– Może zabrzmi to trochę specyficznie, ale czujemy w szatni po meczu z Legią bardzo duży niedosyt. Mimo że graliśmy naprawdę z dobrym zespołem, z liderem po dwóch kolejkach, uważam, że mogliśmy i powinniśmy ten mecz wygrać. Pretensje możemy mieć już tylko do samych siebie, ale generalnie z gry i z postawy drużyny jestem naprawdę zadowolony. Realizowaliśmy nasz plan cierpliwie, krok po kroku. W trakcie gry byliśmy zmuszeni do zmiany systemu ze względu na chorobę Ariela Mosóra, ale to zdało egzamin. Wyglądało to naprawdę dobrze. Brakło po prostu tych detali, które w piłce są najważniejsze. Szkoda, ale to jest taki dobry prognostyk przed następnymi meczami, bo ten zespół pokazał, że potrafi grać w piłkę, że potrafi wyjść z ciężkiej sytuacji. Ja postawą drużyny dzisiaj jestem bardzo zbudowany.
Zieliński odniósł się również do sytuacji zdrowotnej Ariela Mosóra oraz Dawida Błanika. Obrońca rozpoczął spotkanie, ale z powodu problemów zdrowotnych nie był w stanie go dokończyć. Błanik z kolei nie znalazł się w kadrze meczowej.
– Może nie jest to poważny uraz, ale Dawid boryka się z nim przez cały tydzień. Liczyłem, że go doprowadzimy, ale niestety, niestety nie udało się. Natomiast Ariel też borykał się z problemami przez ostatnie dwa dni. Prawdopodobnie gdzieś to miało związek z tymi temperaturami, że po prostu wyglądał tak specyficznie i już dzisiaj w trakcie gry, po tym jeszcze uderzeniu piłką, myślę, że to się nasiliło. Trzeba go było zmieniać, bo już wyglądało to coraz gorzej, więc takie przypadki się zdarzają. Ważne, że potrafiliśmy zareagować, że te roszady i zmiany, które wprowadziliśmy, wyglądały dobrze po prostu.
Trener Korony sporo uwagi poświęcił także sposobowi, w jaki jego zespół próbował rozmontować defensywę Legii. Gospodarze często wykorzystywali boczne sektory boiska, a jednym z zawodników mających dać drużynie dodatkowy impuls był Morgan Fassbender.
– Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że Legia jest bardzo groźna w środku, bo ma mocno zagęszczony środek przy trójce środkowych obrońców i trójce środkowych pomocników, przy dobrze presującej dwójce napastników. Ciężko było się tym środkiem przedrzeć. Dlatego nasz pomysł był właśnie na grę bokami. Morgan, myślę, bardzo, bardzo poprawny występ, jeśli chodzi o pierwszy taki mecz od początku w naszych barwach. Mógł być bohaterem, gdyby tę sytuację w końcówce wykorzystał, ale ja jestem z jego postawy zadowolony, bo dał nam taki element, powiedziałbym, jakiejś takiej nieoczywistości. To jest chłopak, który, szczerze powiedziawszy, i w Termalice za dużo w Ekstraklasie nie grał, ale tu pokazał się z naprawdę dobrej strony. Trochę słabiej to wyglądało z drugiej strony, bo tam był pomysł na to, żeby uruchomić Wiktora Długosza na prawym wahadle, ale gdzieś tam ta współpraca z prawej strony słabiej wyglądała. Myślę, że lepiej to zaczęło wyglądać dopiero po przejściu na czwórkę, jak zagraliśmy już z takimi typowymi skrzydłowymi. No ale gdzieś tam tego czasu nam brakło.
Zieliński został również zapytany o nowy system gry i to, czy spotkanie z Legią może być potwierdzeniem, że zmiany wprowadzone latem przynoszą oczekiwane efekty. Szkoleniowiec zwrócił uwagę przede wszystkim na umiejętności i mentalność swoich zawodników.
– Ja myślę, że może za dużo mówimy o systemach, schematach z trzema, czterema, pięcioma obrońcami. Ludzie grają w piłkę i myślę, że ci chłopcy pokazali przede wszystkim dobre umiejętności piłkarskie i cechy charakterologiczne. Ten mental był dzisiaj na bardzo wysokim poziomie, czasami aż na za wysokim, bo później takie błędy nam się zdarzały, wynikające chyba z przemotywowania. Chciałbym, żeby to dalej było kultywowane, dalej było pielęgnowane, bo na tym możemy dużo zyskać.
Szkoleniowiec został także poproszony o komentarz do transferu Tamara Svetlina. Słoweniec na pewno opuści Koronę, a Zieliński przyznał, że klub od dłuższego czasu był przygotowany na możliwość jego odejścia.
– My z tym, że Tamar może odejść, liczyliśmy się od początku, może nawet od końca poprzedniej rundy, bo już były o niego zapytania. Wiedzieliśmy o bardzo mocnym zainteresowaniu Lecha Poznań. Później włączyły się do gry kluby zagraniczne, z których najbardziej konkretny był francuski Saint-Étienne, więc Tamar tam wylądował. Już rozmawiałem z nim w końcówce. On naprawdę bardzo chciał odejść, chciał się pokazać w innej lidze, więc na tym to też polega i myślę, że to też jest fajne dla Korony, że my tak zaczynamy pisać pomału taką historię transferową. Do tej pory Korona tylko zawodników brała, nikt stąd nie odchodził. Odszedł Mariusz Fornalczyk, odszedł Pau Resta. Co by nie mówić, to w zeszłym roku transfer Miłosza Trojaka do, ktoś powie do ligi egzotycznej, koreańskiej. Ale Polaków wielu tam nie pojechało i nie gra, więc zaczyna coś się dziać. Ale to też polegać ma na tym, że takie transfery muszą być z wyprzedzeniem zastępowane. My akurat to zrobiliśmy. Myślę, idealny timing tego wszystkiego, bo Patrik Hellebrand był przymierzany oczywiście do gry z Tamarem, ale w momencie, gdy widzieliśmy, co się dzieje, szybko zakontraktowaliśmy Kamila Jakubczyka. Myślę, że to będzie naprawdę fajny chłopak i da Koronie dużo dobrego. Ma wiele cech, trochę innych niż Tamar, więc ja jestem spokojny z zabezpieczeniem środka pola. Dlatego jest Simon Gustafson, który wreszcie zaczyna grać na miarę swoich możliwości, chociaż ja twierdzę, że on jeszcze lepiej może grać. To nie jest jego jakiś tam, nie wiem, rekord życiowy. Jest Martin Remacle, który teraz podrażniony, bo wchodzi z ławki, ale ja bardzo liczę na to, że właśnie on w tej złości piłkarskiej da nam dużo. Jest Nono, więc myślę, o środek powinniśmy być spokojni.
Jednym z tematów konferencji była również sytuacja z pierwszej połowy, kiedy Ariel Mosór opuścił boisko jeszcze przed wyrównującym golem Legii. Zieliński przyznał, że obecność obrońcy mogła mieć znaczenie przy straconej bramce, ale znacznie większe emocje wzbudziła w nim późniejsza sytuacja z rzutem karnym.
– Myślę, że Ariel by tam był blisko i by tego pojedynku nie przegrał. No ale sędzia według przepisów mierzył ten czas upływający co do sekundy i brakło nam paru sekund. Niestety szkoda, że nie był tak skoncentrowany, jak trzeba było analizować sytuację z rzutem karnym i to jest właśnie najgorsze w tym wszystkim. Teraz po mundialu my się nagle wszyscy podniecamy tymi pięcioma sekundami z jednej, z drugiej strony ręka idzie w górę, palce opadają cały czas, a dalej bałagan w ocenie ręki jest taki, jaki był. I to mnie najbardziej martwi, niepokoi, bo bardziej ewidentnego karnego ja dawno nie widziałem.
W dalszej części konferencji trener Korony z dystansem odniósł się do dyskusji dotyczącej interpretacji zagrania ręką i przepisów związanych z doliczonym czasem gry.
– Gdybym sobie tym wszystkim jeszcze głowę zaprzątał w moim wieku, to ja bym już dawno nie żył. Ja też chcę jeszcze chwilę pożyć.
Zieliński został również zapytany o Morgana Fassbendera i jego występ w podstawowym składzie. Dobre spotkanie Niemca może rozpocząć kolejną rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce, szczególnie po powrocie do zdrowia Dawida Błanika.
– Błanik będzie gotowy, myślę, na następny mecz. Natomiast rywalizacja zawsze napędza to, co się dzieje w drużynie. Więc ja się cieszę z postawy Morgana, bo myślę, że robiąc ten transfer, wielu ludzi mówiło, że taki nieoczywisty transfer ze spadkowicza z Ekstraklasy. Co ten Fassbender tutaj nam da? Myśmy go już obserwowali od dłuższego czasu. Wiedzieliśmy, że to jest taki chłopak skrojony czasami pod taką naszą bezpośrednią grę. I myślę, że to się dzisiaj potwierdziło. Natomiast jak Błanik dojdzie do zdrowia – Fassbender cały czas twierdzi, że on się lepiej czuje z prawej strony. Więc ja nie mam problemu.
Trener został także zapytany o początek sezonu w wykonaniu Korony. Kielczanie po dwóch rozegranych spotkaniach mają na koncie jeden punkt, choć starcie z Legią było trzecią kolejką, ponieważ mecz z Górnikiem został przełożony.
– I nad tym boleję, tego już na chwilę obecną nie zmienię, ale bronię się tym, że mamy jeden mecz zaległy. Mogłyby te statystyki lepiej wyglądać wtedy. Pół żartem, pół serio mówię oczywiście.
Zieliński podkreślił jednak, że Korona od początku sezonu mierzy się z wymagającymi przeciwnikami. Wspomniał przy tym o porażce z Jagiellonią Białystok w pierwszej kolejce.
– Cały czas tu się wszystkim wydaje, że my cały czas gramy, nie wiem, nie wiem z kim te mecze. Na Jagiellonii były straszne słowa krytyki. Przegraliśmy w końcówce i tak dalej. Z kim myśmy przegrali, niech każdy popatrzy. Jagiellonia za chwilę ograła Glasgow Rangers u siebie. Oczywiście to nie jest żadne alibi, bo myśmy nie powinni tego meczu tam przegrać. No taka jest prawda. No ale czasami w takich meczach wychodzą właśnie te gry w europejskich pucharach i mądrość z nich wyniesiona.
Na koniec Zieliński odniósł się do potencjału Legii Warszawa i jej aspiracji w obecnym sezonie. Zdaniem szkoleniowca stołeczny klub może być jednym z najmocniejszych zespołów w lidze.
– Myślę, że ocenianie Legii czy szans Legii przez to, co się dzisiaj działo na boisku, to chyba jest trochę przedwczesne, no bo my też na boisku dzisiaj nie byliśmy statystami i tej Legii przeszkadzaliśmy, byliśmy do nich przygotowani. Natomiast Legia to jest naprawdę bardzo solidny zespół, mający pomysł na grę. My dzisiaj tego pomysłu za bardzo nie daliśmy uruchomić. Natomiast co się będzie dalej działo, trudno powiedzieć. Tam człowiek słyszy gdzieś w kuluarach o jakiś tam przypuszczalnych transferach jeszcze do Legii. Ja myślę, że Legia będzie bardzo mocna w tym sezonie. Natomiast do czego to wystarczy, nie wiem.

Napisz komentarz
Komentarze