz Majewski.
Pierwsza część spotkania zdecydowanie dla Resovii. Miejscowi już w 7 minucie, po strzale głową Mateusza Geńca wyszli na prowadzenie. Taki przebieg sytuacji podłamał skrzydła pomarańczowo-czarnym. Chwile później miejscowi ponownie przeprowadzili groźną akcję, jednak w sytuacji sam na sam z napastnikiem Resovii lepszy okazał się Klebaniuk. Wprawdzie podopieczni Łukasza Tarkowskiego kilkukrotnie zbliżyli się do bramki gospodarzy, brakowało jednak wykończenia. Strzały Kroczka, Lisowskiego czy Horzhuia nie dochodziły do celu. Dużo lepiej w sytuacjach podbramkowych spisywali się prowadzeni przez Kamila Kuzerę piłkarze Resovii. W 33 minucie kolejny cios i to strzałem głową zadał Bartosz Zimnicki. Schodząc na przerwę, gospodarze w dwumeczu mieli więc już trzy bramki przewagi.
W drugiej części spotkania na murawie nie zaszły większe zmiany, ostrowczanie próbowali akcji zaczepnych, jednak większość z nich zatrzymywana była przez piłkarzy z Rzeszowa już w środkowej części boiska a z nielicznymi, które dochodziły do bramki, dobrze radził sobie bramkarz gospodarzy Mikołaj Kwiatek.
Po meczu powiedzieli:
- Właściwie ciężko to skomentować, bo w dwumeczu byliśmy drużyną gorszą. Nie da się tutaj ukryć - mówił trener KSZO 1929 Łukasz Tarkowski - Ten mecz pierwszy bardziej na styku.
Natomiast ta nawet pierwsza część dzisiejszego spotkania już pokazała, że trochę nam brakowało tej pary, żeby tutaj grać w kontakcie. A tylko to, gdybyśmy byli w kontakcie cały czas z Resowią, by sprawiło, że byłaby jakaś szansa dla zmienników naszych w drugiej połowie, by to pociągnąć. Natomiast muszę powiedzieć, już nawet nie wchodząc w szczegóły tego spotkania, że mam duży szacunek do zawodników swoich, bo dali z siebie wszystko.
Wiadomo, to są wewnętrzne kwestie, ale wielu z nich grało dzisiaj na środkach przeciwbólowych. Różne urazy, większe, mniejsze. Naprawdę walczyli sami ze sobą, a później jeszcze musieli walczyć z rywalem.
Dlatego naprawdę dozgonny szacunek dla nich i też dla sztabu, bo ten okres był bardzo ciężki dla wszystkich, bardzo trudny. Ale koniec końców trzeba powiedzieć, że nie podołaliśmy. Trzeba pewnie wyciągnąć wnioski i zobaczyć, co dalej.
Nadchodzący sezon będzie już czternastym z kolei w którym zespół KSZO grać będzie w III Lidze.

Napisz komentarz
Komentarze