W sobotę, 4 lipca 2026 roku, plac festynowy w Nowinach zamienił się w centrum muzyki, spotkań i lokalnej energii. Program był szeroki, ale nie przypadkowy. Obok znanych artystów bardzo mocno wybrzmiała lokalna scena, a właśnie ten balans sprawił, że wydarzenie nie było kolejnym letnim koncertem a czymś więcej.
Zanim przed sceną zabrzmiały największe przeboje wieczoru, publiczności zaprezentowali się artyści i zespoły związane z gminą. Wystąpili Kowalanki, Szewczanki, Bolechowiczanie, Chór Nowina oraz Orkiestra Dęta Nowiny. To nie był grzecznościowy „lokalny dodatek” do programu. To był ważny sygnał: święto gminy naprawdę zaczyna się od jej mieszkańców, ich pasji, pracy i tradycji.
Na scenie znalazło się też miejsce na podsumowanie konkursu literackiego „Moja Gmina – Moja mała ojczyzna” i wręczenie nagród. Wydawałoby się: spokojny punkt między koncertami. A jednak właśnie takie momenty nadają lokalnym wydarzeniom sens. Bo „mała ojczyzna” przestaje być hasłem z przemówienia wtedy, gdy mieszkańcy naprawdę o niej opowiadają, śpiewają, piszą i wychodzą razem przed scenę.
Potem Nowiny wrzuciły wyższy bieg
Wieczorna część programu zdecydowanie podniosła temperaturę. Fabryka Bzu postawiła na koncertową energię, a Kabaret 4 Fala dorzucił solidną porcję humoru. Program został pomyślany tak, by trafić do różnych grup wiekowych – od najmłodszych uczestników korzystających z animacji i atrakcji rodzinnych po publiczność czekającą na wieczorne koncerty.
I wreszcie przyszedł moment, na który wielu czekało od początku.
De Mono. Kilka pierwszych dźwięków i już było wiadomo, że ten koncert połączy pokolenia
De Mono zamknęło koncertową część soboty i zrobiło dokładnie to, czego można oczekiwać od zespołu z tak mocnym katalogiem przebojów: przyciągnęło pod scenę publiczność w różnym wieku i uruchomiło pamięć muzyczną kilku pokoleń. Relacje medialne zgodnie wskazują właśnie ten koncert jako kulminacyjny moment pierwszego dnia święta.
I może właśnie w tym tkwiła największa siła tego finału. Nie trzeba było nikomu tłumaczyć, kiedy śpiewać. Są utwory, które po prostu żyją własnym życiem – wracają po latach, uruchamiają wspomnienia i nagle okazuje się, że pod jedną sceną bawią się ci, którzy pamiętają ich premiery, i ci, którzy znają je z playlist swoich rodziców.
To był koncertowy finał z ciężarem gatunkowym, ale bez nadęcia. Muzyka zrobiła swoje.
Wójt: jest czas, kiedy możemy wspólnie celebrować
Wójt Gminy Nowiny Łukasz Gryń podkreślał w medialnej relacji, że mieszkańcy długo czekali na wspólne świętowanie, a dwudniowa formuła miała stworzyć przestrzeń do celebrowania tego, co gmina osiąga jako wspólnota. To ważne, bo samorząd można opisywać liczbami, inwestycjami i budżetami. Ale od czasu do czasu trzeba też zobaczyć go pod sceną, między ludźmi.
W wydarzeniu uczestniczyli również przedstawiciele życia publicznego, wśród nich wicestarosta kielecki Tomasz Dulny, radny powiatowy Łukasz Barwinek oraz senator Krzysztof Słoń. Powiat Kielecki zwracał uwagę na integracyjny charakter wydarzenia i jego znaczenie dla budowania przywiązania do lokalnej wspólnoty.
Bo święto gminy to nie koncert. Koncert jest tylko częścią historii
Można zorganizować scenę, ustawić światła i zamówić znany zespół. To jeszcze nie gwarantuje atmosfery.
W Nowinach zadziałało coś więcej: lokalni artyści nie byli tłem dla gwiazdy, mieszkańcy nie byli wyłącznie widownią, a program nie kończył się na jednym głośnym nazwisku. Było miejsce na tradycję, kulturę, humor, rodzinne atrakcje i muzykę, która wyciąga ludzi pod scenę bez względu na metrykę. Sobotni wieczór zakończyła jeszcze dyskoteka pod gwiazdami, przedłużając wspólne świętowanie po koncertowym finale.
De Mono było mocnym finałem. Ale prawdziwym bohaterem tego dnia były Nowiny – gmina, która na kilka godzin przestała być punktem na mapie, a stała się wspólną przestrzenią tysięcy małych historii, spotkań i emocji.
I właśnie dlatego takie święta mają sens.

Napisz komentarz
Komentarze